sob. Lip 4th, 2020

Czegoś biedny? Boś głupi!

5 min read

Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą.

No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę. Nawiasem mówiąc, święty Jan Maria Vianney, zastanawiał się kiedyś nad grzechami głównymi – dlaczego ludzie te grzechy popełniają. Zwrócił uwagę, że każdy grzech główny dostarcza człowiekowi przynajmniej chwili przyjemności.

Pycha – dopóki nadęty balon nie pęknie, pyszałek wyobraża sobie Bóg wie co na własny temat, no i oczywiście jest z siebie bardzo zadowolony. Zwrócił na to też uwagę Franciszek książę de La Rochefoucauld pisząc, że „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu”. Najbardziej – absolwenci akademii pierwszomajowych i Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie. Drugi grzech główny – chciwość; ileż przyjemności dostarcza chciwcowi wytarzanie się w złocie, a przynajmniej – przeliczanie uciułanych skarbów? Trzeci – grzech nieczystości. Ha! Gdyby – jak mawiał Karol Irzykowski – nie ryzyko zarażenia i ryzyko zapłodnienia, to współżycie z kobietami byłoby pasmem przyjemności.

Być może te ryzyka sprawiają, że w celu wyeliminowania przynajmniej jednego z nich, coraz więcej amatorów zadaje się z osobami tej samej płci. Kolejny grzech główny – obżarstwo i opilstwo; dopóki nie wystąpią objawy niestrawności i kac-gigant, to rzeczywiście sama przyjemność. Kolejny grzech w postaci gniewu; ach zagniewanemu wydaje się, że cały świat rozstawia po kątach, ale czar szybko pryska. Wreszcie lenistwo; gdyby jeszcze ktoś za darmo dawał wypić i zakąsić, to byłaby sama rozkosz, ale nie ma rzeczy doskonałych. I tylko – zwraca uwagę święty Jan Maria Vianney – jeden grzech główny nie dostarcza człowiekowi ani chwili przyjemności, tylko od samego początku staje się źródłem zgryzoty: zazdrość. Nie wiadomo dlaczego ludzie grzeszą zazdrością, a przecież nie tylko grzeszą, ale w dodatku niektórzy – np. socjaliści czy komuniści – wciągają ten grzech na sztandary, ekscytując w ludziach pożądanie cudzej własności.

Wróćmy jednak do pychy; co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi. Przekonała się o tym pewna arystokratyczna panienka – o czym zresztą szczerze napisała w swoich pamiętnikach. Jako nastolatka była bardzo dumna, a ponieważ nie była pewna, czy to nie jest coś złego, zwierzyła się z tego spowiednikowi. Ten zauważył, że pewnie pochodzi ze starej, historycznej rodziny. Potwierdziła, ale zwróciła uwagę, że nie to jest przyczyną jej dumy. – To pewnie twoi rodzice mają jakieś wybitne osiągnięcia – dociekał spowiednik. Okazało się, że nie. – To pewnie jesteś bardzo ładna – nie ustawał spowiednik. – Nie narzekam – odparła panienka – ale żeby specjalnie, to nie. – Moje dziecko – powiedział spowiednik – ty nie jesteś dumna, tylko głupia.

Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć. Gdyby jednak ból po uderzeniu młotkiem w palec odzywał się dopiero po roku, to mnóstwo ludzi miałoby poobtłukiwane palce. Ponieważ odzywa się natychmiast, to ludzie uważają i nie ma tylu inwalidów. Niestety skutki głupoty nie ujawniają się natychmiast i dlatego wielu „głupoty powagą najmądrzejszych wodzi za łby” – zwłaszcza w warunkach demokracji politycznej.

Na szczęście nie wszędzie. Właśnie w Szwajcarii odbyło się referendum w sprawie tzw. dochodu gwarantowanego – żeby każdy obywatel za to, że jest, dostawał „od państwa” 2500 franków miesięcznie. Pomysł został odrzucony większością prawie 77 procent. Trudno o bardziej wymowny dowód nie tylko na to, że Szwajcarzy w większości są mądrzy, ale że również w życiu publicznym kierują się etyką chrześcijańską. Być może to właśnie jest przyczyną, że Szwajcaria nie bez słuszności, uchodzi za kraj bogaty i porządny, chociaż nie należy do Unii Europejskiej, bo nie chce. Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!

W 2003 roku, kiedy w naszym nieszczęśliwym kraju odbywało się referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej, podczas różnych dyskusji próbowałem przekonywać, że poza Unią jest życie i jako przykład podawałem właśnie Szwajcarię, w której odbyło się kilka referendów w sprawie przyłączenia tego kraju do Unii Europejskiej, ale za każdym razem było coraz więcej przeciwników, więc przezornie odstąpiono od organizowania kolejnych. Zwolennicy Anschlussu dowodzili, że nie można Szwajcarii porównywać z Polską, bo Szwajcaria jest bogata. Owszem, bogata – odpowiadałem na to – ale przecież nie dlatego, że się gdzieś zapisała, tylko dlatego, że się porządnie rządzi. To i my spróbujmy porządnie się rządzić w naszym kraju, a nie róbmy sobie złudzeń, że po Anschlussie Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka.

Jak wiadomo, większość głosujących w referendum akcesyjnym w 2003 roku poparła Anschluss, no i dlatego nasz nieszczęśliwy kraj tak się różni od Szwajcarii. Po ostatnim referendum mamy nawet całkowitą pewność, że ta różnica się pogłębia i będzie coraz większa.

_________________________

michalkiewiczStanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    19 czerwca 2016