Kto, lub co trzęsie miastem, gminą i powiatem? Reminiscencje po 9 sesji Rady Miejskiej w Tucholi (mat. autorski + film i galeria)

Problem wypłynął w chwili, gdy marszałek województwa ograniczył kwotę pieniędzy dla tucholskiego szpitala. Zabrakło ponad 100 000 złotych, aby wykonać  w nim  wszystkie zaplanowane zadania. Prezes spółki pomyślał i zwrócił się z prośbą do władz gminnych w całym powiecie, tak było najłatwiej?

Odzew był pozytywny z jednym wyjątkiem, tym stała się Gmina Kęsowo, która nie jest związana ze spółką z o.o. pod nazwą „Szpital Tucholski”. Szybko postawiono ją „do pionu” w chwili, gdy w błyskawiczny sposób pojawiła się tam kontrola, badając kompleksowo miejscowy (nowy) Ośrodek Zdrowia.

Gminy ustaliły, że „zrzutkę” uzależnią od liczby mieszkańców, siłą rzeczy największy wkład wnieść musi Gmina Tuchola i tutaj pojawiają się dziwne rozbieżności. We wcześniejszym, luźnym stwierdzeniu burmistrza (sesja 8 RM), pada kwota ponad 40 000 złotych ze strony gminy, choć podczas 9 sesji Rady Miejskiej radny Andrzej Jerosławski ( zgodność z dokumentem zawartym w Bip-ie UMiG)wspomina już o 50 000 złotych (w zamian  Gmina Tuchola zyska 100  dodatkowych udziałów w  Spółce stanowiących równowartość wnoszonego wkładu). W efekcie głosowanie zdecydowało, Tuchola wyłoży zaplanowaną kwotę, radni nie mieli większych uwag. Zadziałali jak bierna maszynka do głosowania.

Problem zmienił się w chwili, gdy prezes szpitala wpadł na inny pomysł – stworzenie słynnego ZOL – u (Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego). Aby jego plan się ziścił , potrzebny był „drobiazg”, działka i od tej chwili rozpoczęła się nierówna bitwa, którą stoczył samotnie radny Jerosławski, który ostatecznie ją przegrał, choć moralnie jest zwycięzcą, bo sprawę przeanalizował i ośmielił wygłosić swoje wnioski  publicznie. Tego dnia w Sali sesyjnej UMiG wydarzyło się zbyt wiele.

Czym jest ZOL

Zakład opiekuńczo-leczniczy (ZOL) jest placówką udzielającą całodobowych, stacjonarnych świadczeń medycznych w zakresie długoterminowej opieki i pielęgnacji pacjentów. Celem placówek tego typu jest przewrócenie pacjentowi możliwie jak największej sprawności fizycznej i psychicznej, aby umożliwić mu powrót do domu i normalnego, samodzielnego funkcjonowania.

Kto kwalifikuje się do pobytu w ZOL?

Do przyjęcia kwalifikują się osoby, które mają ukończony i udokumentowany proces leczenia szpitalnego, są w pełni zdiagnozowane i nie wymagają dalszej hospitalizacji jednak ich stan zdrowia nie pozwala jeszcze na funkcjonowanie w warunkach domowych.

Mając te informacje uświadomić sobie musimy jedno, nowy zakład nie ma niczego wspólnego z pokutującym stwierdzeniem, tak bardzo popularnym wśród społeczeństwa, że to… „umieralnia”.

Radni, którzy dyskutowali na temat przyszłego tucholskiego ZOL-u nie do końca zdają sobie sprawę ze specyfiki działania tej instytucji. Mają za to świadomość tego, że zakład będzie zarabiał i to na swoich pacjentach. Padły konkretne kwoty, które w przedziwny sposób dementować zaczął prezes szpitala, powołując się na obowiązujące prawo, gdzie każdy pacjent jest dofinansowany jest przez NFZ. Łatwo wysnuć wniosek, że enigmatyczna kwota przyznana przez wspomniany NFZ w połączeniu z emeryturą, rentą pacjenta ( a pacjentami głównie będą osoby w zaawansowanym wieku) daje sporą sumkę.

Prezes szpitala przewiduje też, że w ten sposób stworzy wiele miejsc pracy i spowoduje, to, o czym TOKiS wspominał przed laty w chwili, gdy poddawaliśmy pod ocenę społeczną identyczny pomysł, jednak skierowany do osób przybywających np. z Niemiec. Radni są łasi na wszelkie przejawy zmniejszenia bezrobocia, to dla nich woda na młyn. Prezes zastosował najprostszą z metod socjotechnicznych, aby przekonać do swojego pomysłu przeciętnego obywatela. Podobnie było z zagajeniem swojej  przyszłej wypowiedzi (która dotyczyć będzie radnego – oportunisty i nawiązania do sarkazmu szefa TOKiS-a, który na łamach portalu zaproponował prezesowi zrobienie wirtualnego biznesu), którą pozornie złagodził informacją o wyróżnieniu, które szpital ostatnio otrzymał (certyfikat) z rąk ministra zdrowia (którego?). Prezes szpitala przekonuje, że powstanie ZOL-u jest koniecznością, pojawiają się nawet dane statystyczne, które porównują Tucholę z innymi miejscowościami: m.in. z Łasinem, Osielskiem. Tuchola jest w ogonie, choć na ostatnim miejscu jest wspomniane Osielsko

14 000 metrów kwadratowych za grosze?

Prezes szpitala wraz ze współpracownikami rozpoczęli poszukiwania nadającej się pod przyszłą inwestycję działki. Założyli, że nowy obiekt nie może znajdować się dalej, niż w promieniu 15-stu kilometrów od Tucholi. Do okolicznych gmin wysłano zapytanie i propozycję, automatycznie wyłączono Gminę Śliwice. O nową inwestycję bardzo mocno zabiegał wójt Cekcyna, który przygotował atrakcyjne propozycje, jednak zdecydowano o wyborze działki na terenie Tucholi. Propozycja burmistrza okazała się najkorzystniejszą i trudno się dziwić, ale o szczegółach za chwilę.

Wybrano działkę nr 841/2, o pow. 1,3874 ha zapisanej w KW BY1T/ 00014970/5, położonej w Tucholi przy ul. Mickiewicza, o wartości brutto 270.000,- zł!

Jak się okazało w trakcie obrad szacownego gremium,  adres nieruchomości budzi wątpliwości. Ostatecznie położenie działki oscyluje wokół ulic: Wiejskiej i Mickiewicza. Władza ma problemy z ustaleniem adresu swojej nieruchomości?

Radny Jerosławski poddał analizie cenę działek, które sprzedaje Urząd w Rudzkim Moście. Ustalił, że cena metra kwadratowego, to wydatek dla inwestora rzędu… 50 złotych. Tymczasem działka wybrana pod budowę ZOL-u jest o połowę tańsza! To wydatek rzędu ledwie ponad 20 złotych za metr kwadratowy.

Analiza radnego wywołała prawdziwą burzę z piorunami, a nawet przerwę w obradach! Burmistrz stwierdził, że radny nie zna statusu nieruchomości, a ta związana jest z urządzeniami, które się na niej znajdują i które będą musiały być przebudowane. Te fakty podobno obniżają jej wartość? Dość dziwaczne uzasadnienie, ponieważ sprawa kanalizacji i jej ewentualnej przebudowy, stanowi oczywistość i wbrew pozorom wygodę, działka w ten sposób zyskuje, chyba, że przebiega tam nitka gazociągu o wysokim ciśnieniu. Jednak w takim przypadku działka nie nadaje się pod taką inwestycję. Kwestia kanalizacji jest w rękach instytucji, która zajmuje się tego typu instalacjami. Kto zajmuje się tym w Tucholi? To wiemy wszyscy. Argument umarł.

Dla dociekliwych, metr kwadratowy na osiedlu Mickiewicza w Tucholi, to wydatek od 100 do nawet 250 złotych!

Radny udowadnia, że owe pawie 14 tysięcy metrów można podzielić na mniejsze fragmenty i… sprzedać z korzyścią dla budżetu, zapewne komuś innemu. I tutaj wchodzą do gry kwestie związane z pamięcią radnego, które wyłuszcza przewodniczący Rady. Można to odebrać, jako sugerowanie radnemu jakiejś choroby.

Wybucha awantura…

W mojej ocenie cała sprawa jest kompletnym nieporozumieniem, gdzie władze na miastem, gminą i powiatem przejęła mamona i cel, który pojawił się jak królik w cylindrze magika z dużą praktyką. A ponieważ obecnie cyrki polskie są defensywie, można mieć wrażenie, że szpital próbuje ugruntować swoją pozycję, jako jeden z największych pracodawców i ukręcić łeb wszelkim spekulacjom, że jego nowe inwestycje są nietrafione. Dokładnie tak jest, bo zdrowie jest najważniejsze! I na tym sloganie zbudowano zupełnie ciekawy wątek, który zaowocował spełnieniem wszelkich oczekiwań władz spółki.

Prezes Katulski (były poseł na Sejm RP) minął się z powołaniem, to rzecz pewna, trudno mi odpowiedzieć na pytanie, jakim jest lekarzem, jego specjalność jest daleka od mojej płci, zakładam, że jest świetny. Pewnym jednak jest też to, że mamy do czynienia z niezwykle utalentowanym przedsiębiorcą i menadżerem, który szpital tucholski chce zmienić w perełkę. Świetnie! Jednak trzeba sobie uzmysłowić…, jakim kosztem?

Szpital kosztował nas krocie, zapaść finansów powiatu, jest jednym ze skutków, jednak to jak się okazuje nie jest koniec apokalipsy, placówka ciągle generuje nowe koszty. Każdy przedsiębiorca musi zdawać sobie sprawę z tego, że szpital to obiekt o specjalnym znaczeniu, pomimo wszystko musi wygenerować zysk, a ten trzeba w części zainwestować. Czy szpital jest ciągle deficytowym? Podczas jednej z sesji, pan prezes przekonywał nas już o tym, że jest inaczej, przynosi już zyski, zgoda, niewielkie.

Stare porzekadło mówi coś o krawcu i o krojeniu, jak mu materii staje, szpital tucholski zaprzecza temu, zmieniając się w worek bez dna. Skąd tak pilna potrzeba gwałtownie nowej inwestycji, jeżeli stara jest jeszcze nieukończona? Ktoś może być szybszy? Nikt z radnych nie zadał tych fundamentalnych pytań. My wiemy o dwóch chętnych.  Radni są jak bierna maszynka do głosowania, „łykają” i akceptują wszystko, „jak leci”. Tym jednak razem, podczas 9 sesji stał się cud i to podczas głosowania, prócz radnego Jerosławskiego wątpliwości ma również radny Turzyński, który wstrzymuje się od głosu. Znamienne, tylko dwóch radnych analizuje bilans zysków i strat ?

Dziwi też sytuacja, która bez wątpienia ma swoje ugruntowanie ściśle polityczne. Pozornie obaj panowie mają wspólne korzenie, wszak jeden z nich jest działaczem PO, drugi PSL-u, są w koalicji. Nic bardziej mylnego. Widać wręcz obsesyjną niechęć pomiędzy prezesem szpitala, a radnym Jerosławskim. Pan prezes nie toleruje krytyki, nawet ze strony mediów, cóż, my się nie boimy. Były polityk w starciach słownych ze zwyczajnym przedstawicielem społeczeństwa traci nerwy, a jego wypowiedzi bardziej przystoją konsumentom piwa pod PRL-owską budką, niż w otoczeniu ludzi stanowiących samorząd, inaczej naszych przedstawicieli. Kurtuazyjne słowa prezesa, wobec Przewodniczącego Rady, niczego nie zmieniają – niesmak pozostał, a nam ciśnie się na ustach cytat z najważniejszej księgi chrześcijańskiego świata – „nie lękajcie się”:)

Warto też wspomnieć, że obaj panowie pełnią służbę publiczną, będąc naszymi wynajętymi przedstawicielami, którym płacimy za usługi. Były poseł jest obecnie wiceprzewodniczącym sejmiku województwa, czyli poniekąd przybocznym marszałka województwa!  Proszę wybaczyć, ale ten wniosek nasuwa się sam i dotyczy zupełnie innej inwestycji – widmo, tucholskiej obwodnicy.

I tutaj historia się powtarza, jest bez różnicy, czy pan prezes był posłem, czy zmienił tę funkcję na nowe intratne stanowisko, dla Tucholi wydaje się robić wymagane minimum, dla nas nic z wyłączeniem szpitala, to oczywiste, zawsze jest, do czego wrócić.

A może warto dokonać konstruktywnej retrospekcji i zająć się swoją specjalnością, rezygnując z innych stanowisk? To musi się źle skończyć prędzej czy później, chyba, że rozpatrujemy problem pod względem miłości do władzy i splendoru.

Sam radny Jerosławski również czasami zachowuje się jak błądzące dziecko we mgle, które poszukuje wyjścia z gęstego oparu. Jednak on ma prawo, jest przedstawicielem społeczeństwa, które pokłada w nim swoje nadzieje, ma prawo wszystkiego nie wiedzieć, to kwestia zawarta w ramach od wykształcenia do dociekliwości. Tej ostatniej mu nie brakuje, stąd media mogą wreszcie złapać wątek, który prowadzi do przerażającego wniosku – nowy ZOL, stanie się źródłem dochodu dla wielu osób. W efekcie, najwięcej straci ten zwyczajny, schorowany i bezradny starzec, którego, jak przewiduje pan prezes, jedyna rozrywką będzie chodzenie do kościoła i okolicznych sklepów. Taka perspektywa zwyczajnie mnie przeraża.

Problem przetrwania starszych osób w tym dzikim świecie, który zafundowała nam koalicja PO – PiS przypomina Golgotę. Państwo jawnie nas okrada, absolutnie ze wszystkiego, łamiąc wszelkie standardy demokracji, prócz tego przyzwyczaiło się do stosowania dotkliwych kar. Mamy dowód na to, jak nieczułe, obojętne, osoby ze świecznika, nawet tego prowincjonalnego, potrafią zawodzić liczne oczekiwania. Nawet w majestacie śmierci, osobowości  ludzi w podeszłym wieku, bezradnych, będą skutecznie niszczone nie tylko materialnie, ale i psychicznie. Niech umrze mit, że na pobyt w przyszłym ZOL-u stać będzie wszystkich, nic bardziej ułudnego. W tej chwili w innych palcówkach o podobnym charakterze,  emerytura lub renta musi być na poziomie ponad 2000 złotych. Zadajmy kluczowe pytanie, kogo z tego powiatu będzie na to stać? Garstkę osób, chyba, że…, beneficjentami będą ludzie spoza tego środowiska, wtedy mówimy o pełnej komercjalizacji usług. Przeżyją najsilniejsi finansowo, choć karmieni wyjątkowo marnym cateringiem szpitalnym, wybranym w drodze kolejnego, wymuszonego ustawą przetargu. Bez pomocy rodziny, poumierają z głodu, bo unijne normy może dobre są dla Chińczyków, a ci jak wiadomo, nie są w unii. Warto też pomyśleć o tym, aby zadbać o prawdziwe sztućce, których od dawna brakuje, bo osoby starsze z pomocą drewnianych pałeczek, raczej najeść się nie dadzą rady – reumatyzm.

Zastanawia też fakt, że pan prezes tucholskiego szpitala potrafi lobbować za inwestycją, której interesem jest zainteresowany z punktu widzenia biznesu, a zapomina o tym, że dawniej, jako poseł, teraz wiceprzewodniczący sejmiku, powinien zwyczajnie lobbować w innej żywotnej kwestii – obwodnicy tucholskiej, która prócz kolejnych tworzonych planów jest zwyczajną utopią.  Te salomonowe słowa wygłosił nie, kto inny, a podległy marszałkowi urzędnik, który brał udział we wtorkowych konsultacjach w sprawie właśnie obwodnicy tucholskiej.

W obecnej sytuacji powiatu szpital tucholski powinien zachować strategiczną rolę wobec społeczeństwa, jednak w innych rękach. Spółka powinna zostać sprzedana podmiotowi z zewnątrz, np. prężnie działającej firmie ubezpieczeniowej, która zainwestuje, bo i tak za usługi placówki prędzej, czy później zapłacimy ze swojej kieszeni lub będziemy refundowani warunkami polisy kupionej od ubezpieczyciela, bo ZUS jako piramida finansowa runie prędzej, czy później. To właśnie on – ubezpieczyciel, będzie musiał stworzyć takie warunki, aby jego klient, miał ochotę stać się jego pacjentem. Przy odrobinie szczęścia, może nawet zatrudni obecne władze spółki, do prostych prac np. porządkowych, wszak „żadna praca nie hańbi”, mawiały nasze babcie, bardzo mądre damy.

I na zakończenie…

Radni miejscy podjęli decyzję, spółka Szpital Tucholski dostanie wszystko to, o co prosił jej prezes, a kto nam zagwarantuje, że za miesiąc, lub dwa, ów pan nie poprosi w efekcie nas, o ponowne wsparcie? Warto pamiętać, że te pieniądze nie pochodzą z tajnej mennicy burmistrza, czy starosty, a z naszych kieszeni w postaci podatków, które odprowadzamy do kasy miasta, pod rygorem wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

Możemy w przyszłości przerwać ten obłęd jednym „nie”, które w naszym imieniu muszą wypowiedzieć nasi przedstawiciele – radni. Jeżeli tego nie uczynią, należy ich, czym prędzej zmienić. To nic nowego, znający historię Polski wiedzą, że takie prawo kiedyś obowiązywało.

Czas je przywrócić, wraz ze zdrowym rozsądkiem, ponieważ jeden prezes, jak jaskółka – wiosny nie czyni, a zwyczajny finansowy zamęt, kosztem przeciętnych ludzi, którzy nawet nie próbują wgryźć się w lokalne, samorządowe niuanse, ślepo ufając władzy , jak za dawnych czasów, kiedy biało – czerwona zdominowana była przez ten drugi kolor. W Tucholi, od tamtych czasów, niewiele się zmieniło, choć na zewnątrz… wszystko, ale tak to już jest, że fasada nie ma niczego wspólnego z opoką.

A ta wali się i Wam i mieszkańcom na ” łby i szyje”.

Awantura podczas 9 sesji Rady Miejskiej w Tucholi

Mariusz R.Fryckowski