pt. Lip 3rd, 2020

Chińska tandeta zalewa tucholski rynek

3 min read

Kolorowe zabawki, które stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia dzieci. Przedmioty dla dorosłych, rozlatują się po kilku chwilach. Sprzęt AGD, który może poprzez pożar pozbawić nas dorobku życia. Kto dopuścił do tego, że chińska tandeta produkowana rękoma niewolników trafia na nasz rynek? Czy znowu ktoś wziął „ w łapę”, czy też to dzieło nowej mafii? POLSKO – CHIŃSKA „normalność”, trafiŁa do… Tucholi.

W dużych miastach sklepy u „Chińczyka”, wychodzą z mody. Nadszedł czas na najmniejsze miejscowości, gdzie dogorywający biznes jeszcze utrzyma się przez kilka chwil.

 

Cała potęga gospodarcza Chin powstała dzięki tanim produktom sprowadzanym z tego kraju. Od początku lat dziewięćdziesiątych Europę i resztę świata zalewa tanie, chińskie „badziewie”. Tandeta wytwarzana głównie przez niewolników, bo jak można inaczej nazwać pracowników, którzy pracują dosłownie za miskę ryżu.

„Światłym” Europejczykom i Amerykanom, w ogóle całemu światu, nie przeszkadza to, że kupując chińskie wyroby, utrzymują gospodarkę chińską z jej XIX wiecznym kapitalizmem, nie tolerującą żadnych zasad, czy praw człowieka.

 

Chińskie sklepy powstają w Tucholi jak grzyby po deszczu. Brak Centrum Handlowego w naszym mieście, stwarza doskonałe warunki dla ich rozwoju. Tanie produkty przyciągają klientów. Ale czy warto je kupować? – Klienci będą się już wkrótce skarżyć na trudności z przyjmowaniem reklamacji w sklepach tego typu. Do PIH-u będą wpływały wnioski o mediacje ws. uznania reklamacji – to tylko kwestia czasu. Inne miasta już to przerabiały.

Roznoszący się zapach gumy i plastiku, to pierwsze, co po przekroczeniu chińskiego sklepu daje się we znaki. Mnogość produktów, które znajdziemy w „Chińczykach” poraża. Kupimy tam wszystko: od bielizny, przez miskę dla psa, po termometr.

Trochę dziwi fakt, że kontrole tak liberalnie traktuję podobne biznesy. Pobieranie próbek z każdej kolejnej dostawy towaru powinny być standardem. Testy na wytrzymałość fizyczną i odporność techniczną na ciągłe użytkowanie… codziennością. Ilość wypadków z udziałem chińskich produktów, które rozleciały się po kilku minutach normalnej eksploatacji, to „norma”. Brakuje oznaczeń w języku polskim, kontrolek z wykazem norm, które powinny spełniać produkty oferowane polskim klientom. Niczego takiego nie uświadczysz. O co tutaj chodzi? Kiedy rodzą się podobne pytania, sprawa cuchnie na kilometr. Ktoś dopuścił do takiej sytuacji i to wcale nie za darmo, jak uczy nas życie.

Kluczem i antidotum na chińszczyznę poza kuchnią jest PIH i to właśnie ta instytucja powinna „wystrzeliwać” podobne biznesy w kosmos, choć nie dosłownie.

Chińskie sklepy stały się konkurencją dla właścicieli małych butików. Atrakcyjna cena determinuje wybór tego typu sklepów przez konsumentów. Czy „Chińczyki” wykończą lokalnych, tucholskich sprzedawców? To oczywiste, zwłaszcza, że ci ostatni oferują swoje towary po astronomicznych cenach, kompletnie zapominając o przecenach i sezonowych obniżkach, które zwyczajnością są w miejscach oddalonych od Tucholi zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów.

Co robić? To jasne, skoro tucholski handel ma nas, kupujących w nosie, upadnie na własne życzenie i nie pomoże lokalny patriotyzm, gdy w opłotkach bieda z nędzą jeden żywot pędzą.

__________________

(mrf.)

Fot. TOKiS – PRESS