29 października 2020

„Cała POlska dmucha”- alkomaty w samochodach, czyli… absurdalny projekt premiera

2 min read

pobranePo tragedii w Kamieniu Pomorskim Polska oszalała, na punkcie kierowców jeżdżących na podwójnym gazie. Owo szaleństwo umiejętnie podsycają komercyjne media, związane z zagranicznym kapitałem, pod dyktando polskiego rządu, który kolejny już raz odwraca uwagę Polaków od spraw najważniejszych – rządowej niekompetencji i całej litanii prawnych przekrętów wobec własnego narodu.

Chwila oddechu, którą dano w ten sposób rządowi poprawiło jego notowania w jednej chwili, odsuwając na bok problemy zadłużenia, bandyckich praktyk ZUS-u i wielu innych patologii.  Dzisiaj najważniejszym jest? A jakże – ściganie i karanie kierowców będących pod wpływem alkoholu. Mówimy o absurdach, bo jak nazwać kolejny pomysł premiera dotyczący wykorzystania prywatnego alkomatu w walce z pijakami za kierownicą?

Podczas wtorkowej konferencji prasowej premier Donald Tusk przedstawił rządowe plany na walkę z plagą pijanych kierowców. Wśród propozycji jest zobowiązanie kierowców do posiadania alkomatów w autach już od 2015 r. – Nie będzie obowiązku korzystania z alkomatu, ale obowiązek posiadania alkomatu, jak sądzimy, spowoduje radykalny wzrost korzystania z tego urządzenia prewencyjnie przez samych kierowców – powiedział premier Donald Tusk. Wyjaśnił, że chodzi o tych, którzy pili poprzedniego dnia i siadają za kierownicą, tłumacząc sobie, że są trzeźwi. Dodał, że średni koszt alkomatu to 5-10 złotych.

Rząd proponuje także, by kierowca, który po raz pierwszy zostanie przyłapany na prowadzeniu pod wpływem alkoholu, tracił prawo jazdy na okres od 3 do 15 lat (obecnie jest to od roku do 10 lat) i płacił co najmniej 5 tys. zł nawiązki (jej maksymalna wysokość to już teraz 100 tys. zł). Wyrok w takiej sprawie ma być publicznie ogłaszany.

Osoby, które po raz drugi zostałyby przyłapane na jeździe pod wpływem alkoholu, traciłyby prawo jazdy na co najmniej 5, a maksymalnie 15 lat. W tym wypadku nawiązka ma wynosić minimum 10 tys. zł.

Tak właściwie nowe przepisy można przyjąć, niestety z jednym wyjątkiem. Problem stanowi test na trzeźwość kierowców, który przyniesie krociowe zyski producentom urządzeń, kompletnie niczego nie zmieniając na polskich drogach. Skoro premier polskiego rządu nie potrafi obiektywnie ocenić tak elementarnej sytuacji, to albo znowu gra nastrojami wyborców, albo powinien pomyśleć o bardzo długim wypoczynku w niewielkim pomieszczeniu, zabezpieczonym stalowymi elementami, ułożonymi w szkocki deseń.

I z  całą pewnością nie w Peru.

____________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook