Radny miejski z Tucholi wywołuje medialne trzęsienie ziemi (felieton autorski)

Policjant – zawód wyjątkowy, wysokiego ryzyka, źle opłacany, obraz tego zawodu dodatkowo wypaczony został w czasach, o których ciężko zapomnieć.

Zanim dawny milicjant stał się policjantem, minęły dziesiątki lat. Zmieniły się warunki, zmieniła rzeczywistość i ten wyjątkowy zawód powoli znowu staje się tym społecznego zaufania. Bardzo łatwo je utracić w kontaktach z obywatelem, który oczekuje nie tylko kary, ale również wsparcia, często pomocy. Jeżeli funkcjonariusz tego nie rozumie, albo nie może temu podołać, lepiej niech odejdzie ze służby i hoduje kury. Czasami jednak bywa tak, że może zostać niesłusznie pomówiony, a samosądu nad nim dokona ktoś trzeci.  Taki scenariusz też jest możliwy!

Tym bardziej moje zdziwienie budzi to, co miało miejsce ostatniego piątku (19-09) podczas XLIV SESJI RADY MIEJSKIEJ W TUCHOLI, gdzie na oczach wszystkich zmaterializował się niebywały wręcz obrazek.

Podczas wystąpienia miejscowego komendanta policji głos zabiera jeden z radnych miejskich i zadaje pytanie, które mrozi lokalne media…

Szokujące pytanie radnego, sądząc po minach innych, nie jest jakimś zaskoczeniem. Można przypuszczać, że jedynymi w sali posiedzeń niedoinformowanymi osobami były właśnie media. Mikrofony i kamery zdwoiły intensywność rejestracji, sprawa wydaje się być „jak z kosmosu”, podobnie jak najbardziej oczywiste w świecie i elementarne pytanie każdego żurnalisty…, skąd pochodzi wiedza radnego w tej bulwersującej sprawie?

Niestety, nikt takiego nie zadał. Brak profesjonalizmu? A może…, przemożna chęć zdobycia newsa dnia, za wszelką cenę? Czyim i jakim kosztem? Fantastycznie zachował się bezpośredni przełożony ujętych – indagowany przez radnego komendant – odpowiedział tak, jak powinien – zachował się odpowiedzialnie i adekwatnie do sytuacji, która zaszła i na którą nie miał najmniejszego wpływu.

Redakcje przetwarzające ten fragment sesji zaczęły ustalać możliwe fakty w oparciu o wypowiedzi osób kompetentnych udzielić jakichkolwiek informacji. Oskarżenia wydają się być bardzo ciężkie – korupcja, to brzmi złowrogo podobnie jak aresztowanie dwóch przyjmujących rzekomo korzyści finansowe stróżów prawa w zamian za coś.

Resztę regulują domniemania i plotki, które i owszem mogą zawierać jakąś prawdę, ale owa „jakaś” może być wyjątkowo rozmydlona. Trudno uwierzyć w to, że doświadczony policjant, lub policjanci, zaryzykują karierę dla jakichś korzyści. Równie dobrym wyjaśnieniem dla całej sytuacji jest celowe pomówienie kogoś bliżej nieokreślonego, kogoś, kto miał interes w tym, aby pogrążyć funkcjonariuszy.

Na tym etapie śledztwa wszystkie scenariusze są możliwe i dopóki nie pojawią się wiarygodne dokumenty, zeznania, każda próba wyjaśnienia tej kompletnie bezsensownej „akcji” automatycznie staje się pożywką dla mediów, które działają wyłącznie w jednym interesie – dla podwyższenia nakładu własnego pisma.

A co, jeżeli ci policjanci są niewinni i padli ofiarami prowokacji? A może to jakieś dawne alianse, które w tej chwili przyjmują formę zemsty? Wszak zatrzymani pracowali w pionie kryminalnym.

Może warto czasem zaczekać i przekazać w eter informacje sprawdzone, rzetelne i poparte dokumentami, niż wywoływanie duchów medialnych i społecznych niepokojów?

Czasami warto pomyśleć, zanim informacja nie do końca sprawdzona obiegnie całą Polskę, a w tej sprawie właśnie tak się stało. I znowu Tuchola jest na ustach wszystkich i dla odmiany zasłynie, z… korupcji.

Osobiście współczuję komendantowi, który w tej sprawie niczego zrobić nie może ponad to, co już zrobił i powiedział, resztę ustalą służby, a wyrok przypieczętuje sąd.

____________________

(mrf.)