22 października 2020

Czy jest możliwe sfałszowanie wyborów samorządowych? (felieton autorski)

4 min read

Podobno jesteśmy krajem o wysokiej kulturze politycznej i raczej tak postawione pytanie powinno budzić powszechne oburzenie, jednak istnieją metody, aby zmienić wynik na korzyść konkretnego kandydata.

Aby uniknąć takich sytuacji, niektóre partie polityczne wyznaczają swoich mężów zaufania, by mieli baczenie na cały przebieg wyborów w konkretnych komisjach. Zanim jednak nastanie ten długo oczekiwany dzień – wyborów trzeba powołać komisje.

Ze 135 zł do 300 zł (diety zwolnione są z podatków) wzrosła dieta za pracę w obwodowej komisji w wyborach samorządowych; przewodniczący obwodowej komisji otrzyma 380 zł – to podwyżka ze 165 zł. Państwowa Komisja Wyborcza znacznie podwyższyła diety także za pracę w komisjach terytorialnych.

Przewodniczący terytorialnych komisji wyborczych za pracę podczas wyborów samorządowych otrzymają 650 zł (wcześniej było to 245 zł). Zastępom przewodniczących terytorialnych komisji wyborczych będzie przysługiwać dieta w wysokości 600 zł (wcześniej było to 225 zł). Członkowie terytorialnych komisji wyborczych otrzymają 550 zł (poprzednia stawka to 200 zł).

(Przeczytaj:  NAJDROŻSZE WYBORY W HISTORII POLSKI!)

Nas oczywiście interesują obwodowe komisje wyborcze i sposób wyboru jej członków.

„Mariusz, załatw mi miejsce w komisji, kasa piechotą nie chodzi!” – już kilka razy usłyszałem taką prośbę i to wprost z ulicy*. Brakuje tylko zapewnienia, że w zamian ktoś odda swój głos. Boże, gdzie my żyjemy? Naiwne stwierdzenie? Być może, ale osoby, które może zaproponować kandydat, mają być godne zaufania, aby nie doszło do nieprawidłowości (fałszerstw) podczas głosowania! Niestety, mechanizm wyborów potencjalnych kandydatów do komisji obwodowych wydaje się być przypadkowy, czyli… „kumple, sąsiadki, przyjaciele, pociotki”, liczy się kasa i przysługa, pół biedy, jeżeli bezinteresowna. Nie wziąłem w tym udziału,  choć znam wiele osób godnych absolutnego zaufania. Musimy jednak mieć świadomość tego, że już na tym poziomie mogą zaistnieć nieprawidłowości!

Bardzo mocno wsłuchiwałem się, zwłaszcza ostatnio, w głos znanego satyryka, który w tych kwestiach jest śmiertelnie poważny – pana Janusza Rewińskiego, który w rozmowie z redaktorem  „Uważam Rze” powiedział:

(….) łatwość, z jaką można wpłynąć na wynik wyborów, jak zachachmęcić, zmanipulować, przeraża. Jeśli można unieważnić głos poprzez dostawienie jednego krzyżyka, to jest to zaproszenie do fałszerstwa. (…)

Rzeczywiście tak może się zdarzyć! Niezbędnym jest, aby w lokalach wyborczych obecni byli mężowie zaufania.

Fałszowanie wyborów jest znane tak długo, jak istnieje demokracja, lub jej pozory. Metod „kombinacji” jest bez liku:

Te sposoby są właściwie znane od dawna. Pierwszy to kupowanie pustych kart wyborczych. Płacimy komuś, by nie wrzucał karty do urny, ale wyniósł ją na zewnątrz. Później płatnik zaznacza krzyżyk przy określonej partii i jedna osoba wrzuca kilka kart. Jednak jest to za mała skala, żeby wypaczyć wynik wyborów ogólnokrajowych.

Drugi stary sposób to unieważnienie głosów oddanych na jakąś partię przez dostawienie drugiego krzyżyka przez jednego z członków komisji. To jednak wymagałoby skorzystania z chwili nieuwagi członków komisji, a to raczej mało prawdopodobne. Ciężko byłoby też namówić do fałszerstwa całą komisję. Tym bardziej, że każda partia może wyznaczyć mężów zaufania, którzy czuwają nad głosowanie.

Mamy kilka różnych systemów i sposobów głosowania. W wyborach samorządowych dostaje się kilka kart do głosowania. To może być mylące dla wyborców i dlatego na którejś z nich mogą postawić za dużo krzyżyków. Dziwne byłoby, gdyby w jednym okręgu nagle jednego roku 20 procent głosów okazało się nieważnych.

– mówi Rewiński.

Oczywiście, nie można założyć z góry, że wybory z pewnością będą sfałszowane w tak małej społeczności jak Tuchola, ale musimy mieć świadomość tego, że „cuda się zdarzają”, jednak w tak żywotnych dla tego miasta i powiatu interesach, podobne zachowania łączyłyby się wyłącznie z jednym – społeczną, dożywotnią kompromitacją.

Należy również rozważyć coś równie ważnego, ilu kandydatów do władz kieruje się „społecznym dobrem”, a ilu zainteresowanych jest apanażami? Jak uniknąć podobnych pomówień? O, to bardzo proste – solidarnie zrzec się wszelkich wynagrodzeń. Zbyt nowatorskie? Nie sądzę, ten region zasługuje na lepszy los. Podobna sytuacja powinna zaistnieć wśród członków przyszłego zarządu, oni również powinni zrzec się wszelkich diet i wynagrodzeń. Prawdopodobnie wtedy, liczba kandydatów do wszelkich godności zmniejszyłaby się do tych, którzy są społecznikami z krwi i kości – takim osobom można zaufać, o ile mają jakie, takie pojęcie o samorządności.

I prawda oczywista: bycie radnym, to ciężka służba społeczeństwu, najwyższy wyraz jego zaufania, który jest efektem wyborów, a tego nie można przeliczyć na pieniądze.

________________________

(mrf.)

* Autor pretenduje do godności radnego powiatowego w Tucholi z ramienia KWW Porozumienie Samorządowe. Będąc przed laty społecznym sędzią, przez dwa lata nie pobierał diet za posiedzenia.

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook