1 listopada 2020

Czy skutki pożaru w Czernobylu odczuła… Tuchola?

3 min read

4 kwietnia w strefie wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej wybuchł pożar. Wstępnie ustalono, że było to podpalenie.  Po 10 dniach strażakom udało się zwalczyć otwarty ogień. Niektóre odcinki wciąż jednak się tlą. Polskie władze zapewniają, że ten pożar nie niesie zagrożenia dla naszego kraju. W tym przeświadczeniu utrzymuje nas Państwowa Agencja Atomistyki, która zapewnia o tym, że w związku z pożarem okolic elektrowni w Czernobylu żadnego zagrożenia dla Polski nie było i nie ma, wszystkie spekulacje na ten temat mają być w/g nich fałszywe. Czy na pewno?

Pan Artur jest tucholaninem, pasjonatem technologii XXI wieku, jego pokój to istne laboratorium, wykorzystujące nowoczesny sprzęt komputerowy, który obsługuje mnóstwo urządzeń peryferyjnych. Rozmieszczone w różnych miejscach detektory są zdolne do wykonania wielu czynności, które zwykle wykonują wyspecjalizowane instytucje. Pośród nich znajduje się sprzężony z potężnym komputerem dozymetr, który wykonuje pomiary co minutę. Sprzęt pracuje nieprzerwanie od roku. Dotychczas urządzenie zachowywało się spokojnie, nie rejestrowało większych zmian w promieniowaniu, aż do 16 kwietnia…

Urządzenie zareagowało, a na ekranie komputera pojawiły się pierwsze niepokojące wykresy.

16 kwietnia najwięcej anomalii dozymetr wykrył pomiędzy godziną 18:50 a 20:30, było to 10 skoków w przedziale od 10 do 30 µSv/h – relacjonuje pan Artur.

17 kwietnia od 11:00 do 13:00  było 5 w podobnych wartości, jak dnia poprzedniego i skoków, a o  21:12 odczyt brzmiał – 23uSv/h.

Sytuacja zmieniła się jeszcze o 22:39 i tutaj urządzenie odnotowało gwałtowny skok na 94uSv/h. Wcześniej miernik działał przez miesiące, bez takich akcji teraz mam odczyty rzędu 0.26uSv/h – dodaje badacz. Pan Artur zwrócił się do innych pasjonatów z portalu napromieniowani.pl, gdzie próbowano wykpić jego wyniki. Inni pasjonaci stwierdzili, że takie skoki są niemożliwe, a promieniowanie powinno wzrastać i spadać równomiernie.

Badacz z tymi opiniami się nie zgadza, ” nie w tym przypadku„, jak twierdzi.

W skali 14 dni.

A jak jest dzisiaj? – pytamy. Wszystko odczyty są w normie – pada odpowiedź.

Musimy zadać sobie kluczowe pytania, czy rzeczywiście nad naszym miasteczkiem pojawiło się coś niepokojącego, czy też mógł to być jakiś błąd systemowy, czy też detektora? Nasz rozmówca jest przekonany o tym, że sprzęt pracuje bardzo dobrze, a sytuacja nie była przypadkowa, jest przekonany, że problem zamieciono pod dywan, a oficjalny komunikat był grubą niestosownością służb państwowych.

***

26 kwietnia 1986 roku, w znajdującej się na terenie Ukrainy elektrowni jądrowej nastąpiło przegrzanie się reaktora, w wyniku czego doszło do wybuchu wodoru, i następującego po nim pożaru. Do atmosfery dostały się substancje promieniotwórcze, a wypadek uznano za największą katastrofę w historii energetyki jądrowej.

Skażenie objęło obszar o powierzchni około 140 tysięcy kilometrów kwadratowych, zajmujący tereny na pograniczu Rosji, Ukrainy i Białorusi. Chmura radioaktywnego pyłu rozprzestrzeniła się jednak na terenie całej Europy. Aż 350 tysięcy osób musiało być przesiedlone poza bezpośredni obszar katastrofy. To istny cud, że w trakcie likwidowania skutków wypadku tak niewiele osób poniosło śmierć. Nawet biorąc poprawkę na ówczesną dezinformację ze strony rosyjskich i zależnych mediów, bezpośrednie straty w ludziach były niewielkie.

Autor materiału brał udział w akcji udzielania pierwszej pomocy osobom, które znalazły się w rejonie działania radioaktywnej chmury, na terenie RP.


(mrf.)

Nazwisko rozmówcy do wiadomości redakcji.

 

 

 

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook