21 października 2020

Czy polonistka może być człowiekiem? (Felieton intencyjny)

9 min read

579025_358670070911007_57028051_n„…kim byłabym dzisiaj, gdyby nie Pani Ala…”

 

—————0—————

Człowiek etap po etapie uczy się mówić i pisać. Musi przejść przez ciemne zakamarki komunikowania się, by móc być rozumianym i rozumieć innych. Na pewnym etapie, potrzebuje do tego nauczyciela. Nie zawsze jednak nauczycielem jest ktoś, kto uczy z pasją i jest nastawiony przyjaźnie do uczniów.

Osobą, która potrafiła w ten sposób uczyć, jest Alicja Kaszyńska. Polonistka z wykształcenia. Kilka lat temu ukończyła studia edytorskie w Warszawie, by zdobyć nowy zawód redaktora, a nieco wcześniej studia podyplomowe w Gdyni z zakresu zarządzania. Przez kilka lat pracowała w lokalnym radiu, jako reporter i zastępca redaktora naczelnego. Ten okres swojej pracy zawodowej wspomina najlepiej.

Aktualnie współpracuje z kilkoma polskimi wydawnictwami przy przygotowywaniu książek do druku. W czasie wolnym zajmuje się fotografowaniem, jest zamiłowaną turystką i adeptką jogi. Uprawia nordic walking i jeździ na rowerze. Niedawno spróbowała swoich sił w narciarstwie, choć jak mówi specjalnego talentu do tego nie ma. Boleje nad tym, że nie zna dobrze żadnego języka obcego. Próbuje to nadrobić, uczy się angielskiego.

Ale po kolei….

Na spotkanie umówiłyśmy się już przed Świętami Wielkanocnymi. Zaproponowałam, byśmy spotkały się w WDK w Kęsowie, ale pani Alicja zaprosiła mnie do siebie, poczęstowała zieloną herbatą i mnóstwem słodkości. Nasza rozmowa nie miała charakteru przesłuchania, ani wywiadu. Była to luźna rozmowa o podróżach, życiu, wspomnieniach.  Nie zabrakło dobrych rad i podpowiedzi, co zrobić, żeby nie gnuśnieć i stale siebie doskonalić.

Ewa,  uczennica pani Alicji, wspomina panią Alicję tak:

„Na studia polonistyczne chciałam iść zawsze, chyba odkąd poznałam litery i zaczęłam czytać, ale o tym, żeby redagować, pewnie nigdy bym nie pomyślała. To pani Alicja powiedziała kiedyś, a potem jeszcze wiele razy powtórzyła, że jeśli o czymś marzysz, to możesz też to zrobić. Znasz pewnie to powiedzenie: „Jeśli chcesz coś zrobić, zacznij!” No i zaczęłam….”

Pani Alicja zaś, pamięta jedno z pierwszych spotkań z poezją Ewy.

„Uczniowie klas, w których uczyłam, mieli dużą swobodę prowadzenia zeszytów do języka polskiego, tzn. doceniałam (ocenami) wszelkie dodatkowe uwagi, notki, próby pisarskie, ciekawe cytaty, które skądś ktoś wygrzebał. Co jakiś czas, jak każdy nauczyciel – przynajmniej w tamtych latach – sprawdzałam te zeszyty. Wiersze, które znalazłam wśród notatek Ewy (chodziła wtedy do szóstej klasy, uczyłam ją dopiero chyba dwa miesiące) były znakomite, dojrzałe, ze świetnymi metaforami, nieprzegadane i bez częstochowskich rymów tak charakterystycznych dla poezji dzieci. Brakowało tylko jednego – autora. Oddając zeszyt Ewie, mówię więc: „Ewa, wiersze są świetne, ale musisz wpisać autora”. Na to Ewa: „Ja to napisałam”. A ja swoje: „Wiem, że sama wpisałaś te wiersze do zeszytu, ale cytujesz i musisz podać autora”. Ewa tak samo skromnie powtórzyła: „Ja je ułożyłam…”. Nie pamiętam już, czy musiała mi to powtórzyć trzy razy, czy cztery. W każdym razie w końcu do mnie dotarło, że to były jej własne wiersze. Tak bardzo mi się podobały, że zachęcałam ją do pisania, a na własny użytek (wtedy nie było komputerów) przepisałam wszystkie do niebieskiego zeszytu i zostały ze mną do dziś.”

Kiedy rozmawiam z panią Alicją, nie czuję się znudzona. Mówi ciekawie i z pasją. Bardzo cenię Ją, jako polonistkę ze szkoły podstawowej, ale przede wszystkim, jako osobę, która czerpie radość z robienia w życiu tego, na co ma ochotę. Jak to sama określiła – „z robienia czegoś po nic”. Tylko dla samej przyjemności życia i z ciekawości poznania czegoś nowego, bez konkretnego, wymiernego celu. Pani Alicja jest osobą wszechstronną, niezależną i pod wieloma względami odważną.

 Nie tylko polonistka.

Słowo, którego będę używała zapewne jeszcze nie raz. Wymagająca, skrupulatna, a przede wszystkim dotrzymująca słowa. Sprawdziany zawsze przeprowadzała terminowo. Kiedy opowiadała, czy nawet czytała, robiła to z pasją, lekko, zrozumiale. Słuchało się tego z ogromną przyjemnością. I tak jest do dzisiaj. Te iskierki w oczach podczas rozmowy, świadczą o wiedzy, szacunku do słowa pisanego, mówionego oraz sympatii do drugiego człowieka.

Pamiętam, jak męczyłam się przy pisaniu pierwszej rozprawki. Milion razy podejmowałam temat, którego już nie pamiętam. Rozprawkę napisałam ze łzami w oczach. Byłam przekonana, że nie uniosłam  tematu, że praca jest do kitu. Nadszedł sądny dzień – rozdawania ocenionych rozprawek. Stos zeszytów, w każdym ocena. Pani Alicja miała zwyczaj układania zeszytów na biurku w kolejności ocen: od najsłabszej do najlepszej. Zeszyty z nie najlepszymi ocenami kolegów i koleżanek przyprawiały mnie o palpitację serca. Kiedy stos zeszytów malał, pomyślałam, że to chyba jakaś pomyłka, bo jeszcze nie dostałam swojego. Musiał się gdzieś zaplątać. A jednak!… Moja rozprawka okazała się najlepsza, na szóstkę! Myślałam, że najzwyczajniej w świecie się popłaczę. Wcale nie z radości, z nerwów i stresu, który przeżyłam.

Potem przygoda z „Kleksem”. Pani Ala razem z plastykiem, panem Romanem Senskim, prowadziła szkolną gazetkę, jedną z pierwszych w Polsce. Pozwalała do niej pisać wszystkim uczniom, jeśli tylko mieli pomysł na artykuł lub cykl artykułów. Zaproponowałam, że będę pisała o modnych fryzurach. Zgodziła się i chociaż rysunki do tych krótkich notek były koślawe i mało widoczne (widzę to z perspektywy czasu), pojawiały się w każdym kolejnym numerze.

Gdy byłam w siódmej klasie, pani Alicja rozpoczęła swoją pracę w chojnickim Radiu Weekend. To było pierwsze lokalne radio, innego się wtedy nie słuchało. Pani Ala zaczęła od reportaży, wywiadów, przygotowywania wiadomości. Miło było usłyszeć swoją nauczycielkę z głośnika. Dzisiaj wiem, że ta praca była dla niej drugim oddechem, dodała jej pewnej pewności siebie i odwagi myślenia. Podczas naszej rozmowy, Pani Ala wspomina ten czas z wielkim sentymentem – „Kochałam pracę w radiu jak żadną inną, zapewniała mi kontakty z ludźmi i codziennie nowe przeżycia. Przez kilka lat miałam wpływ na radiową ramówkę i mogłam kreatywnie wpływać na kształt prowadzonych audycji. Do tego zetknęłam się w tej rozgłośni z wieloma wspaniałymi koleżankami i kolegami, znającymi się na kulturze, muzyce, ciekawymi dosłownie wszystkiego”. Pamiętam jeden z programów, o zdrowiu i urodzie. Lubiłam go słuchać. Wiem, że pani Alicja prowadziła też audycje muzyczne oraz rozmowy z różnymi ludźmi, nie tylko z naszego regionu.

Po kilkuletniej pracy w chojnickim radio powróciła do pracy w szkole. Ale w czasie jej nieobecności szkoła bardzo się zmieniła. „Ja ani nie chciałam, ani nie umiałam tak uczyć” – przyznaje pani Ala.

Odeszła ze szkoły i postanowiła „ożywić” swoje pasje.

Znalazła sposób, by pracować w domu, na wsi. W tym celu właśnie skończyła studia edytorskie, zdobyła zawód redaktora tekstów. Napisała kilka wstępów do lektur, zredagowała kilkadziesiąt książek popularnonaukowych z różnych dziedzin oraz kilka powieści. Napisała poradnik dla studentów „Jak napisać, przepisać i z sukcesem obronić pracę dyplomową”, opublikowany przez wydawnictwo „Złote Myśli”. Nie było to takie trudne, bo przez kilka lat pani Alicja zajmowała się przepisywaniem prac magisterskich.

FF.

Kolejną pasją mojej polonistki jest fotografia. Zajmuje się nią od kilku lat. Należy do Fabryki Fotografii prowadzonej przez Stefana Olszaka. Od czasu do czasu, umieszcza w Internecie swoje zdjęcia. Najbardziej lubi zatrzymywać w kadrze ludzi w różnych codziennych sytuacjach. W czasie podróży nie rozstaje się z aparatem.

Miłośniczka podróży.

Zaczęło się w dzieciństwie i wspólnych wyjazdów z rodzicami, głównie nad jeziora. Od szóstej klasy szkoły podstawowej zaczęła jeździć na obozy wędrowne. W ten sposób zwiedziła całe południe Polski. Przewędrowała też wybrzeżem – od Koszalina do Gdańska. Wspomina to niezwykle dobrze.

Wyjazdy zagraniczne były przez długi czas marzeniem, poza Wileńszczyzną, którą mogła odwiedzić, bo tam miała rodzinę. Potem na zaproszenie przyjaciółki, jeszcze ze szkoły średniej zaczęła wyjeżdżać do Francji. Lubi Normandię i Bretanię. Zachwycona była Dordonią.

Paryż odwiedzała tyle razy, że czuje się tam, jak u siebie. Poza powszechnie znanymi atrakcjami turystycznymi, poznała urokliwe zakątki stolicy Francji, w które rzadko, kiedy docierają wycieczkowicze, na przykład bulwary nad Marną (druga po Sekwanie rzeka Paryża).

Potem przyszły kolejne wyjazdy. Dłuższe wyprawy (a więc i droższe), planuje z  kilkunastomiesięcznym wyprzedzeniem. Jej towarzyszką jest – o dziwo – koleżanka, z którą zna się od czasów studenckich, ale widuje sporadycznie. Tylko raz na kilka lat, lub przy okazji wspólnego wyjazdu – „Nie znoszę totalnego zwiedzania. Oglądania wszędzie wszystkiego. Latania od obiektu do obiektu. Szukam w nieznanych mi miejscach emocji, zdziwienia. Lubię patrzeć na ludzi od strony socjologicznej, spojrzeć na nich z boku. Lubię przyglądać się architekturze.  Nie przepadam za muzealnymi molochami. Nie mam do nich cierpliwości. Chętnie odwiedzam za to mniejsze muzea i galerie. Moją ulubioną jest paryska Orangerie z wielkoformatowymi Nenufarami Moneta.”

Poza Francją i Litwą, pani Alicja odwiedziła też kilka dużych miast: Berlin, Budapeszt i Brukselę oraz Turcję, Kretę, a ostatnio Tajlandię. W czerwcu wybiera się na Krym (wyjazd połączony z jogą, którą uprawia od kilku lat). Za dwa lata chciałaby z koleżanką od podróży, wyjechać do Nowego Jorku i na Florydę.

Dodać do tego należy zwiedzanie Polski, zwłaszcza jej południowych terenów. Ostatnio zachwyciła się Bieszczadami, gdzie była tylko raz i gdzie chciałaby jeszcze wrócić.

Uważa, że każdy powinien znaleźć sposób na oglądanie świata. „Wyjazd ma sprawiać przyjemność. Po to powinno się jeździć i zwiedzać, z mocnym naciskiem na szczególiki, nawet, jeśli tym przyjemnym szczególikiem ma być tylko zjedzenie lodów w kawiarnianym ogródku, przy jakiejś ciekawej ulicy. Szukać trzeba doznań i emocji. One zostają w pamięci najdłużej”. Co do tego, mam podobne zdanie, jak pani Alicja.

Mogłybyśmy tak rozmawiać długo, długo…..

Chętnie porozmawiałabym jeszcze na temat ulubionych lektur i filmów. Na to już nie starczyło czasu, ale nie mogłam ominąć tematu pięknego setera, Rocky’ego, którego Pani Alicja z mężem przywieźli ze schroniska. Ja, miłośniczka czworonogów, musiałam o niego zapytać. Ma „chłopak” niebywałe szczęście, że znalazł taki dobry dom i ludzi, którzy nie bali się go przygarnąć. To piękny i „wymagający” pies, który natychmiast przytulił się do mnie. Nie szczędziłam mu czułości. Kocham te stworzenia.

Dla mnie pisanie było zawsze przyjemnością. To mi zostało do dziś. Pani Alicja, jako pierwsza osoba uwierzyła w moje możliwości, we wczesnych latach podstawówki i wspierała mnie w pierwszych próbach pisarskich. Wiem, że gdyby nie rady i nauka dobrej nauczycielki, a jednocześnie prawdziwego fachowca, który do tego lubi to, co robi, moja pasja pewnie by się nie rozwinęła. Cieszę się, że mogłam na swojej drodze spotkać kogoś takiego, jak pani Alicja.

Dziękuję Pani Alicji za cierpliwość, poświęcony czas, wyrozumiałość, mnóstwo cennych informacji i rad. Wszystkim obecnym i przyszłym uczniom życzę, by na swojej drodze spotkali równie wspaniałych nauczycieli, jak ja spotkałam właśnie Panią Alicję.

Agnieszka Krizel

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook