19 października 2020

A chciałem tylko napić się kawy…

2 min read

527459_281065618671453_1055770415_nNa co ma ochotę zmarznięty, zmęczony fotoreporter, po ciężkim dniu pracy? W moim przypadku tylko jedno zaprzątało moją głowę – filiżanka świetnie zaparzonej, aromatycznej, najlepiej Lavazzy. Ot, jedyna słabość autora.

Jest godzina 19:00, o tej porze cywilizowany świat żyje pełnią życia, ludzie spotykają się w uroczych knajpkach przy lampce dobrego wina. W Tucholi jest jak zawsze bardziej oryginalniej, niż gdziekolwiek, czyli…? Jedynym miejscem udostępnionym spragnionemu mieszkańcowi jest… szalet miejski. Niestety, zdaje się, że nie serwują tam tego, na co mam ochotę. Miasto wymarło, jedynymi napotkanymi są: dwójka dzieci i znudzony pieszy patrol policyjny – młodzi chłopcy, którym nakazano spacer.

W sumie i tak mają lepiej, przynajmniej rozprostują kości. Kawy nie ma i nie będzie, bo wszystko zdaje się być pozamykane na cztery spusty. Jest i obrazek typowy  – czterech mężczyzn w bocznej uliczce, raczących się mrożonym piwem z puszki. Odważni zwolennicy ogródków piwnych w oczekiwaniu na wiosnę? Bezcenne.

Skoro nie mam szansy na wypicie Lavazzy, a do „Basztowej” – jedynej knajpki serwującej ten gatunek kawy jest kawałek, to może chociaż sfotografuję wyludniony rynek? Przyjemna iluminacja świetlna nie zmieni wrażenia – ta część miasta wygląda jak po łapance, równie dobrze można o tej porze wyłączyć tutaj prąd. Życie towarzyskie tucholan kwitnie w domu, przed telewizorem, a ja mam szansę spełnić moje jedyne tego wieczoru marzenie, właśnie tam?

I nie zawiodłem się, maszyna właśnie kończy parzenie aromatycznego płynu, jest czas, aby zamieścić to, co zarejestrował aparat fotograficzny.

Pozdrawiam tę panią.

___________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook