pt. Wrz 20th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Czarny scenariusz dla Czarnej Drogi

3 min read

Tucholanie dostosowują się do sytuacji, a te wymuszają powiatowe drogi. Nie jest łatwo wszystkim tym, którzy zdecydowali się na kupno wygodnego auta osobowego. Częste wizyty u mechaników przynoszą zwykle ten sam skutek – uszkodzone: miska olejowa, amortyzatory, wahacze, końcówki drążków kierowniczych, czy w sytuacjach skrajnych – pogięte progi. To efekt montowania idiotycznych barier, wymuszających zmniejszenie prędkości w miejscach i tak nienadających się do szybkiej jazdy, złego stanu dróg, gdzie wyrwy w jezdni są czymś zupełnie zwyczajnym.

Jednak zatrważająco wyglądają drogi wszędzie tam, gdzie poruszają się po nich wielotonowe ciężarówki. Są jak lokalne trzęsienie ziemi. Istnieje statystyczne porównanie, które głosi, że jeden gigantyczny tir powoduje uszkodzenia równe tym, których dokonuje milion aut osobowych. Jeżeli nawet w tym stwierdzeniu istnieje przesada, to bez wątpienia wielkie pojazdy powodują gigantyczne straty, inaczej mówiąc, rujnują istniejące drogi. Wszystko przypomina trochę donkiszoterię, drogowcy łatają zniszczoną nawierzchnię, a tiry ponownie ją unicestwiają. I tak się dzieje każdego roku. Efektem są jezdnie, które przypominają stare „portki”, gdzie widoczne są „łata na łacie”. Gdzie tkwi błąd? Wszędzie, od źle budowanych dróg, po przepisy, które umożliwiają wjazd tych „potworów” w strefę miejską.

 

Kierowcy widzą, co się dzieje, zmieniają auta na uterenowione, bardziej wytrzymałe, często nieekonomiczne. Oczywiście w grę wchodzi także moda, zwłaszcza w tak małym środowisku jak np. Tuchola. Same straty, cierpi środowisko, cierpią nasze portfele, choć cieszą się dilerzy pojazdów. Oczywiście, szczytem marzeń jest budowa obwodnicy, niestety, do tego trzeba ludzi z inicjatywą, którzy nie dają się zbyć byle bzdurą w trakcie rozmów z potencjalnymi wykonawcami i fundatorami.

Skoro kompetentnych ludzi nam brakuje…, będziemy łatać, co się da, zwłaszcza teraz, tuż przed zimą. Jedną z ulic, która „rozłazi się w szwach” jest słynna, tucholska Czarna Droga. Nie dość, że jezdnia w przekroju poprzecznym przypomina już półksiężyc, to poszatkowana jest pęknięciami wybojami wszelakiej maści. Kierowcy się wściekają, a drogowcy są ślepi.

Czarna Droga stanowi alternatywę dla ruchu ciężkich pojazdów, które pokonują odcinek pomiędzy Świeciem n/Wisłą, a Sępólnem Krajeńskim. Skąd ta dziwaczna nazwa? Kiedyś droga ta utwardzona była…żużlem. Wiele lat temu, władze miejskie doszły do wniosku, że stanie się ona elementem nowej obwodnicy tucholskiej. Dokonano przebudowy skrzyżowania z ulicą Bydgoską, wyburzono kilka budynków, wszystko budziło nadzieję na przyszłość. Niestety, przepadło, jednak droga pozostała i dalej służy. Ciekawe tylko jak długo jeszcze?

Przyglądaliśmy się temu miejscu wielokrotnie, przeciętnie w ciągu piętnastu minut, ten odcinek drogi pokonało jedenaście wielkich tirów i bynajmniej nie poruszały się z prędkością wymuszoną przez przepisy. Uzasadnione jest patrolowanie tej arterii przez policjantów. Nie mogą oni jednak być tam ciągle, kierowcy tirów tylko na to czekają. Samochody osobowe poruszają się w żółwim tempie, rozwinięcie jakiejkolwiek prędkości wydaje się być niemożliwe.

Przyjrzyjmy się zatrzymanym kadrom. Materiał dedykujemy wszystkim tym, którzy już wkrótce wypłacać będą odszkodowania, za uszkodzone zawieszenia naszych pojazdów, znamy swoje prawa i stajemy się coraz bardziej uparci!

(red)