22 października 2020

27 stycznia, Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Reżimu Hitlerowskiego

4 min read

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu obchodzony jest od 2005 roku. Decyzję o uchwaleniu święta podjęło Zgromadzenie Ogólne ONZ 1 listopada 2005 roku.

Dzień ten ma być wyrazem czci i upamiętnieniem ofiar hitlerowskiego reżimu z czasów II wojny światowej. W ten sposób Zgromadzenie zamanifestowało sprzeciw, nieuznawaniu Holokaustu jako wydarzenia historycznego.

Na obchody święta wybrano 27 styczeń – datę szczególną dla narodu żydowskiego. Święto to zbiega się, bowiem z rocznicą wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau z 1945 roku.

Oprócz uchwalenia Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, Zgromadzenie wydało specjalną rezolucję, w której podkreśliło, jakie przesłanie ma towarzyszyć obchodom święta.

Zaapelowano do wszystkich państw członkowskich organizacji, o opracowanie programów edukacyjnych, które przyczynią się do zwiększenia zainteresowania tematyką Holokaustu, uwrażliwią przyszłe pokolenia na ogrom jego cierpienia i przede wszystkim, przyczynią się do zapobieżenia ponownym aktom ludobójstwa. W interesie każdego narodu powinno być nieustanne poszerzanie edukacji młodego pokolenia na tematy związane nie tylko z Holokaustem, ale też rasizmem, ksenofobią i wszelkimi innymi formami zachowań antyspołecznych.

W Polsce główne obchody święta odbywają się w Aushwitz – Birkenau i stolicy. W uroczystościach, obok najwyższych urzędników państwowych, biorą też udział organizacje społeczne, religijne, środowiska artystyczne i ci, którzy mieli szczęście w nieszczęściu przeżyć, wojnę, obozy, cierpienia.

Przeczytałam kilka książek, obejrzałam mnóstwo dokumentalnych filmów o ludziach, którzy przeszli piekło na ziemi. Ale mieli jedno szczęście w życiu, udało im się przeżyć. Jako naoczni świadkowie ogromu okrucieństwa, bestialstwa, mrocznych stron historii, opisali swoje losy, jako testamenty, dając świadectwa swojemu istnieniu. Każda z nich jest innym, odrębnym rozdziałem, innym tłem.

To bez wątpienia ciężki i ciemny czas w naszej historii. Państwo polskie stało się zakładnikiem reżimu i terroru. Ludzkie życie zależało od nastroju obcej ręki. Przemoc i ucisk polityczny na władzę, na lud zamieszkujący tereny państwa.

Wielokrotnie zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby jeden człowiek, swoją nienawiścią, chorymi urojeniami, mógł wyrządzić tyle bólu, cierpienia i śmierci, unicestwić ogrom istnień. Jak się okazuje, Hitlerowi przyszło to całkiem szybko i prosto. Wystarczyło zostać kanclerzem i obiecać to, co mieszkańcy Niemiec chcieli usłyszeć, w dobie kryzysu gospodarczego, tuż po I wojnie światowej.

Jego chory plan przejęcia władzy na całym świecie miał swój początek właśnie tu, na naszej polskiej ziemi. Gdyby tak dobrze poszperać w historii każdej rodziny, to znajdzie się chociaż niewielki ślad ingerencji II wojny w jej życiu. Tak, jak w rodzinie, tak w każdej polskiej małej, wiejskiej społeczności, zdarzyły się przypadki represji, czy nawet śmierci jakiejś wybitnej postaci. Tak też bez wątpienia było niedaleko nas, w Radzimiu.

Prowizoryczny obóz koncentracyjny dla mieszkańców ziemi krajeńskiej, utworzony przez niemiecki Selbstschutz, w październiku 1939 r. W Radzimiu osadzono Polaków aresztowanych i przywiezionych do likwidacji w ramach tzw. intelligenzaktion, jak również pewną liczbę Żydów, stąd uznawany jest czasem za jeden z pierwszych obozów zagłady. Ocenia się, iż do momentu likwidacji obozu w grudniu 1939 r., w Radzimiu i jego okolicach zamordowano około 5000 ludzi.

Wspomnienie

Nie trzeba sięgać daleko pamięcią, żeby nie zapomnieć o wspaniałym księdzu, działaczu społeczno – oświatowym Janie Mazella. Wybitna postać w życiu nie tylko społecznym, członek Polskiej Rady Ludowej w Suszu, inspektor szkół polskich w powiecie kwidzyńskim, kapelan domu karnego w Koronowie.

Zamieszczał w „Gazecie Gdańskiej” i „Słowie Pomorskim”mnóstwo artykułów o prześladowaniu Polaków na terenach plebiscytowych i gwałtach stosowanych przez bojówki niemieckie. Dlatego stał się przedmiotem szykan, rewizji, a nawet napadów. W roku 1920, w dniu plebiscytu, za wywieszenie chorągwi polskich został dotkliwie pobity i znieważony. Kazano mu spalić polską chorągiew na rynku.

Od 1926 r., po ks. Maksymilianie Pawlickim, proboszcz parafii Jeleńcz. Dwa lata po objęciu probostwa w Jeleńczu, ksiądz Jan rozpoczął budowę kościoła. Włączał się aktywnie w działalność polskich organizacji społecznych na terenie podległym parafii, został prezesem Kółka Rolniczego, opiekował się stowarzyszeniami parafialnymi, w końcu został radcą duchowym.

Kościół budowano przez cztery lata. W 1936 r. z okazji 25-lecia kapłaństwa, parafia ofiarowała kościołowi trzy dzwony, zamówione w Przemyślu. A sam kościół miał być „Pomnikiem Polskości”, by zewsząd ludzie, a przede wszystkim okupanci, widzieli ten piękny symbol mocnej polskiej wiary.

Tuż po wybuchu wojny, w październiku 1939 r., został aresztowany i więziony w Zakładzie Św. Anny w Kamieniu. Następnie przewieziony do obozu w Radzimiu. Głód, choroby, insekty, powodowały śmierć wielu osadzonych tam ludzi. Poddany ciężkiej, katorżniczej pracy, bity, torturowany podczas przesłuchań, w końcu między 22 września a 1 października 1939 r., bestialsko zamordowany.

Piękna postać, ale koleje życia obsadziły księdza w brzydkiej historii. Te wszystkie postaci, zwykli ludzie, którzy ponieśli męczeńską śmierć w imię chorej idei, wpisali się jako dowody ogromu przemocy i bestialstwa. Ludzie, często bezimienni, określeni numerem obozowym, ginący przez chore, wyimaginowane układy, z ręki oprawców, katów, którzy też byli ludźmi, tak jak oni.

Nie zapomnijmy. Bądźmy świadomi tego, co się wydarzyło.

 Agnieszka Krizel

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook