Jak sprawie „mówiących kamieni” podczas ostatniej sesji Rady Powiatu, łeb ukręcono, czyli… między nami, jaskiniowcami – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Jak sprawie „mówiących kamieni” podczas ostatniej sesji Rady Powiatu, łeb ukręcono, czyli… między nami, jaskiniowcami

imagesZamknięcie problemu w suchej notatce, relacjonującej część wczorajszej sesji Rady Powiatu, którą poświęcono raportowi, dzięki jej komisji rewizyjnej,  stało się faktem. Pomysł z kamieniami nie jest z gruntu rzeczy zły, jednak otoczka…, szkoda gadać. Mając wiedzę i doświadczenie ostatnich miesięcy, radni powinni pod każdy z ustawionych głazów podłożyć laskę dynamitu. Zakończyłoby to wszelkie dyskusje, a tłuczeń, który powstałby po wybuchu, świetnie wypełniłby dziury w powiatowych drogach, ku uciesze właścicieli bolidów. Pomysł przedni, gdyby nie wielkie ambicje samorządowców.

Sędziowie w swoim własnym sądzie

O bardzo „spektakularnie” wykonanym zadaniu dotyczącym tzw. „mówiących kamieni” pisaliśmy dużo. Powstał nawet specjalny dział – „MÓWIĄCE KAMIENIE”, stanowiący swoiste kompendium wiedzy na ten temat.

Wykazaliśmy tam wielokrotnie, że ilość uchybień jest tak wielka, że nie mieści się w żadnych normach i konwencjach moralnych. Pokusiliśmy się nawet o stworzenie ekspertyzy, którą wykonał nasz specjalista, gdzie dosłownie wypunktowano wszystkie błędy. Całą wiedzę na ten temat zawarliśmy WE WSPOMNIANYM DZIALE, wystarczy wziąć łopatę i odkopać tę wiedzę, czego oczywiście nikt z czytelników nie zrobi, bo i po co?

Wczorajsza, piątkowa sesja, stanowiła podsumowanie całej inwestycji, wzbogaconej o raport. Radni zaakceptowali pracę komisji, czy słusznie? Być może któraś z unijnych kontroli spowoduje szczegółową analizę  tego, czego byliśmy świadkami także wczoraj. O czym mowa? To właśnie na tej sesji sprawie mało, że ukręcono przysłowiowy „łeb”, to jeszcze zamiecioną ją pod dywan i na wszelki wypadek przydeptano, aby nie było wybrzuszenia, choć nawet radny – oportunista tym razem sandałów nie założył. Zanim to jednak nastąpiło, radni z lubością wsłuchiwali się w słowa urzędnika / naczelnika, który o mało nie wyszedł ze skóry, zachwalając dobre strony przedsięwzięcia. Po części miał oczywiście rację, reszta to typowa agitka, stworzona pod publikę, którą ogłupiać mają mieszkańców powiatu lokalne media. Nic z tego, przynajmniej w odniesieniu do TOKiS-a.

Media wyraźnie znudzone są całą tą awanturą, powoli obojętnieją na sprawę, jednak nie my. Powiatowy „Titanic” ciągle tonie, ale co jakiś czas wynurzają się z otchłani absurdów  kolejne nadbudówki liniowca i uciekają z nich bąbelki… optymizmu, albo siarkowodowru.  I tak zapewne będzie się ta agonia ciągnęła do chwili nowych wyborów, do których staną znowu te same osoby, mające nadzieję na reelekcję. Byłaby to dla naszego powiatu tragedią. Nie wolno do tego dopuścić, należy raczej wykorzystać smołę,  pierze i główną ulicę w miasteczku!

Przysłuchując się wczorajszym wypowiedziom, na usta ciśnie się wyłącznie jedno, czy mamy do czynienia z ludźmi odpowiedzialnymi, czy przekupkami, które drą wspomniane wcześniej pierze każda w swoją stronę? W kwestii „kamlotów” granice przyzwoitości zastąpiono milionami słów, niestety, bez znaczenia.

Przeanalizowaliśmy słynny raport komisji rewizyjnej, którego poszukiwaliśmy przez kilka tygodni. Kiedy go otrzymaliśmy…,  żeby chociaż był śmieszny, a nie jest, dlatego bez trudu można go podważyć, co skrzętnie uczyniono. Pani starosta – żelazna dama załatwiła sprawę krótko – że uchybienia wytknięte przez komisję, nie znajdują potwierdzenia w stanowisku Prezesa Zamówień Publicznych. Kapitalna wypowiedź godna największych wodzów!

Nasz rejestrator dźwięku nagrał całą sesję, nie bez przyczyny, to w trosce o zdrowie naszych Czytelników, tym razem podarowaliśmy sobie obraz, zastępując go fonią, jednak nie do końca. W uzupełnieniu tego felietonu z pewnością pojawi wkrótce się ten monstrualny i kosmicznie nudny materiał. (Wysłuchajcie go w słuchawkach, żeby nie usłyszeli tego sąsiedzi, bo wstyd będzie jak cholera).

Filmy ograniczyliśmy do kluczowych wypowiedzi, które dają obraz zarówno atmosfery pracy radnych, jak ich kompetencji, a raczej   braku. Takie są realia, a ich potwierdzeniem rosnący dług. Kto ma jeszcze wątpliwości i cierpliwość godną mnichów buddyjskich, tych zapraszamy do obejrzenia publicznego prania brudów. Zarejestrowaliśmy to bez entuzjazmu po to, aby każdy mieszkaniec powiatu przekonał się na własne oczy i uszy, co w myśl świetnej piosenki pana Wojciecha Młynarskiego można zepsuć, by nie rzec dosadniej…”spieprzyć”.

Sprawa kamieni została wygaszona, ale, z pewnością wielokrotnie jeszcze będzie powracała w mediach, ciekawe tylko z jakim skutkiem, i czy ktoś wreszcie odpowie za coś, czego nie można nazwać inaczej, jak… cyrkiem? Może kiedyś…

Zapraszamy do naszego kina na serial, który bez mrugnięcia okiem można podłączyć jako drugą, rozdrobnioną namiastkę  bareizmów, tyle, że nakręcona po latach w leśnej głuszy i ostępach.

Zacznijmy wreszcie tę opowieść, zanim czytelnicy i widzowie zasną…

***

Dawno, dawno temu w pięknym miasteczku, o dźwięcznej nazwie Tuchola, pojawiła się grupa radnych powiatowych, która pod kolejnymi rządami starostów, awansowała do pierwszej ligi… nieudaczników. Dzięki ich poświęceniu, owo miasteczko stało się głęboką prowincją, która umiera w cieniu pięknych drzew z napisem Natura 2000. Ponieważ dzięki temu nie mamy szans rozwoju, cofamy się do czasów jaskiniowych.

Niestety, w tej epoce również liczą się tylko… maczuga i pieniądz.

No i znalazł się jeden sprawiedliwy, który pomyślał przez chwilę i popchnął cywilizację na inne tory, być może warto postawić mu pomnik? No, tak, nie ma za co…, eee, co tam, może unia znowu coś dołoży, wtedy po kamieniach i to gadających, wybudujemy tysiąc pomników, a co tam, dziesięć tysięcy, niech puchną z zazdrości inne powiaty! Trzeba się tylko zastanowić komu, lub czemu je poświęcić. Wiem! Zróbmy referendum i kolejny przetarg, zobaczymy kto i co wygra! ( kolejność ewentualnie można zmienić).

A jakże, niekompetencję można zamienić na „moduły”, jednak sens całości jest iście pokerowy, gdzie sędzia we własnym sądzie może krzyknąć – sprawdzam! I całą robotę zwala na podwałdnych. Pamiętajmy jednak o tym, że nasza opowieść toczy się przed wiekami, czyli w komisji zasiądą kto? Jasne – sprawiedliwi jaskiniowcy! Brawo!

Jednak może się zdarzyć tak, że aby prawdy sędzi ugruntować, a sędziów posiłkowych dowartościować, trzeba silnego głosu, który niekoniecznie z sensem, ale dobrze by było, aby troszeczkę pokrzyczał i pogroził palcem. Ot, wzbudzając mir wśród podkomendnych. Nie zaszkodzi, zagai i uśpi czujność współplemieńców, a wtedy łaps za maczugę i w ciach… w łepetynę. Można też pójść „na wiarę” i się odrobinę postygmatyzmować, tylko po co, skoro wystarczy miotła i dywan, a reszta jest oczywistością?

 

Tak to jest między nami, jaskiniowcami…

 

CDN.?

Mariusz R.Fryckowski