29 września 2020

Chojnicka „Brama Pomorza”, to nazwa mocno przereklamowana

4 min read

Zwłaszcza wobec kompleksu handlowego, który odwiedziliśmy w Chojnicach. Dlaczego? Już tłumaczę…

Każdy przeciętny tucholanin musiał poczuć się dotkniętym do żywego tym, że stara nazwa , którą uzurpowaliśmy sobie – „Brama Pomorza”, została przywłaszczona przez handlowców spod znaku „super” i to jeszcze w miejscu, które organicznie wymusza u nas kompleksy – Chojnicach, chociaż to dla autora zjawisko kompletnie niezrozumiałe.

Ów nieszczęsny kompleks ma swoje podłoże w dalekiej przeszłości, kiedy Tuchola i Chojnice grały jeszcze w jednej lidze, czytaj – województwie. To właśnie wtedy uznano, że Chojnice będą pełniły rolę „woła roboczego” stając się zapleczem przemysłowym, a Tuchola pozostanie miejscem wypoczynku, inaczej, atrakcją turystyczną z nienagannym mikroklimatem aspirującym do być może uzdrowiska!

Niestety, zmieniło się wszystko, a administracyjny podział przyniósł ożywienie gospodarcze im, a stagnację nam. Znak czasów? Nie, kompletne niezrozumienie warunków wśród ludzi, którzy sprawowali władzę w naszym mieście. To nie kwestia jednostek, to problem nabrzmiewający kompleksowo od wielu lat!

Do Bramy Pomorza prowadzi droga, która jest w części jednym wielkim oszustwem, gdzie stroną wykorzystaną jest kierowca, który nie ma wyjścia i musi korzystać z… toru przeszkód zmieszanych fragmentarycznie z czołgowiskiem. O czym mowa? Oczywiście o odcinku drogi 240 pomiędzy Tucholą, a Chojnicami na wysokości nieszczęsnego Pawłowa, gdzie samochody znacznie tracą na wadze, urywając wszystko to, co cieszyło oko właściciela.

Powinna już dawno zostać wyremontowana, niestety, wszystko wskazywało na to, że władze Chojnic oddalają remont na ile się da. Wreszcie cierpliwość kierowców wyczerpała się wraz  ze zniszczeniami ich samochodów i postanowiono… remontujemy.

Zapadły ustalenia i remont już powinien trwać. Czy tak się dzieje? Niestety, po części tak i po części nie. Pokrętna wypowiedź? Ma uzasadnienie, od strony Chojnic i od strony Tucholi ustawiono dwie tablice informujące o tym, że kierowców czekają utrudnienia  w związku z remontem. Jedziemy dalej…, propaganda, nic się nie dzieje, prócz wyciętych drzewek w pobliżu wiaduktu kolejowego.

Trudno, pokonujemy wyrwy w oczekiwaniu skrzyżowania, które wyprowadza ruch na nową obwodnicę Chojnic i do słynnego ronda, które, no właśnie…

Ze świecą szukać jakichkolwiek tablic informujących klienta o tym, którą drogą powinien poruszać się by dojechać do Mekki – Bramy Pomorza. Co pozostaje? Zdrowy rozsądek i wyczucie kierunku – na rondzie w prawo i konsekwentnie prosto, aż do celu naszej krótkiej podróży – handlowego giganta.

Nie wpadajmy w samozachwyt nad własnymi talentami w orientacji w przestrzeni, a tym bardziej wyzbywamy się kompleksów co do wielkiego marketu – jest mocno przereklamowany i wizualnie odpychający.

Od chwili, kiedy wyjdziesz ze swojego auta ( bo tylko w ten sposób łatwo tam dotrzeć, pomimo tego, że kursują tam również specjalne autobusy) myślisz wyłącznie o jednym…, czy jest tam drogo?

Tak, a nawet jeszcze drożej, niż zakładasz. Brama atrakcyjna była w dniu otwarcia, może to kwestia Ibisza, może Halamy, jednak ciąg promocji spełnił swoje zadanie – przyciągnął naiwnych. Potem zrobiło się już normalnie – kosmicznie drogo, o wiele bardziej, niż w bydgoskich sklepach o podobnej kondycji.

Brama Pomorza zadziwia tym, że połowa pomieszczeń jest… nieczynna, prawdopodobnie czeka na inwestorów i kiedyś się „otworzy”. Poczesne miejsce w tej chwili zajmuje kolejny „Chińczyk” z tym, że o imponującej powierzchni i co dziwi najbardziej – cenach.

Zakładając, że w tym kompleksie cena metra kwadratowego powierzchni jest wysoka, ceny towarów wydają się być uzasadnione. Tylko co nas klientów to obchodzi? W tucholskich „Chińczykach” jest o połowę taniej, a towar podobny – jak zawsze, złej jakości.

Fenomen? Nic podobnego, ma to swoją nazwę – „dziad – sklep”, oby jak najszybciej zniknęły wpierw z rynku, a potem z naszej świadomości, jako wynaturzenie handlu i… demokracji.( dla dociekliwych: autor ma na myśli ludzi, którzy są niewolnikami i pracują za miskę ryżu).

Skoro już wiemy, że jest drogo, to skupmy się na tym czego ta drożyzna dotyczy. Właściwie wszystkiego od butów począwszy, na przedmiotach do majsterkowania skończywszy. Drożyzna jest wszechpotężna, w dzisiejszych czasach można oczekiwać tylko jednego – ten kompleks w obecnej sytuacji zmierza ku zagładzie, chyba, że zmieni się polityka zarządzających obiektem.

Co w takim razie przyciąga tam klientów w tym również tych z naszego powiatu? Naprawdę dobre jedzenie. Knajpki są oblegane, zwłaszcza w porze obiadu. Oczywiście największym wzięciem cieszy się jedzenie serwowane przez Turka, to zrozumiałe, choć niekoniecznie cieszyć musi każdego.

Pomimo wszechobecnych kamer trzeba uważać, miejscowych rzezimieszków i złodziejaszków nie brakuje. Unikajmy jakichkolwiek skupisk, oni tylko na to czekają, przypadkowe otarcie się  przechodnia, może nas kosztować portfel, kluczyki od samochodu lub u dam – torebkę.

Oczywiście może się również zdarzyć tak, że mając lepszy refleks złapiemy kanciarza za rękę, rzeczywiście, wyrywają się i uciekają z prędkością światła. Nie poszukujmy policjanta, bo ich nie ma,  nie liczmy na ochroniarzy, dbają wyłącznie o mienie im podległe – klient jest wyłącznie dodatkiem, który ma zostawić swoje pieniądze i… zmykać.

Z przyjemnością wyjechaliśmy stamtąd, w pobliskim „Lidlu” zrobiliśmy zakupy o 50% taniej i wszyscy są zadowoleni.

___________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook