21 października 2020

Byliśmy gośćmi pani prezes Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Specjalnej Troski w Tucholi.

4 min read

Jesteśmy oburzeni wręcz karygodną polityką zdrowia, którą państwo prowadzi wobec swoich obywateli. Zagłębiając się w szczegóły, śmiało można stwierdzić, że postawienie przed Trybunałem Stanu winnych tego stanu rzeczy osób jest oczywistością. Powód? Tylko jeden, działania przeciwko narodowi.

Jeszcze gorzej sytuacja jawi się w placówkach o wyjątkowej specyfice działania. Jedną z takich placówek odwiedziłem osobiście kilka tygodni temu.

Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Specjalnej troski w Tucholi istnieje od 05.03.1991 roku. Zostało powołane do zrzeszenia rodziców dzieci niepełnosprawnych, ich pełnej integracji w społeczeństwie, rehabilitacji społecznej, emocjonalnej i fizycznej, likwidacji trudności w uzyskaniu informacji w zakresie rehabilitacji, wypoczynku i poprawy nastroju.

Dotychczasowe działania to cotygodniowe spotkania w świetlicy celem rehabilitacji (ćwiczenia indywidualne prowadzone przez panią rehabilitantkę), zajęcia świetlicowe (rysowanie, zabawy, gry, integracja z innymi osobami) przy współpracy Poradni Pedagogiczno -Psychologicznej w Tucholi i wolontariatu, który bezpośrednio pomaga w zajęciach i w domu osób niepełnosprawnych oraz wyjazdy i wycieczki integracyjne. Stowarzyszenie organizuje ponadto corocznie Festyn Integracyjny „Marzenia jak ptaki” w których TOKiS wziął udział.


Największym sukcesem tego wyjątkowego Stowarzyszenia jest powołanie do życia Warsztatów Terapii Zajęciowej w Tucholi.

185670_466792750047079_411228783_nRozmawiam z panią Marią Lewandowską – prezesem stowarzyszenia. To niezwykła osoba, całkowicie oddana swojej pracy, którą wykonuje z… miłości do nich – dzieci niezwykłych.

Wraz ze swoimi współpracownikami dokonuje czasami cudów i to nie tylko operatywności, ale tych rozumianych prawie dosłownie. Ciągła walka z przeciwnościami trwa na okrągło. Starania o fundusze, instrumentaria, pozyskiwanie specjalistów za przysłowiowy grosik, to proza życia – Jej życia. W ośrodku panuje niezwykła atmosfera, mam wrażenie, że znajduje się w mieszkaniu o wyjątkowym charakterze. Jest przytulenie, miło i… bezpiecznie, bo właśnie tak się mają tam czuć dzieci, które szukają wraz ze swoimi rodzicami wsparcia. Co najwspanialsze uzyskują je, z tego miejsca w którym się znajduję nikt nigdy nie odszedł z przysłowiowym kwitkiem.

Stowarzyszenie funkcjonuje dzięki wsparciu wielu ludzi dobrej woli. Zaangażowanymi w pomoc są miejscowe władze z panią Starostą i panem Burmistrzem na czele, ale pomińmy w tym przypadku oficjeli i cieszmy się, że pomoc płynie od osób zwyczajnych, często z serca. Również lokalne media nie pozostają bezczynne. Przeróżne akcje ciągle są inicjowane, przeprowadzane i kończą się sukcesem. A te gwarantują pomoc tym najsłabszym – dzieciom, które są na swój sposób wspaniałe, wyjątkowe, kochane.

Doskonale to czują i cieszą się, że właśnie w ich ośrodku mogą spotkać swoje ukochane panie, opiekunki, koleżanki i kolegów. To ważne, zrobić wszystko, aby kształcące się charaktery nigdy nie były same.

Pani prezes trafnie spostrzega – „tutaj wszystko się zaczyna”, bo i cel nie jest zwyczajny – doprowadzenie podopiecznych do stanu, aby byli możliwe samodzielni. Temu podporządkowany jest dalszy etap postępowania z młodymi ludźmi, potrzebującymi wsparcia.

Przeglądam niezliczoną ilość nagród, które na przestrzeni lat zdobywał ten niezwykły ośrodek. Wśród nich są statuetki, medale, dyplomy, jednak najbardziej wzruszające są wpisy w księgach pamiątkowych. Może źle to określiłem, bardziej trafnym określeniem byłoby – kroniki, a w nich… można dostać zawrotu głowy od ilości wpisów, fotografii. To gigantyczny zapis historii ludzi, którzy przenigdy nie oczekiwali współczucia. Walczyli, walczą i będą walczyć o lepsze jutro swoich dzieci w odniesieniu do rodziców i podopiecznych w odniesieniu do kadry opiekunów. Często pracują za grosze, jeszcze częściej za nic, wystarcza im uśmiech dzieci i wdzięczność rodziców.

Warunki, w których pracują nie są łatwe, potrzeba większych pomieszczeń, lepiej wyposażonych, jednak to wszystko kosztuje, a środki są bardziej, niż skromne. Dokonują, więc cudów.

Potrzeb jest bez liku, stary samochód powoli rozlatuje się, okno w suficie (świetlik) w największym z pomieszczeń cieknie tak mocno, że trzeba podstawiać wiadro itd., itd. Nie narzekają, pracują w pocie czoła ciesząc się, że ta praca ma sens i przynosi efekty.

Największą troską pani prezes było, czy pomieszczenia, które zajmują obecnie nie zostaną im odebrane. Zapytaliśmy o to pana Burmistrza, uspokoił nas, nic takiego nie będzie miało miejsca. Zauważyłem, że władzom miasta leży głęboko na sercu los ośrodka i jego podopiecznych, to piękna wiadomość pośród tych, które psują nam humor każdego dnia. Wiara czyni cuda i przenosi góry? W przypadku tego stowarzyszenia śmiało możemy mówić o tytanach, bo wzięli na swoje barki chyba zbyt wiele. Czas im ulżyć w każdy możliwy sposób i to już się dzieje! Trwa końcowy etap inwestycji, która zmieni wszystko, mamy obietnicę pani Starosty sprzed kilku miesięcy o tym, że udostępnione mediom zostaną wnętrza nowego, pięknego ośrodka dla niepełnosprawnych, w którym trwają końcowe prace adaptacyjne. Jednak o tym opowiemy następnym razem.


(mf)

 

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook