Dość „znikających” radnych! Kampania wyborcza w/g Mariusza (felieton)

Paradoksalnie, wybór nowych radnych nie powinien kończyć „znajomości” wyborców właśnie z nimi. O co chodzi? O ciąg dalszy, tyle, że z udziałem tych, których wybierzemy.

Zanim jednak dojdziemy do tego momentu skupmy się przez chwilę na samych wyborach. Miasto i powiat od lat pogrążone są w kryzysie. Ów kryzys nie ma jednak zbyt wiele wspólnego z tym, że budżet powiatu wygląda jak przetak, a gminy zupełnie przyzwoicie, problem tkwi w polityce zatrudnienia mieszkańców i zmieniającej się w tempie ekspresowym ich mentalności.

Ta powiązana jest ściśle z zarobkami, lub ich całkowitym brakiem. Jesteśmy tanią siłą roboczą, której prócz śmieciowych umów o pracę oferuje się głodowe pensje i to często wypłacane na raty lub… wcale. PIP nawet pojęcia nie ma o tym, jak wygląda to od kuchni, bo wiedzieć nie chce – to kwestia braku jej obecności w tzw. „terenie”.

Praca – wydawałoby się dobro najwyższe, jednak zauważmy jak skrzętnie omijają je kandydaci do RP w swoich ulotkach wyborczych. Musimy być również świadomi tego, że uciekają oni również przed wszystkimi aspektami pokrycia niewyobrażalnego długu powiatu, który jest następstwem nie tylko niekompetencji poprzednich ekip rządzących, ale zwyczajnej, głupoty, której nie skorygują nawet prawnicy z których usług, za nasze pieniądze, korzystają najwyższe władze w powiecie. Ich należy zwolnić natychmiast, a przedtem obciążyć kosztami, które spowodowały zapaść finansową jednostki.

Iść, czy nie iść na wybory, oto jest pytanie!

Mamy zaledwie dwie kategorie wyborców:

starsi,

rozumiejący wagę każdych wyborów, popełniający ciągle ten sam błąd – dają się omamić pięknym słówkom kandydatów w dodatku tych samych od lat. To rzecz zadziwiająca, będąca swoistym ewenementem w naszym powiecie, te ciągłe powroty do tych samych kandydatur, są jakby naturalną spuścizną czasów, gdy komuniści „dzielnie” trzymali w rękach koło sterowe… aparatczyków. Genetycznie stali się elementem układanki, która doprowadziła nas nad skraj przepaści. Ten obłęd przerwał STAN WOJENNY, ale w mentalności tych biednych ludzi nic się nie zmieniło, ponieważ oni zwyczajnie nie znają innej rzeczywistości, ba mało tego, chcą aby tamte czasy powróciły, choć mówią oficjalnie, coś zupełnie innego!

Popatrzymy na postaci z plakatów i folderów wyborczych… część tych osób znamy z przynależności do dawnej partii, tej przewodniej, wszystkowiedzącej z czerwonymi książeczkami. Dziwi tylko, że ci ludzie mają czelność jeszcze oferować swoje usługi. Czy nie lepiej uderzyć się w piersi, jak dawni ubecy, którzy dzisiaj modlą się w pierwszym rzędzie kościelnych ław i powiedzieć sobie… czas na emeryturę i to zawczasu, zanim ktoś się „pokapuje” i ją mi zabierze? Nic podobnego! Ci ludzie są jak narkomani , zaryzykują wszystkim, byle mieć choć odrobinę władzy, bo pieniądze już mają.

Na naszych oczach komitety wyborcze wykorzystując idiotyczną ordynację, działają w zgodzie z zasadami psychomanipulacji i tasują się w taki sposób, aby wyobraźnia i spostrzegawczość wyborcy sięgała najdalej do… trzeciego miejsca na liście. To działa? Oczywiście!

– młodsi,

którzy nie mają podobnych problemów, są krytyczni wobec każdej władzy i jej symptomów, na co dzień milczą, ale ich wściekłość narasta. Mają wszystkiego dosyć do tego stopnia, że nawet nie myślą o wzięciu udziału w jakichkolwiek wyborach, nawet wtedy, gdyby w perspektywie mieli raj.

Dlaczego nie? Bo nie!

To najgorsze, co może nas spotkać. Młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że bojkotując wybory pogrążają siebie i swoje rodzimy tym, że ponownie dopuszczą do wyboru osób, które od lat stanowią mentalny, towarzyski i formalny układ, kontrolowany podejrzliwością każdego o wszystko. To wypracowany przez komunę schemat, który działa do dzisiaj i daje 100 procentową pewność, że nikt z tego się nie wyłamie. Wyłom oznacza jedno, odsunięcie od władzy – narkotyku. Będąc „na głodzie”, nie pozostanie im nic innego jak rzemiosło i zaistnienie w mediach od czasu, do czasu dla zaspokojenia własnego ego, o ile będzie się w dobrym towarzystwie, które ma „dojścia” do łaskawego poczucia estetyki u tych, którzy wcześniej „artystę” wyeliminowali ze swojego grona. Nic z tego, oni nie wybaczają, a swój gniew przekazują potomkom, którzy również mają ochotę na władzę. To schemat rodem z „Resortowych dzieci” – Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza, jednak w rodzimym wydaniu.

Nie do końca rozumiesz ten mechanizm Drogi Czytelniku? Z pewnością jesteś jeszcze bardzo młody i… dobrze. Lepiej pozostać niezrozumianym przez licznych, ale mieć pewność, że zrozumienie nadejdzie później, niż tkwić w fałszu okraszonym uśmiechami dwulicowców.

Nadchodzące wybory są jednymi z najważniejszych w dziejach naszego powiatu, to należy sobie jasno uzmysłowić. Jeżeli nasz wybór będzie błędny i do władzy dojdą ludzie, którzy nigdy nie powinni tam zasiadać, stracimy na tym wszyscy. Wpierw pogłębi się kryzys wobec sytuacji, kiedy wyemigrują kolejne setki mieszkańców. Już dzisiaj wiemy, że w Radzie Miasta zasiądzie mniej radnych. O tym prawie się nie mówi, ale to śmiertelne zagrożenie dla sytuacji ekonomicznej miasta – oni to wiedzą, zapobiegliwie jednak… milczą.

Podobnie będzie z powiatem, źle wybrani radni doprowadzą do jeszcze głębszego (czy to możliwe?) kryzysu i być może Powiat Tucholski stanie przed widmem upadłości!!! Będzie to ewenement na skalę kraju!

Co robić? Myśleć i analizować.

Nie ma na kogo głosować!

To niemożliwe! Warto rozejrzeć się wokół siebie i to bardzo pilnie. To statystycznie nie jest możliwe, aby wśród tak wielkiej grupy kandydatów nie można było wybrać czterech osób, którym można zaufać! Jednak trzeba mieć świadomość tego, że obdarzając takiego kogoś właśnie, zaufaniem, wiesz o tym, że tak na prawdę ta osoba staje się Twoim sługą!!!! Nie, to nie jest pomyłka, radny podobnie jak minister są naszymi sługami, a ci nie mają prawa postępować inaczej, jak życzy sobie tego jego pan – wyborca. Feudalizm w każdym calu? Nie, to demokracja, takiej podobno chcieliśmy. Skoro tak jest, to korzystajmy z niej!

„Znikający” radni

Znajdujemy się w niezwykle ważnym czasie, teraz my rządzimy – społeczeństwo, a nasi przyszli „słudzy” nadskakują nam obiecując gruszki na wierzbie w swoich ulotkach przedwyborczych, plakatach i folderach. W tej materii można mi wierzyć – kandydaci, którzy piastowali już wcześniej funkcje publiczne mają poważne obawy, czy zostaną ponownie wybrani. Staną na głowie, zatańczą kankana, zawieszą kilkumetrowej długości bilbordy absolutnie wszędzie, będziemy się o nie potykać, patrząc w górę zobaczymy wpierw ich twarze, a później zachmurzone niebo.

Ci mniej znani, choć bardziej wartościowi będą cisi, zainwestują mniej pieniędzy w kampanię, bo jest im ich zwyczajnie szkoda. Dla starych, „wyżeraczy” stanowią ledwie tło inaczej „wyborcze mięso”, które potrzebne jest tylko po to, aby komitety wyborcze można było zarejestrować. Ci doświadczeni są prawie pewni, że ponownie otrzymają mandat zaufania, bo przecież byli, są i będą… opoką!

A może…, zróbmy im dowcip i przestańmy dostrzegać ich „doświadczenie” samorządowe, zasługi na polu pyskówek i dajmy mandat zaufania tym, którzy od zawsze dalecy byli od piastowania funkcji publicznych, a zgłosili się w imię wyższych celów z wiedzą i doświadczeniem dla – dobra wspólnego? A jakże!

Ci od lat wytrwali kochają nas do wyborów, później mają nas w nosie do tego stopnia, że z własnymi problemami nawet nie wiemy do którego radnego się zgłosić, bo zwyczajnie brak nam informacji, o które powinniśmy tak naprawdę, potykać się każdego dnia!

Sytuacja do złudzenia przypomina tę z dzielnicowymi w roli głównej. Niby są, ale ich nie znamy, tym bardziej nie mamy pojęcia jak ich odszukać, z kim rozmawiać i o czym!

Jak to zmienić? To bardziej, niż proste! Każdy wybrany radny, czy to powiatowy, czy miejski, powinien założyć sobie osobistego „bloga” – rodzaj strony internetowej zawierającej odrębne, zazwyczaj uporządkowane chronologicznie wpisy, które w ich przypadku relacjonowały by nam – obywatelom tej społeczności informacje o ich działalność! Prawda, jakie to proste?

Od lat z ciekawością przyglądam się kilku radnym z obu rad, którzy przez swoją kadencję nie wydali z siebie podczas sesji najmniejszego głosu. Miałem nawet obawy, czy czasami nie jest to groźne dla ich zdrowia:) Obecni ciałem, bujają w obłokach bezmyślnie podnosząc rękę. Często sprawiali wrażenie, że nawet nie rozumieli tego, o czym współdecydowali!

Radny nie jest figurantem, ma reprezentować stanowisko wyborcy, ma się sprzeczać, walczyć, ale zawsze w jego imieniu. Jeżeli tego nie robi, nie jest godnym tej funkcji!

Jawność i dostęp do informacji, to podstawa demokracji. Niestety, jest inaczej, gdyby nie dociekliwe, niezależne ( ale nie z nazwy) media, nie mielibyśmy najmniejszej wiedzy. TOKiS poszedł krok dalej, na co inni się nie zdecydowali i od lat nagrywa relacje i komentuje je! Takich dowodów nie można podważyć!

Władza nie lubi tego, że ktoś patrzy jej na ręce i to jeszcze za darmo. My to robimy, stać nas na to! warto przejrzeć te materiały, bardzo pomagają w ocenie zarówno sytuacji, jak i ludzi, którzy ponownie mają ambicję „rządzić i dzielić”. https://www.youtube.com/user/tokistuchola

Kampania wyborcza w/g Mariusza R.Fryckowskiego

Dzisiaj mija 25 lat od chwili, gdy runął mur berliński – wydarzenie polityczne i społeczne, namacalna, sztuczna bariera, którą utworzono po to, aby dokonać izolacji jednego narodu. Jakże to znamienne wydarzenie. Przenosząc się o cztery lata wstecz od tej chwili, podobny mur sfilmowaliśmy tutaj w Tucholi. Jest równie wielki, co… niewidzialny.

Bariera podobna do berlińskiej, choć wirtualna, którą stworzono w podobny sposób pomiędzy miastem, powiatem, a gminami. Oficjalnie wszyscy współpracują, a z daleka od kamer mediów trwa proces zwany potocznie „Zosią samosią”. Aby mieszkańcom miasta, powiatu i gmin działo się lepiej potrzeba drobiazgu – współpracy. Dobra wola już jest, przynajmniej ze strony gmin o których bardzo rzadko wspominam. Powód jest prosty, działają dobrze, owszem, jak w życiu, są chwile lepsze i gorsze, ale generalnie sytuacja jest dobra.

Miasto również sobie radzi, pomimo haniebnych dziur w ulicach, Tuchola zmienia się się na lepsze pod względem urbanistycznym i  inwestycyjnym, jednak sytuacja ekonomiczna mieszkańców wydaje się być tragiczną. Istnieje niewielka grupa osób, która w ten, czy w innym sposób sobie radzi, a co z resztą? Wszyscy o nich zapomnieli w chwili przemian, jednak nie ja.

To jeden z najważniejszych powodów dla których ośmieliłem się spróbować sił w uzyskaniu poparcia ludzi, wśród których żyję od prawie pół wieku. Wasz portal w którym właśnie się znajdujecie łamie wszelkie konwencje, jest szczery do bólu i nie owija niczego w bawełnę. To nasza siła i wrzód dla tych, którzy mają sumienie w kolorze smoły i najchętniej wpakowaliby nas w kłopoty ( prób było wiele).

Oczywiście, trwają jakieś chore próby dyskredytacji, ale to oczywistość, ponieważ wszechobecny strach przed osobami, które myślą, czują i działają jak my, stał się powszechny. Zła wiadomość właśnie dla nich, to początek procesu i będzie się on rozwijał pod warunkiem, że nasze zdanie podzielać będzie większa ilość osób młodych. To w ich rękach znajduje się przyszłość powiatu, jeżeli zdecydują się nie wyjeżdżać stąd, będą zmotywowani. Tak wartościowym ludziom ufam, a to zjawisko u mnie wyjątkowo rzadkie.

Nieformalne statystyki TOKiS-a dają wymowny obraz przekroju wiekowego czytelników – 25 – 55 lat. To elektorat, który od lat bojkotuje wszelkie wybory. Ufam, że w tym roku to się zmieni, bo musi! Każdy następny, bez drastycznych, natychmiastowych zmian, pogrąży nas całkowicie. Nie jestem władny dokonać ich sam, ale ufam, że w takiej postawie nie będę osamotniony, o ile wyborcy tak zdecydują.

Jestem zwolennikiem hasła „nic o nas bez nas„! Ludzie mają prawo i obywatelski obowiązek uczestniczyć w życiu publicznym, mają prawo do wiedzy o zarobkach, decyzjach i skutkach wprowadzenia ich w życie. Mieszkańcy powiatu mają prawo współdecydowania o wszystkim, co ma wpływ na ich życie. Mają też prawo do tego, aby być… szanowanym nie tylko w przedwyborczym czasie.

Ponieważ mam dość tego, czego byłem świadkiem przez ostatnie lata, postanowiłem zaoferować swoje usługi ludziom, którzy mnie lubią nie lubią, dla których jestem obojętny, ale nie anonimowy. Można mnie spotkać na ulicy w sklepach, ja również szukam niższych cen, borykam się z trudną codziennością, ale absolutnie nikt nie może mnie złamać. Przed laty postanowiłem – zostanę tutaj w Tucholi w miejscu gdzie się urodziłem, dla którego pracuję i w którym odpoczywam, o ile mogę na ten luksus sobie pozwolić.

Nie tak dawno podeszła do mnie pewna dama i zapytała, dlaczego w mieście nie można dostrzec mojej podobizny na którymś z plakatów przedwyborczych. Cóż, powody są dwa, większość z nich wisi zbyt nisko, a ja nawet na plakatach nie lubię być moczony przez psy i koty – pani roześmiała się. Bardziej poważnie, nie mam moralnego prawa by pokazywać swoją facjatę na płotach, jeżeli współprowadzę portal, który odwiedza regularnie ponad pół miliona osób, a dalsze ponad siedem milionów odkrywa to miejsce od czterech lat! Będą ulotki małego formatu, które podobno trafić mają do każdej rodziny – akurat, już w to wierzę.

Dlaczego mam narzucać swoje usługi, jeżeli wyborca, który ma wolną wolę i nie ma ochoty oddać na mnie swojego głosu? Wspomniałem o tym wcześniej i powtórzę – o nic nie zabiegam i o nic nie proszę, oferuję swoją wiedzę i doświadczenie  dla dobra społeczności w  której żyję. Jeżeli kiedyś zaufano mi na tyle, że ferowałem wyroki wobec przestępców, to nie widzę powodów dla których ponownie nie mógłbym oddać się do dyspozycji ludzi, którzy już kiedyś mi zaufali i których nie zawiodłem!

Ja proponuję, Wyborcy decydują i tak ma być!

Podejmując decyzję o kandydowaniu do godności radnego powiatowego wybrałem Komitet Wyborczy Wyborców Porozumienie Samorządowe dla Powiatu – dziwna nazwa z którą polemizować nie będę. Nie czuję się związany z grupą ludzi, którzy kandydują z tego miejsca, choć podzielam w części program, który wspólnie przygotowaliśmy, a który w końcowej wersji zredagowano przystępniej. http://tokis.pl/?p=20598

Czy czuję lojalność wobec tego komitetu? Raczej sympatię do osób, które są moimi potencjalnymi konkurentami. Nie mam zamiaru ich zwalczać, czy dyskredytować, bo to głupie i niedorzeczne. Mam jasny i sprecyzowany program, gdzie najważniejszymi punktami są:

– natychmiastowe oddłużenie powiatu,

– pozyskanie inwestorów, stworzenie miejsc pracy,

– wykorzystanie naturalnych bogactw Borów Tucholskich również w skutecznym i profesjonalnym przyciągnięciu turystów, którzy w efekcie mają marzyć o powrocie tutaj.

–  chcę, aby Powiat Tucholski stał się miejsce przyjaznym dla seniorów, którzy wymagają czegoś więcej, niż opieki najbliższych, którzy pozostawieni przez Państwo samym sobie, przeżywają prawdziwą gehennę.

Dopiero w dalszej perspektywie mówić można o rzeczach oczywistych, które szeroko opisuje każdy kandydat. Można mi uwierzyć, istnieją ważniejsze sprawy od słupów ogłoszeń, czy równo przyciętej trawy.

Ktoś tam w moim komitecie zdecydował, w efekcie przyznano mi taką oto cenzurkę:

IMG_2304
Mariusz R.Fryckowski – człowiek, który wizje zamienia w rzeczywistość.

Porozumienie Samorządowe dla Powiatu

OKRĘG WYBORCZY NUMER 1

GMINA TUCHOLA POZYCJA 7 RADY POWIATU

I odpowiedź na pytanie kluczowe…

Czy po wyborach „wsiąknę” w klimaty władzy? Odpowiem w ten sposób – a czy wyobrażasz sobie chwilę, że jutro zabraknie chleba dla Ciebie i twojej rodziny? Zrobię wszystko, aby był zawsze, wraz z pracą, opieką medyczną, godnym życiem i starością.

O co zabiegam?

O nic! Drodzy Czytelnicy, nie jest istotnym to, czy wybierzecie mnie, czy kogoś innego, zawsze myślcie o przyszłości swojej i najbliższych. Kiedy jednak dojdziecie do wniosku, że nie ma na kogo oddać głosu, wtedy pomyślcie o tym ‚facecie” ze zdjęcia, a on zrobi resztę za Was i jeszcze o tym będzie mówił, choć już nie w TOKiS – PRESS.

_____________________________

Mariusz R.Fryckowski

Porozumienie Samorządowe dla Powiatu

OKRĘG WYBORCZY NUMER

1

GMINA TUCHOLA POZYCJA

RADY POWIATU