Plener malarski w Brdzie zauroczył wszystkich, jednak proza artystycznego życia pisze inne scenariusze – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Plener malarski w Brdzie zauroczył wszystkich, jednak proza artystycznego życia pisze inne scenariusze

To zaproszenie było bardziej, niż zaskakujące, a przemiły i nieśmiały głos w słuchawce telefonu, był intrygujący.

Plener i warsztaty dla młodzieży, podczas trwania III Ogólnopolskiego Pleneru Malarskiego im. Leona Wyczółkowskiego w Brdzie, to brzmi elektryzująco zwłaszcza dla portalu, gdzie kultura i sztuka od lat jest dobrem nadrzędnym. Owszem, słyszeliśmy o tym wydarzeniu kulturalnym, ale nigdy nie braliśmy w nim udziału. Zaproszenie, które wystosowała do nas pani Halina Janowska – Giłka od samego początku było wielką przyjemnością i zaskoczeniem.

Po krótkim kolegium redakcyjnym uznaliśmy, że równolegle z ukazaniem samego pleneru spróbujemy ustalić w rozmowach bezpośrednich z wybranymi osobami (ograniczenie ramami czasowymi), jaki tak naprawdę jest stan polskiej kultury i sztuki. Okazało się, że trafiliśmy w dziesiątkę, artyści w sobie właściwy sposób odnieśli się do współczesności, często bezwzględnie, bezpośrednio trochę krytycznie, jednak przede wszystkim… szczerze. Kapitalne doświadczenie dla obu konwersujących stron.

Magia pensjonatu „Zielony Wiatr” w Brdzie.

Brda? Piotrek, gdzie, co, jak? Jak tam dojechać? Wstyd przyznać, nawet nie wiedziałem gdzie to jest. Z wirtualną odsieczą nadciągnął kolega z sąsiedniej redakcji, pewnie trochę zadziwiony sytuacją, sprawnie wytłumaczył dokąd jechać. Droga niby znana, miejscowość oczywista, ale dotąd traktowałem ją, jak „kropkę na mapie” w drodze do Gdańska. Dlaczego właśnie tamtędy? To przeuroczy zakątek naszych Borów, świetnie się tamtędy podróżuje.

Będąc już w Brdzie nie było problemu, aby ktoś z miejscowych nie wskazał mi drogi do pensjonatu o dźwięcznej nazwie:”Zielony Wiatr”. Skąd ta nazwa? Będąc tam wystarczy odbyć krótki spacer, najlepiej w doborowym towarzystwie, aby wszystko stało się oczywistością. Tak też się zdarzyło…

hqdefaultWjeżdżam na teren pensjonatu przez obszerną bramę, dyskretnie parkuję auto. Nic z tego, zostałem dostrzeżony i serdecznie przywitany przez gospodynię obiektu – uśmiechniętą panią Halinę – postać niezwykłą i znaną lokalnej społeczności. To skromna, ciepła i pogodna osoba, która kiedyś piekielnie mnie zdenerwowała, udzielając kontrowersyjnego wywiadu w poczytnym piśmie dla… kobiet. Dawne, zwariowane czasy. Po przywitaniu, wprowadza mnie do świata, który wydawałoby się, że świetnie znam, jednak z zupełnie innego punktu widzenia.

Dotychczas bylem przekonany o tym, że niewiele sytuacji może mnie zaskoczyć, jednak w pobliskiej pracowni w otoczeniu młodzieży, dostrzegam jednego z moich ulubionych współczesnych artystów – malarzy – pana Andrzeja Fogtta. Jego prace podziwiam od lat, zapominam na chwilę o tym, że w tym plenerze udział biorą artystyczni giganci: Halina Nowicka, Katarzyna Szydłowska, Maggie Szuszkiewicz, Tomasz Klimczak, Waldemar Marszałek, Tomasz Lubaszka, Jan Bonawentura Ostrowski, Daniel Pielucha, Adam Marczukiewicz, Stanisław Chmiczewski, Anna Stankiewicz, Mirosław Czyżykiewicz, Janusz Strobel, Robert Janowski.

Istnieją w tej chwili tylko: pan Andrzej i Jego prace, moje podobno już legendarne… roztargnienie i koledzy z TV Bydgoszcz.

Pan Andrzej Fogtt? W żaden sposób tej postaci nie określą przymiotniki, wystarczy poznać jego dorobek artystyczny i osiągnięcia: laureat VIII Festiwalu Sztuki w Zachęcie w 1979r, laureat Grand Prix Festiwalu Polskiego Malarstwa w Szczecinie w 1984r, reprezentował Polskę na 41 Biennale Sztuki w Wenecji w 1984r., brał udział w wystawach Polską Sztukę Współczesną w Londynie w 1987r., w Maneżu w Moskwie1987r., w Berlinie, w Arras we Francji 2007r, Polskiej Sztuki XX Wieku w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w 1989r. Prezentował prace w licznych wystawach indywidualnych m.in. w Narodowej Galerii Sztuki „Zachęta”, wreszcie w 2009 r. otrzymał medal Gloria Artis.

Jego prace? Są wstrząsające, aby je określić jednym adekwatnym, choć dość banalnym słowem, które nie odzwierciedla wartości jego dzieł w rzeczywistości – magiczne. Od tych prac ciężko się oderwać, a w Brdzie mam go „na żywo” i to podczas pracy! Nic dziwnego w tym, że utalentowana młodzież z bydgoskiego Liceum Plastycznego chłonie, jak gąbka, słowa mistrza. Jego wiedza, przemyślenia i szczegóły warsztatu malarskiego są bezcenne.

Zakończył się fascynujący wykład artysty. Do pracowni wchodzą koledzy z TV Bydgoszcz, przygotowują się do wywiadu z mistrzem, przycupnąłem na brzegu kanapy, aby nie przeszkadzać. Rozpoczyna się nagranie. Wywiad w pewnym momencie wymyka się spod kontroli i skręca niebezpiecznie w stronę otoczki społeczno – politycznej, która nie służy mediom głównego nurtu. Dla przysłuchującego się niezależnego, to muzyka dla jego uszu!

Nie wiem jak „poszatkowany” zostanie ten wywiad, ale wiem, że rozmowy z artystami to największe wyzwanie dla reportera / dziennikarza. Dusze niepokorne, to swoista norma, a czystość intencji poraża każdego, kto nie miał z tą „galaktyką” do czynienia. To wyzwanie dla mnie. Wywiad kończy się, jestem zafascynowany trafnością wypowiedzi malarza, który na szarej, polskiej rzeczywistości nie pozostawił przysłowiowej, suchej nitki, wskazując jednocześnie proste, jasne rozwiązania w fundamentalnych zasadach obowiązujących w „zwyczajnym życiu” również lokalnych środowisk. Do tego epizodu jeszcze powrócimy. Nie mogę się powstrzymać, gratuluję artyście trafności wywodów, wymieniamy poglądy, są zbieżne – bezcenne doświadczenie.

Tandeta i brak wsparcia

Pani Halina Janowska – Giłka ponownie wciela się w rolę gospodyni, docieramy to gigantycznego parasola i następuje prezentacja. Przez chwilę przysłuchuję się rozmowom zebranych,  pośrednio znam ich wszystkich, ich twórczość i dokonania, jednak nigdy nie poznałem ich osobiście, to ważna chwila. Zostaję przedstawiony komisarzowi pleneru komuś wyjątkowemu – panu Janowi Wołkowi.

Jan Wołek debiutował w połowie lat 80-tych ubiegłego wieku, jako autor rysunków satyrycznych i ilustracji książkowych. Równocześnie profesjonalnie zajął się także malarstwem uzyskując uprawnienia zawodowca. Uprawiał malarstwo sztalugowe, które wkrótce zaczęło być i pozostaje dominującym w jego twórczości. Preferuje malarstwo realistyczne, głównie pejzaż i martwą naturę, o świetnym wyczuciu kolorystycznym, przesycone światłem, umiłowaniem do pięknych krajobrazów miasteczek, pól i łąk. Ulubionym motywem w jego malarskiej twórczości jest Kazimierz Dolny i jego najbliższe okolice. Swoje prace prezentował na licznych wystawach indywidualnych w kraju i zagranicą, m.in. w RFN, ZSRR, Francji, Japonii, Kanadzie i USA.

W 2000 artysta uhonorowany został przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jednak…, to zaledwie niewielki wycinek osiągnięć tego wszechstronnego artysty. Gdyby drążyć jeszcze głębiej w biografii pana Jana, przypomnielibyśmy sobie inne, równie ważne dziedziny w których prawdopodobnie zatracił się bez reszty. Dosyć! Wystarczy! I do tego jeszcze powrócimy, ale w… nagraniu!

Pensjonat „Zielony Wiatr” , to niebywałe otoczenie, sprzyjające kontemplacji, fotografii, sztuce.

Istnieje pewne niepisane prawo, o którym zapomnieli „drapieżni” dziennikarze z tabloidów, istnieją momenty, gdzie aparat fotograficzny lub kamera nie mają racji bytu, ważny jest takt i wyczucie sytuacji, dziennikarz wchodzi w sferę prywatną, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybraną osobę zaprosić na wspólny… spacer.

Powracamy do drażliwych wątków działalności państwa, wobec artystów polskich.

Kolejną osobą, z którą rozmawiałem dłuższą chwilę był pan senator Andrzej Kobiak – osoba, której nie doceniłem. W rozmowie z panem Janem Wołkiem, ale już bez mikrofonu, padły bardzo interesujące słowa.

„Senator? On bez wątpienia ma artystyczną duszę”. Nigdy w ten sposób nie odbierałem tego polityka. W rozmowie w cztery oczy

odkryłem raptem kogoś zupełnie innego – mam do czynienia  ( przepraszam za kolokwializm) z cholernie wrażliwym człowiekiem, a dopiero później biznesmenem, politykiem itd. Pasja z jaką wyraża się on o sztuce, ludziach sztuki, nie pozostawia najmniejszych złudzeń – Wołek ma rację! Jak to możliwe w dzisiejszych bezdusznych czasach, że polityk nie jest zautomatyzowaną „maszynką do głosowania”, a swoich diet nie przejada, nie przepija, nie kupuje drogich samochodów, a oddaje na tak szczytny cel, jakim jest popularyzacja i rozwój sztuki? Ba, mało tego, „facet” odkrył w sobie wyjątkową pasję i realizuje ją z konsekwencją godną  mecenasa sztuki! Nie, zdecydowanie, to często się w tym kraju nie zdarza. Łatwo prześledzić historię jego dokonań na polu upowszechniania i  rozwoju kultury i sztuki, jest tych faktów na kopy!

Oczywiście, ktoś złośliwy może stwierdzić, że dowartościowuje się, otaczając się ludźmi wybitnymi, nic podobnego, to zupełnie inna liga działań  z których On sam tłumaczyć się nie musi, tak jest i basta! Takich senatorów przydałoby się jakieś 10 000, może wtedy artyści nie musieliby „klepać biedy” i martwić się nadchodzącą kolejną dobą, zamiast skupiać się na realizacji swoich talentów. Polsce można służyć na wiele sposobów, Kobiak wybrał najlepszy z możliwych i podniósł całość do kwadratu. A epizod ze Świętym Mikołajem? Niech pozostanie anegdotą i to miłą, świadcząca o fantazji przedsiębiorcy i polityka. A prywatnie? To przemiły człowiek.

Brda zaskakuje mocniej i mocniej.

„Obrazy można malować na wiele sposobów, również  piosenką, muzyką”, czyli… „znam tu każdy „fyrtel”.

imagesZnamy go ze scen i ekranu. Ma przemiłą żonę i jest zwyczajnym, dostępnym i niezwykle życzliwym człowiekiem – Robert Janowski. Potwierdzają się już kolejny raz słowa znakomitego Jana Wołka, istnieje wiele kategorii artystów. Co ważne, są oni dalecy od „wzorców”, które z równowagi wyprowadzają widzów pamiętających: „Kabaret starszych panów”, czy słynną „Sześćdziesiątkę”. W żaden sposób nie wpisują się w artystyczną bylejakość płynącą z ekranu telewizorni, ktora miast spełniać swoją nadrzędną funkcję, ogłupia nas niemiłosiernie… tandetą.

Nienaganne maniery, wrażliwość, dykcja i skoncentrowana uwaga, takich przymiotów nie spotyka się już powszechnie, ale to ledwie powierzchowność. Liczy się coś więcej – talent, a tego artyście nie brakuje i tutaj zaskoczenie, okazuje się, że pan Robert również pisze… wiersze! Na pytanie, czy prowadzenie popularnego teleturnieju w jakiś sposób nie zabija jego talentu odpowiada tak, jak nakazuje mu sumienie – zgodnie z prawdą. Jego otwartość jest ujmująca i całkowicie akceptowalna.

Plener odwiedziła grupa utalentowanej młodzieży, która zaprezentowała artystom swoje prace. Padło wiele ciepłych słów ze strony ludzi wybitnych, jednak komentarz Janowskiego zdecydowanie zrobił największe wrażenie na młodych ludziach. Miło było to obserwować.

Na pytanie dotyczące jego częstej obecności w Borach Tucholskich ( artysta ma tutaj swój domek), czy w jakiś sposób związał się z tymi stronami…, odpowiada – „znam tu każdy fyrtel”.

Ten wyjątkowy plener, który przyciągnął tak wielu wybitnych przedstawicieli kultury i sztuki można rozważać na milion sposobów, mnie jednak kojarzy się wyłącznie z jednym – wydłużoną ucztą kulturalną, która trwa od powstania dziela, do jego prezentacji, a to wydarzy sie już za chwilę w jednej z bydgoskich galerii. I to jeszcze nie koniec, ponieważ prace, które powstały w przeciągu ostatnich kilku tygodni, właśnie w Brdzie, można będzie podziwiać również w Tucholi i w Czersku.

I mam takie jedno ciche marzenie myśląc o  mieszkańcach Tucholi, chciałbym, aby o swoich dziełach wystawionych i nie wystawionych ze względów oczywistych, opowiedzieli ich twórcy, którzy odwiedzili słynną już Brdę, ściślej, pensjonat „Zielony Wiatr” w którym goszczono również TOKiS – PRESS.

Dziękujemy.

______________________

Mariusz R.Fryckowski