20 października 2020

10 rodzin opuściło dzisiaj miasto, czy rozpoczął się masowy exodus mieszkańców Tucholi?

3 min read

Dorobek ich życia został wystawiony na sprzedaż. Działają solidarnie i dyskretnie, skorzystali z firmy pośredniczącej handlem nieruchomościami daleko od Tucholi. Chcą uniknąć wścibskich sąsiadów, boją się docinków w stosunku do bliskich, którzy doczekają w tym mieście swoich dni.

Nie mamy wyjścia, nie mamy pracy, pieniędzy brakuje na zaspokojenie nawet podstawowych potrzeb, a dzieci przecież muszą coś jeść! – mówi pani Jadwiga, mając łzy w oczach.

Najgorsze, że nie ma najmniejszych perspektyw na przyszłość, a żyć i płacić trzeba! Do takiego stanu doprowadzili to miasto ludzie, których wybieraliśmy, a okazali się być zwykłymi karierowiczami, którzy od lat mają nas w dupie – mówi rozgoryczony pan Zbigniew.

Punktem zbornym jest parking przy stacji Orlenu, przy wylocie do Chojnic. To właśnie stąd wyruszy konwój sześciu busów, towarzyszymy im do ostatniej chwili.

Pan z TOKiS-a? Odwiedzamy waszą stronę regularnie, nie ściemniacie, mówicie jak jest, jako jedyni, ale oddźwięk wśród władz marny, prawda? Tak jest od lat, boją się, wolą przemilczeć problemy, zawsze mieli podobne podejście, czas wyciszy sprawki, gdzie się wyłożyli, a ludzie albo zapomną, albo zastraszeni utratą roboty, nabiorą wody w gęby. Byle do wyborów.  – utyskuje pan Andrzej.

A pamiętasz jak za czasów Rzeźniczka było? Była praca, były pieniądze, dało się żyć i to nieźle, ale wykończyła go ta bydgoska mafia i mamy teraz… dwa metry kwadratowe w starym gracie, którym jak Cyganie spieprzamy za chlebem – mówi pani Joanna.

Dokąd państwo jedziecie?

Jedziemy do Hamburga, udało nam się tam załatwić mieszkania na barce i zajęcie. Na razie zapewniają nam pracę przy szlifowaniu kadłubów statków. Robota przez siedem, osiem godzin dla facetów, potem zobaczymy, co dalej. Jedno, co dobre, że wszystko legalnie, bo i tak nikt nie chce tej roboty wykonać opowiada pan Jakub.

Jak się dogadaliście, co do tego wyjazdu?

Dzięki czatowi w Onecie. Rozmawialiśmy, nie znając się przez kilka wieczorów, wreszcie poznaliśmy się na tyle, że przeszliśmy na „priv” i okazało się, że w większości jesteśmy z Tucholi i okolic. No i spotkaliśmy się. Było nas nawet więcej, ale dwie osoby  w ostatniej chwili zrezygnowały, przestraszyły się i wcale się im nie  dziwię. Cały ten pomysł to kompletne wariactwo. –  wspomina pani Aneta.

Jesteście w średnim wieku, nie za późno na rozpoczynanie życia od początku?

Panie, a co nas tutaj trzyma? Bory, lasy? Nie rozśmieszaj mnie pan, to pic i fotomontaż dla idiotów, którzy uwierzyli, że tutaj coś się może zmienić na lepsze! Ile można zbierać te cholerne jagody i grzyby, potem sprzedawać, aby za te marne grosze kupić dzieciakom zeszyty, bo na książki i tak nie starczy, a od smalcu i chleba z supermarketu można tylko zdechnąć trochę później pan Andrzej z trudem powstrzymuje wściekłość.

A jak ze znajomością języka?

Andrzej i Aneta „szprechają perfekt”, na początku damy radę wspólnie, potem może jakoś nauczymy się. – mówi pani Wioletta.

Kiedy dojedziecie na miejsce będziecie państwo mieli gdzie spać, co jeść, są przecież dzieci, co z nimi?

Nie jedziemy w ciemno, nie jesteśmy aż takimi ryzykantami, długo trwało, żeby załatwić wszystkie formalności. Jedyny problem będzie ze szkołą, ale jakoś sobie poradzimy. Nie my pierwsi i nie ostatni, byle dalej z tej tucholskiej umieralni.

Wypowiedzi brzmią przerażająco.

– Czas w drogę…

Żegnamy się, auta powoli wytaczają się na drogę do Chojnic, by po chwili zniknąć we mgle.

______________

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook