21 października 2020

17000 agentów obcych państw działa na naszą szkodę?

5 min read

To zadziwiające, jak szybko ukręcono łeb tragedii smoleńskiej. Wszystko utknęło dokładnie tam, gdzie miało, czyli w nicości. Kolejne tematy zastępcze z wyborami w tle, spełniły swoje zadanie przekierowując polską świadomość w okolice propagandy i kolejnych organizacyjnych nonsensów. Jak to możliwe? Cóż, tajemnicą poliszynela jest fakt, że nad wszelkimi polskimi „prawidłowościami” czuwa 17000 agentów obcych państw. Wszelkie ruchy polityczne, gospodarcze i społeczne mają swoich kontrolerów, którzy doskonale wiedzą, jak postępować i działać na korzyść swoich mocodawców.

Pomimo tego, że ich dossier jest powszechnie znane, nie ma jakichkolwiek możliwości, aby tę grupę deportować. Kolejny nonsens polskiego piekiełka? Nic podobnego, całość przypomina strukturę sycylijskiej ośmiornicy, w wyjątkowej, bo powszechnie znanej wąskiej grupie osób ze świecznika. Wszystko oparte o wzajemne zależności, zdaje się być od lat nie do ruszenia. Czy te piramidalne informacje mogły stać się przyczynkiem do wielu zdarzeń z ofiarami z tle? To praktycznie pewne, powiązania świata politycznego, agenturalnego i przestępczego są ze sobą to nasza powszechna codzienność.

Każde kolejne próby odzyskania przez Polskę pozorów niezależności z góry zdane są na niepowodzenie. W takim razie, jaki sens ma dokonywanie jakichkolwiek wyborów? No właśnie, być może, dlatego tak powszechnym w naszym społeczeństwie jest pogląd, że „oni i tak zrobią, co chcą, a my nie mamy nic do gadania”. Być może, dlatego jest jak jest. Dzisiaj mamy pewność, że każdy polityk ubiegający się o jakąś kluczową funkcję w państwie jest otwarty na kontakt z wyborcą aż do chwili, kiedy uzyska mandat zaufania. Później wszystko wraca do normy, innymi słowy, wyborca jak zawsze pozostaje „dojną krową”, lub „idiotą, który zachowuje się jak baran przeznaczony na rzeź”.

Jakie to typowe, w takim razie czy istnieje ktoś, komu można zaufać, zwłaszcza w sferach politycznych? Pytaniem na pytanie, a czy faktem jest, że w ciągu najbliższych lat dojdzie do przebiegunowania naszej lichej planetki? O ile ta druga możliwość może się zdarzyć, tak w świecie życia publicznego nic się nie zmieni, dopóki nie dojdzie do deportacji tytułowych 17 000 agentów.

W taki razie, czy istnieje, choć cień nadziei, że znajdzie się ktoś, kto ukróci ten stan? Prawdopodobieństwo jest bliskie zeru, zwłaszcza, kiedy rozważania prowadzi się w cieniu ostatnich kamuflowanych przez media zdarzeń. Stając się po części niepoprawnym optymistą, prawy polityk, lub ich grono nie ma wg mnie większych szans na przeforsowanie swoich dążeń, ba, być może sam skazuje się na bolesny koniec. Historia lubi się powtarzać. Oczywiście to tylko czarny humor, daleki od rzeczywistości nawet wobec faktu, że polscy politycy korzystają już z zupełnie innych, bardziej bezpiecznych środków transportu. Nie wpadajmy jednak w samozachwyt, wypadki są czymś „normalnym”, zwłaszcza obecnie.

Wzorem tragicznej, historycznej przeszłości Polski tkwimy osamotni, wbrew obietnicom sojuszników na zaludnionej wyspie otoczonej zewsząd rekinami. Od lat podejmowane są próby pojednania z naszymi sąsiadami. Każdy kolejny rząd roztacza przed nami parasol bezpieczeństwa, który jak się okazuje chwilę później jest potwornie dziurawy. Wszelkie porozumienia podejmowane są na szczeblach władzy. Poszczególne społeczeństwa patrza na ten proces niezwykle uważnie i wyrabiają sobie adekwatne do sytuacji zdania. W większości sa one niepochlebne, lub zmanipulowane. Ten proces również jest nadzorowany przez agentów, którzy przez chwilę zmieniają skórę i stają się pospolitymi podżegaczami.

Niekoniecznie musza to być ludzie, którzy są przybyszami, wspomniane osoby są rekrutowane tutaj w Polsce, choć szkolone zupełnie gdzieś indziej.

Istnieje szereg starych powiedzeń, które charakteryzują…, nazwijmy ich po imieniu – Niemców, Rosjan, Czechów, są one jednoznaczne, stawiają wymienionych w jednym tylko świetle – wrogów i trudno będzie ten stereotyp zwalczyć. Trudno uważać kogoś, kto od wieków niszczył, palił i mordował za „nawróconego” przyjaciela.

Swego czasu, bardzo pilnie śledziłem procesy norymberskie, gdzie ukazano całe okrucieństwo Niemców. Biorąc nawet pod uwagę tamten czas i warunki polityczne, dowody przedstawione przez oskarżycieli udowadniały fakty, od których po latach, jeszcze dzisiaj jeży się włos na głowie.

Podobne procesy powinny odbyć się z udziałem okupanta – strony sowieckiej. Czasami oczyma wyobraźni widzę wagę z dwiema szalami, na których hipotetycznie kładę winy i okrucieństwa obu wrażych stron. Owa waga nie porusza się. W efekcie, zawsze tkwi w pozycji równowagi. Jesteśmy otoczeni przez wrogów, którzy nie musza używać przemocy, nie potrzeba im dzisiaj dział, dekretów, ukazów, dzisiaj wystarcza im broń masowego rażenia – pieniądz. To właśnie on reguluje zasadność umieszczania w Polsce agentur, których zadaniem jest kontrola nie tylko nastrojów, ale być może stricte osobowa.

Być może mnogość ostatnich, tajemniczych śmierci wśród ludzi z „polskiego świecznika”, nie jest przypadkową. Przed nami wybory, niezwykle istotne przedsięwzięcie, które przez kolejne lata będą miały wpływ na życie przeciętnego Polaka. Nie wierzę, aby jedynie słuszna opcja nie miała cichych „wspomagaczy”, którzy zrobią absolutnie wszystko, aby wykluczyć oponentów, opozycję.

Oczywiście pozostaje kwestia techniczna, jednak agenci są doskonale przygotowani do podobnych przedsięwzięć. Mają kapitalne źródła wiedzy i szerokie kontakty, wśród decydentów. Ci ostatni zdają sobie sprawę prędzej, czy później z tego, że zostali wykorzystani za swoim przyzwoleniem, za podobne usługi płaci się albo złotem, albo otrzymuje się porcję ołowiu w głowę. Czasami trzeba poświęcić dziesiątki istnień ludzkich, aby wywrzeć presję na milionach. Agenci doskonale wiedzą, jak każdy niepokój wykorzystać, a następnie przekuć na sukces swojego mocarstwa.

Nikt agenturalności nie ma wypisanej na twarzy, wiemy jednak z całą pewnością to, że „Wielki Brat”, dyszy nam na ramieniu, kiedy nadejdzie pora, nie zawaha się nawet przez chwilę – zada zdecydowany cios.

Zegar już tyka…

 ____________________

Mariusz R.Fryckowski

Tekst powstał w styczniu 2012 roku, opublikowany został we wszystkich najważniejszych, niezależnych, portalach publicystycznych.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook