21 października 2020

Burmistrz małego miasteczka wygarnął prawdę szefowej MEN-u

2 min read

Na XXVIII Zgromadzeniu Ogólnym ZMP w Serocku wystąpiła Minister Edukacji Narodowej, Anna Zalewska. Spotkanie i debata z przedstawicielami samorządów całej Polski, koncentrowały wokół planowanej reformy edukacji (zakładającej m.in. likwidację gimnazjów).


Pojawiło się wiele trudnych pytań i poważnych zastrzeżeń. Jedna z najmocniejszych wypowiedzi padła z ust burmistrza miasta i gminy Błaszki, Karola Rajewskiego, który za jawną krytykę szarej rzeczywistości wyleciał z hukiem z szeregów Prawa i Sprawiedliwości.

Wbrew pozorom podobne zdanie w kluczowych sprawach mają i nasi samorządowcy. Minister Zalewska z konsekwencją tanku chce wprowadzić, na wariackich papierach, swoją „wizję dobrej” zmiany w polskich szkołach. Problem w tym, że owa zmiana krytykowana jest szeroko zarówno przez autorytety oświatowe, jak i samorządowców, na barki których zrzucono wszelkie kwestie finansowe, osobowe, w tym redukcję etatów wśród pracowników oświaty. Rodziców nagminnie się pomija, tutaj wyjaśnieniami im służą wyłącznie lokalni samorządowcy. Zalewska twierdzi, że reforma przyniesie szkole same korzyści i nowe miejsca pracy. Oczywiście kłamie, ponieważ w rzeczywistości samorządy pozostawiono samym sobie, wbrew obietnicom, o znaczących dofinansowaniach z ministerstwa. Prócz tego, o czym wcale się nie mówi, zredukowane będą zajęcia dodatkowe, konkretniej, przykładem jest wyeliminowanie zajęć np. z logopedą.

Jednak to nie koniec tego szaleństwa. „Dziennik Gazeta Prawna” informuje, że Ministerstwo Edukacji Narodowej chce związać pensje nauczycieli ze średnią krajową. Poza tym rząd planuje zlikwidowanie dodatków do pensji nauczycieli, a poza tym podwyższyć zasadnicze wynagrodzenie.

W rzeczywistości oznacza to, że wynagrodzenia nauczycieli powiązane będą z wysokością średniej krajowej. Inaczej,  na starcie swojej drogi zawodowej nauczyciele zarabialiby np. 70 proc. jej wysokości, ale już po kilku latach, wraz z kolejnymi stopniami awansu zawodowego, mogliby zarabiać np. 120 proc. jej wysokości.

Problem w tym, że zlikwidowana zostanie tzw. czternastka, czyli jednorazowy dodatek uzupełniający, w zamian za co nauczyciele mają dostać podwyżki. Realnie, nauczyciel zyska według MEN-u 300-600 zł, ale nie ma nic za darmo, zmniejszona zostanie liczba dodatków do pensji, a część z nich np. dodatek mieszkaniowy, czy wiejski, zostaną włączone do wynagrodzenia. W kwestii redukcji liczby godzin MEN milczy, podobnie jak w kwestii uzyskania pozwolenia dyrektora macierzystej placówki na chęć dorobienia kilku złotych poza nią.

Trudno się więc dziwić temu, że nauczyciele będą strajkować już za kilka dni. Niestety, ów strajk będzie zabiegiem czysto medialnym, gdyż decyzje już zapadły, a wraz z nimi doszło już do pewnych, nieodwracalnych zmian (egzaminy).


(mrf.)

Fot. redakcja

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook