25 października 2020

Jak podjęto próbę zdyskredytowania komendanta Straży Gminnej w Kęsowie i co z tego wyniknie

6 min read

Od wczoraj w urzędniczym półświatku wrze, dzisiaj sprawa przybrała posmak afery i rozlała się falą po całym Powiecie Tucholskim, a kto wie, jak wielkie kręgi jeszcze zatoczy. Wszystko za sprawą komercyjnego medium, które wietrząc gorący temat, odrobinę zapędziło się chyba w przysłowiowy „kozi róg”, aby zwiekszyć być może poczytność pisma. Niestety, z dobrym skutkiem. My jednak po wielu godzinach nieprzerwanej pracy dotarliśmy do informacji, które zaprzeczają rzeczonej sensacji, ba, mało tego, wyglądałoby zgoła śmiesznie to, gdyby niesłychana pilność wybranych mediów oraz organów sprawiedliwości w dociekaniu „prawdy” . Pozostanie bez odpowiedzi pytanie, komu tak bardzo zależało na tym, aby podjąć tak karkołomną próbę zdyskredytowania czlowieka, który przynajmniej w naszej ocenie, powinien uchodzić za wzór cnót wszelakich, przynajmniej w działalności, której od długiego czasu poświęcił się bez reszty, a którą my obserwujemy od dawna.

TOKiS od prawie roku przygotowuje specjalny reportaż ukazujący pracę strażników w różnych sytuacjach i porach roku. Celem tego filmu jest ukazanie przydatności tej formacji w gminie Kęsowo, która od pewnego czasu pozostaje bez lokalnego posterunku Policji, który zamknięto w poszukiwaniu oszczędności. Od tamtej pory strażnicy zmuszeni są reagować w sytuacjach trudnych, ale zawsze zgodnie z regulaminem, inaczej, pewnych czynności nie mają prawa dokonywać. Nie mamy wątpliwości, strażnicy są potrzebni, wręcz nieodzowni, choć sprawą drażliwą zawsze pozostanie kwestia największego utrapienia piratów drogowych – radarów. O tej działalności krąży już tak wiele mitów, że nie ma sensu nawet przytaczanie przykładów. Tak skonstuowano polskie prawo, że „polowania na kierowców” być może na stałe wpisały się w nasz krajobraz i albo się z tym pogodzimy, albo będziemy płacić lub walczyć. Może właśnie ta kwestia zaważyła na tym, że pan komendant SG w Kęsowie dostał się w tryby niesłychanej machiny, która z rozpędu mieli wszystko i wszystkich, nie bacząc na skutki.

Pan Tomasz Stoltmann – obecnie zawieszony czasowo w czynnościach – komendant SG w Kęsowie od zawsze kojarzył sie nam z niezwykłą rzetelnością i konsekwencją postępowania, co najważniejsze, zawsze przewidujący i skrupulatny do przesady. Nic dziwnego, że szybko zyskał sobie powszechny szacunek podwładnych i uznanie przełożonych. Od początku zawsze głęboko zaangażowany w sprawy bezpieczeństwa, zwłaszcza najmłodszych uczestników ruchu, przygotowywał wraz ze współpracownikami specjalne pokazy, których cel był jasny. Trudno ocenić ile istnień w ten sposób uratowano. Brzmi niewiarygodnie ? Udokumentowaliśmy to na wielu fotograficznych kadrach i w wielu ujęciach naszych kamer.

Znając postawę komendanta SG w Kęsowie zwyczajnie nie uwierzyliśmy w prasowe banialuki i poszukiwaliśmy informacji wiarygodnych na własną rękę, a dzieki przypadkowi trafiliśmy na pewne, co najważniejsze u samego źródła wydarzeń.

Poznajmy je bliżej…

(…) Tomasz Stoltmann komendant SG półtora roku temu uczestniczył, jako członek komisji egzaminacyjnej na egzaminie w ośrodku szkoleniowym dla strażników gminnych/miejskich w Gdańsku. Prócz niego w komisji zasiadali inni komendanci straży gminnych (między innymi ze Straży Miejskiej w Czersku) i kilku policjantów,.

W egzaminie uczestniczyło dwóch ludzi, którzy odbywali przed egzaminem miesięczną praktykę w Straży Gminnej w Kęsowie. Na protokole egzaminacyjnym przygotowanym przez ośrodek szkoleniowy przy nazwiskach tych dwóch osób którzy wcześniej odbywali w Kęsowie praktykę na gotowym druku (!!!) napisano “pracownicy Straży Gminnej w Kęsowie”.

Chodzi o to, iż te osoby tylko odbywały w Kęsowie praktykę i nie były w momencie egzaminu pracownikami. Pan Tomasz Stoltmann komendant SG w Kęsowie, po pomyślnie zdanym egzaminie myśląc, że z protokołem jest wszystko w porządku podpisał się pod nim z całą komisją egzaminacyjną (!!!).

Po 15 miesiącach przyszło pismo z prokuratury w Gdańsku, które komendanta i zapewne wójta Kęsowa wprawiło w totalne osłupienie, informowało ono komendanta, że ma się stawić w Prokuraturze w Gdańsku celem postawienia zarzutów. Uznałem, że Pani prokurator stawiająca takie błahe zarzuty po prostu przespała kluczowe wykłady na jej studiach prawniczych i późniejszej aplikacji. Poza tym jeszcze większą śmieszność spowodował fakt, iż przy innych nazwiskach ludzi, którzy zdawali ten egzamin również były stwierdzenia o tym że są oni pracownikami tych straży, a podpisujący to komendanci nie byli pociągnięci w żaden sposób do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Waga przedstawionego komendantowi dokładnie jednego zarzutu, to “poświadczenie nieprawdy”.

Liczyłem ( jak mówi autor wypowiedzi), że  Pani prokurator jednak sobie coś przypomni z wykładów na studiach prawniczych lub aplikacji i umorzy tę sprawę na etapie postępowania przygotowawczego. Stało się jednak inaczej. Pani prokurator tak zainteresowała się   komendantem, że zakończyła postępowanie przygotowawcze, kierując do sądu wniosek o umorzenie postępowania. Było to pod koniec lipca 2013 roku.

______________________________________

Od początku sierpnia 2013 zgodnie z Ustawą o Strażach Gminnych komendanta Tomasza Stoltmanna zawieszono w czynnościach i od tego czasu otrzymuje on 50 % swojej pensji, a ma na utrzymaniu żonę i kilkuletnią, wspaniałą córkę.

Skierowanie wniosku przez panią prokurator pod koniec lipca 2013 roku do sądu, wypełniło zapewne pozytywne statystyki prokuratury (jedna sprawa do przodu). Lipiec, sierpień, wrzesień, to jednak czas, kiedy nasz wymiar sprawiedliwości gromadnie jeździ na wczasy, a terminy rozpatrywania spraw zapracowanych Panów i Pań sięgają minimum pół roku od złożenia wniosków lub pozwu.

I tak pomimo pisma komendanta Stoltmanna do sądu w Gdańsku, o przyspieszenie rozpatrzenia (umorzenia) swojej sprawy, najbliższy wolny termin w zapracowanym aparacie wymiaru sprawiedliwości wyznaczono na 10 października 2013.

Sprawa będzie wyglądać mniej więcej tak: Otwarcie, stwierdzenie umorzenia zarzutu wobec Tomasza Stoltmanna i zakończenie. Całość wokandy – około 5 minut, za które zapłacimy my – społeczeństwo.

Doprawdy, czasami opadają ręce każdemu, kto angażuje się w sprawy o podłożu prawnym, ale tylko te „w wydaniu polskim”, bo jak w Przymuszewie  strzela się do bezbronnego, choć będącego w „fazie recydywy” kierowcy, co najmniej 4 razy i trafia ( a gdzie są 3 strzały ostrzegawcze lub strzelanie w opony?), kula przechodzi przez jego organizm, ściślej bok,  jak to wyraziło jedno z pism komercyjnych… “Pijanego sołtysa”, 2 cm od aorty, przy uszkodzeniu której wykrwawiłby się w parę minut, potem być może doprowadza się go do formy „poobijanego worka kartofli” w kukurydzy (od tyłka do pół pleców siniaki koloru ciemnogranatowego), wiezie się go jak worek odpadów w karetce do szpitala w Bydgoszczy (w Mąkowarsku psuje się karetka i trzeba było czekać na przyjazd drugiej ) i tacy stróże prawa już zapewne dostali zarzuty (na pewno nie  najmniejszej wagi jak, te postawione Tomaszowi Stoltmannowi w Gdańsku), a pismo uważające się za opiniotwórcze  nawet się o tym nie zająknie (czyżby jakiś układ z Policją?).

Żyjemy podobno w praworządnym kraju, przecież nasza Konstytucja o tym mówi, że “Polska jest państwem prawa”. Czy to pewne?

Obyśmy 10 października nie musieli w to wątpić.

(mrf.)

Posłowie.

TOKiS – PRESS otrzymał pośrednio zapewnienie od pana komendanta Stoltmanna o tym, że po 10 października udzieli nam wyczerpującego wywiadu w sprawie.

Dziękujemy tym wszystkim, którzy bezpłatnie, z potrzeby serca, włączyli się w sprawę ustalenia nie sensacji, a faktów.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook