31 października 2020

Alarmy bombowe w kilkudziesięciu instytucjach, również w Tucholi. Policja poszukuje „kawalarza”

3 min read

Setki ewakuowanych osób i przeszukania pirotechniczne w kilkudziesięciu budynkach w Warszawie. Do blisko 70 różnych instytucji, takich, jak ministerstwa, Giełda Papierów Wartościowych czy Izba Celna, dotarł dziś e-mail z informacją o podłożeniu bomby. Na szczęście alarmy okazały się fałszywe. Policja szuka „dowcipnisia”, który je wywołał. Maile z informacjami o podłożonych ładunkach wybuchowych pojawiły się także w innych miastach: Inowrocławiu, Krakowie, Tarnowie i Trójmieście.

Ucierpiała również tucholska „skarbówka”.

Pracownicy wielu instytucji w Warszawie, którzy przyszli rano do pracy i uruchomili swoje komputery, znaleźli w skrzynkach mailowych informację o podłożeniu ładunków wybuchowych. Od razu powiadamiali o tym policję.

– Otrzymaliśmy dziś sygnały o możliwości zagrożenia bezpieczeństwa od około 70 różnych instytucji. W każdym budynku przeprowadzone zostało sprawdzenie pirotechniczne – mówi Onetowi Edyta Adamus z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Policja wciąż zbiera dane o skali „żartu”. Do Komendy Głównej cały czas spływają nowe informacje z terenu. – Można mówić, że podobnych zgłoszeń są setki – mówi Onetowi komisarz Iwona Kuc. – Każdy przypadek jest drobiazgowo sprawdzany przez służby – dodaje.

Niektórzy zarządcy budynków zdecydowali się na przeprowadzenie ewakuacji całego personelu i interesantów. – Około 480 osób musiało opuścić budynek Urzędu Kontroli Skarbowej przy ul. Cybernetyki. Blisko 500 osób ewakuowano z siedziby Giełdy Papierów Wartościowych. Przerwać pracę i wyjść na zewnątrz musiało także około 50 pracowników Izby Celnej przy ul. Postępu oraz 90 osób z Pierwszego Urzędu Celnego przy ul. Krakowskiej – wylicza Edyta Adamus.

Nie wszystkie budynki, które otrzymały maila z groźbą, zostały ewakuowane. Ocena ryzyka i decyzja należą do właścicieli budynków.

To nie koniec. Maile z ostrzeżeniem o podłożonych ładunkach wybuchowych dotarły także m.in. do Ministerstw Obrony Narodowej, Gospodarki, Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Administracji i Cyfryzacji, a także Agencji Bezpieczeństwa Narodowego i innych instytucji państwowych. Sprawdzenia pirotechniczne były przeprowadzane także w ościennych powiatach – w starostwach i urzędach skarbowych.

– Na szczęście we wszystkich miejscach, które sprawdzaliśmy, informacje o zagrożeniach bezpieczeństwa okazały się fałszywe. Teraz policjanci szukają „dowcipnisia”, który wywołał te alarmy – mówi Edyta Adamus.

Jeżeli zostanie namierzony i zatrzymany, za swój „wyczyn” stanie przed sądem. Prawdopodobnie będzie odpowiadał za popełnienie przestępstwa z art. 224a Kodeksu Karnego. Zgodnie z nim, „kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. Nie jest wykluczone, że sprawcy będą musieli zwrócić pieniądze i pokryć koszty akcji.

_________________________

(red.)

((NZ)

Żródło

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook