Operacja „Temida”, czyli… wielka polityka przez chwilę zajrzała do Tucholi? (felieton autorski) – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Operacja „Temida”, czyli… wielka polityka przez chwilę zajrzała do Tucholi? (felieton autorski)

Mamy już otwarty zamach na niezależność sądów, lamentuje część polskiego lewactwa. Nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa praktycznie ubezwłasnowolniła ten bardzo ważny organ. 15 członków Rady, dotąd wybieranych przez środowisko sędziowskie, będzie wybieranych przez Sejm, czyli obecnie przez PiS, pod komendą Jarosława Kaczyńskiego, dlatego lamentują członkowie skompromitowanego KOD-u i Obywateli RP. W praktyce o postępowaniach i wyrokach zacznie decydować jeden człowiek, zawzięty, pamiętliwy w dodatku mistrz wysublimowanej intrygi politycznej. Ta dawno już nie miała przedstawiciela myślącego jak szachista w dodatku  skutecznie.

Oczywiście, na końcu PiS zawsze przewraca się o własne nogi, wchodząc w koalicję nawet z kosmitami (kiedy trzeba), ale nie to jest najważniejsze, wróćmy pamięcią do nieodległej przeszłości…

Przez chwilę do grona protestujących w obronie praworządności, osobliwie sądów, dołączyli tucholscy aktywiści, w zasadzie, u niektórych wywołało to szok, ponieważ pod budynkiem tucholskiego sądu pojawiły się nawet PRL-owskie zombiaki, którzy ciągle są wyznawcami jedynie słusznej, czerwonej opcji. Doprawdy, mają końskie zdrowie.

Kiedy ważyły się losy tzw. niezawisłych sądów, protest uczestników ze świeczkami i transparentami przed sądami gęstniał każdego dnia, jednak nie na tyle żeby komuś urywało tę część ciała, z której zwykle wyrastają nogi.

Donośne głosy były jednak na tyle słyszalne, że prócz policjantów, sprawą zainteresowały się niezależne (głównie z nazwy) media. Rozpoczął się cyrk.

Okazało się nagle, że w Tucholi reaktywowano lewicę. Pogrobowcy PZPR-u po latach chcą powrócić do gry, wystawiając swoją młodzieżówkę. Nie wygląda to obiecująco, zombiaki zwykle się nie rozmnażają, a tu taki cud! Do gorliwych obrońców demokracji dołączyli też ci, którzy siłą, ups, wolą Narodu, oderwani zostali od pełnego koryta, to ci którzy twierdzą, że Polska to twór czysto teoretyczny.

Pojawili się też byli solidarnościowcy, gapie, psy, jeden kot i dwóch policjantów, których wzięto za przedstawicieli bezpieczniaków. Generalnie boki zrywać.

Co wydarzyło się później, wszyscy wiemy, jednak nie do końca zdajemy sobie sprawę, że właśnie  powróciła do nas pływowa fala, która nieoficjalnie nazwana została „OPERACJĄ TEMIDA”.

Swój początek miała ona w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to służby specjalne i wraże agentury uznały, że bez wpływów w sądownictwie może być w przyszłości krucho z utrzymaniem w Polsce tzw. „demokracji”, cokolwiek to znaczy. Były to prorocze słowa i działania. Ni mniej, ni więcej niektórzy sędziowie otrzymali propozycje nie do odrzucenia. W zamian, proponowano im nietykalność z wszelkimi przywilejami. I wszystko szło „ku dobremu” do chwili, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wysadziło w powietrze dawny układ. Po ostatnim, spiskowym zjeździe sędziów, okazało się, że państwo, jako instytucja, ma poważny problem, który trzeba wypalić siarką i żelazem. Uznano również, że to świetne paliwo propagandowe, tak skuteczne, że przyćmi nawet „katastrofę smoleńską”.

Minister Ziobro w kręgach zwany ZZ-TOP-em, nie pozostawiał złudzeń, wyciągnął ministerialnego obrzyna, załadował go śrutem i od czasu do czasu strzela nim w powietrze, ku przerażeniu uwikłanych i radości gawiedzi, która ma z tego procederu niezłą „polewkę”.

I raptem okazuje się, że każdy statystyczny, polski sędzia, to generalnie podejrzany typ i istnieje prawdopodobieństwo, że do rocznika 1964-go włącznie, może być on uwikłany po uszy. I zagrały larum trąbki brukselskie, a główni trębacze w osobach Tuska, Junkiera, Timmermansa i Merkel, dostały politycznej nie obstrukcji, a zwyczajnej sraczki. Utrata wpływów w sądownictwie oznacza już tylko jedno – Polska włączyła amerykańskie hamulce i powiedziała stop!

Jak skorzystać z klauzul zawartych w słynnym dokumencie 1055, nie wywołując rozruchów w Polsce? Nie ma wyjścia, kwestie praworządności również należy wysadzić w powietrze, od tego czasu wyznawcy lewactwa, z gejami włącznie, marzą o tym, aby obecny „reżim” obił im gęby. Prowokują na lewo i prawo, ciągle bezskutecznie, i nie pomógł im nawet heroiczny czyn słynnego pana Diduszki, którego stawiano za wzór gry aktorskiej przed kamerami zagranicznych stacji. Niestety, kamery zanotowały również to, że wspomniany, zwyczajnie udawał pobitego, a po udanym występie, szybko się podniósł, otrzepał się z ulicznego pyłu i w towarzystwie małżonki opuścił scenę.

Przed polskimi sądami protestujący urządzili sobie wiece, przy niemym przyzwoleniu ludzi, którzy w nim pracują, wspaniały temat dla wygłodniałych mediów i… kompletne zaprzeczenie tego, co wygaduje lewactwo, czyli braku poszanowania zasad demokracji, co dotyczy również zgromadzeń w obronie tego, czy tamtego, ale faktem jest, że sądy nie służą społeczeństwu, stały się organem  doskwierającym obywatelom. Kiedy zwyczajni bandyci i aferzyści chodzą na wolności, chorująca na Parkinsona babcia, która ukradła batonik w supermarkecie, musi zostać ukarana z całą mocą prawa. Temida nie tylko oślepła, ale nawet… zgłupiała i to do reszty. Jednak i to nic w porównaniu z ciągłą aktywnością zawodową sędziów, którzy masowo pacyfikowali dawnych opozycjonistów.

Na szczęście w tucholskim sądzie nie ma i nie było chyba takich sytuacji, po idiotycznej reformie pobożnego posła Gowina, z trudem nasz sąd doszedł do równowagi, a ludzie w nim pracujący marzą o tym, by dotrwać do emerytury.

Palące się świeczki protestujących mogły się stać wstępem do pożaru (śmiech), na szczęście tucholscy policjanci, pięć minut po zakończeniu pikiety, zamieniali się w strażaków i… dobrze.

PO węgierskim „nie”, Komisja Europejska zawiesiła proces badania praworządności w Polsce, zombiaki wróciły do swoich grobowców, a reszta, do oglądania przerwanych seriali, bo tym razem właśnie Amerykanie nieoczekiwanie ponownie włączyli hamulec tak skutecznie, że V-Kolumnie powypadały plomby z zębów i co? Życie toczy się dalej, choć w cieniu ruchów wojsk ponurego czekisty Putina.


Mariusz R.Fryckowski