26 października 2020

Czy to była rosyjska prowokacja?

23 min read

Do tej chwili zbulwersowani jesteśmy aktem wandalizmu, którego dokonano na pomniku Armii Czerwonej przy ulicy Świeckiej w Tucholi.

Jednak nie do końca jesteśmy pewni tego, czy to zdarzenie było tylko wybrykiem czy też celową… prowokacją! Jakie są podstawy takiego stwierdzenia? Uszkodzenie pomnika odkrył portal Tucholanin.pl my byliśmy tam drudzy. O sprawie poinformowaliśmy policję, która przyjęła zgłoszenie i natychmiast zareagowała. wszystko wydarzyło się w nocy w Dniu Niepodległości. jakież było nasze zdziwienie, kiedy ledwie kilka godzin od publikacji materiału przez dwa portale (tucholanina i TOKiS-a) informacja została nagłośniona przez kanał telewizyjny powiązany ściśle z Kremlem – Russia Today /  Głos Rosji – The Voice of Russia. jest mało prawdopodobne, aby oba portale były monitorowane przez stację, a o przypadku mowy raczej być nie może. Czyżbyśmy mieli do czynienia z sytuacją wyjątkową? To możliwe.

Nie jest tajemnicą, że 17 000 sowieckich agentów zagnieździło się na terenie Polski, tuż po wycofaniu sowieckich wojsk. To armia, która teraz właśnie ma swój czas.

Oczywiście, jest raczej wątpliwe, aby skandalicznego czynu podczas tamtej nocy dokonał  ktoś obcy, ale jest możliwe, że sprawa ma podwójne dno, z wyjątkowym „wynagrodzeniem” w tle. Obyśmy się mylili.

Na naszych łamach prezentowaliśmy czas jakiś temu tekst poświęcony rosyjskim agentom. Przypomnijmy go…

17000 AGENTÓW OBCYCH PAŃSTW DZIAŁA NA NASZĄ SZKODĘ?

To zadziwiające, jak szybko ukręcono łeb tragedii smoleńskiej. Wszystko utknęło dokładnie tam, gdzie miało, czyli w nicości. Kolejne tematy zastępcze z wyborami w tle, spełniły swoje zadanie przekierowując polską świadomość w okolice propagandy i kolejnych organizacyjnych nonsensów. Jak to możliwe? Cóż, tajemnicą poliszynela jest fakt, że nad wszelkimi polskimi „prawidłowościami” czuwa 17000 agentów obcych państw. Wszelkie ruchy polityczne, gospodarcze i społeczne mają swoich kontrolerów, którzy doskonale wiedzą, jak postępować i działać na korzyść swoich mocodawców.

Pomimo tego, że ich dossier jest powszechnie znane, nie ma jakichkolwiek możliwości, aby tę grupę deportować. Kolejny nonsens polskiego piekiełka? Nic podobnego, całość przypomina strukturę sycylijskiej ośmiornicy, w wyjątkowej, bo powszechnie znanej wąskiej grupie osób ze świecznika. Wszystko oparte o wzajemne zależności, zdaje się być od lat nie do ruszenia. Czy te piramidalne informacje mogły stać się przyczynkiem do wielu zdarzeń z ofiarami z tle? To praktycznie pewne, powiązania świata politycznego, agenturalnego i przestępczego są ze sobą to nasza powszechna codzienność.

Każde kolejne próby odzyskania przez Polskę pozorów niezależności z góry zdane są na niepowodzenie. W takim razie, jaki sens ma dokonywanie jakichkolwiek wyborów? No właśnie, być może, dlatego tak powszechnym w naszym społeczeństwie jest pogląd, że „oni i tak zrobią, co chcą, a my nie mamy nic do gadania”. Być może, dlatego jest jak jest. Dzisiaj mamy pewność, że każdy polityk ubiegający się o jakąś kluczową funkcję w państwie jest otwarty na kontakt z wyborcą aż do chwili, kiedy uzyska mandat zaufania. Później wszystko wraca do normy, innymi słowy, wyborca jak zawsze pozostaje „dojną krową”, lub „idiotą, który zachowuje się jak baran przeznaczony na rzeź”.

Jakie to typowe, w takim razie czy istnieje ktoś, komu można zaufać, zwłaszcza w sferach politycznych? Pytaniem na pytanie, a czy faktem jest, że w ciągu najbliższych lat dojdzie do przebiegunowania naszej lichej planetki? O ile ta druga możliwość może się zdarzyć, tak w świecie życia publicznego nic się nie zmieni, dopóki nie dojdzie do deportacji tytułowych 17 000 agentów.

W taki razie, czy istnieje, choć cień nadziei, że znajdzie się ktoś, kto ukróci ten stan? Prawdopodobieństwo jest bliskie zeru, zwłaszcza, kiedy rozważania prowadzi się w cieniu ostatnich kamuflowanych przez media zdarzeń. Stając się po części niepoprawnym optymistą, prawy polityk, lub ich grono nie ma wg mnie większych szans na przeforsowanie swoich dążeń, ba, być może sam skazuje się na bolesny koniec. Historia lubi się powtarzać. Oczywiście to tylko czarny humor, daleki od rzeczywistości nawet wobec faktu, że polscy politycy korzystają już z zupełnie innych, bardziej bezpiecznych środków transportu. Nie wpadajmy jednak w samozachwyt, wypadki są czymś „normalnym”, zwłaszcza obecnie.

Wzorem tragicznej, historycznej przeszłości Polski tkwimy osamotni, wbrew obietnicom sojuszników na zaludnionej wyspie otoczonej zewsząd rekinami. Od lat podejmowane są próby pojednania z naszymi sąsiadami. Każdy kolejny rząd roztacza przed nami parasol bezpieczeństwa, który jak się okazuje chwilę później jest potwornie dziurawy. Wszelkie porozumienia podejmowane są na szczeblach władzy. Poszczególne społeczeństwa patrza na ten proces niezwykle uważnie i wyrabiają sobie adekwatne do sytuacji zdania. W większości sa one niepochlebne, lub zmanipulowane. Ten proces również jest nadzorowany przez agentów, którzy przez chwilę zmieniają skórę i stają się pospolitymi podżegaczami.

Niekoniecznie musza to być ludzie, którzy są przybyszami, wspomniane osoby są rekrutowane tutaj w Polsce, choć szkolone zupełnie gdzieś indziej.

Istnieje szereg starych powiedzeń, które charakteryzują…, nazwijmy ich po imieniu – Niemców, Rosjan, Czechów, są one jednoznaczne, stawiają wymienionych w jednym tylko świetle – wrogów i trudno będzie ten stereotyp zwalczyć. Trudno uważać kogoś, kto od wieków niszczył, palił i mordował za „nawróconego” przyjaciela.

Swego czasu, bardzo pilnie śledziłem procesy norymberskie, gdzie ukazano całe okrucieństwo Niemców. Biorąc nawet pod uwagę tamten czas i warunki polityczne, dowody przedstawione przez oskarżycieli udowadniały fakty, od których po latach, jeszcze dzisiaj jeży się włos na głowie.

Podobne procesy powinny odbyć się z udziałem okupanta – strony sowieckiej. Czasami oczyma wyobraźni widzę wagę z dwiema szalami, na których hipotetycznie kładę winy i okrucieństwa obu wrażych stron. Owa waga nie porusza się. W efekcie, zawsze tkwi w pozycji równowagi. Jesteśmy otoczeni przez wrogów, którzy nie musza używać przemocy, nie potrzeba im dzisiaj dział, dekretów, ukazów, dzisiaj wystarcza im broń masowego rażenia – pieniądz. To właśnie on reguluje zasadność umieszczania w Polsce agentur, których zadaniem jest kontrola nie tylko nastrojów, ale być może stricte osobowa.

Być może mnogość ostatnich, tajemniczych śmierci wśród ludzi z „polskiego świecznika”, nie jest przypadkową. Przed nami wybory, niezwykle istotne przedsięwzięcie, które przez kolejne lata będą miały wpływ na życie przeciętnego Polaka. Nie wierzę, aby jedynie słuszna opcja nie miała cichych „wspomagaczy”, którzy zrobią absolutnie wszystko, aby wykluczyć oponentów, opozycję.

Oczywiście pozostaje kwestia techniczna, jednak agenci są doskonale przygotowani do podobnych przedsięwzięć. Mają kapitalne źródła wiedzy i szerokie kontakty, wśród decydentów. Ci ostatni zdają sobie sprawę prędzej, czy później z tego, że zostali wykorzystani za swoim przyzwoleniem, za podobne usługi płaci się albo złotem, albo otrzymuje się porcję ołowiu w głowę. Czasami trzeba poświęcić dziesiątki istnień ludzkich, aby wywrzeć presję na milionach. Agenci doskonale wiedzą, jak każdy niepokój wykorzystać, a następnie przekuć na sukces swojego mocarstwa.

Nikt agenturalności nie ma wypisanej na twarzy, wiemy jednak z całą pewnością to, że „Wielki Brat”, dyszy nam na ramieniu, kiedy nadejdzie pora, nie zawaha się nawet przez chwilę – zada zdecydowany cios.

Zegar już tyka…

____________________

Mariusz R.Fryckowski

***

Dlaczego właśnie Tuchola? To dość znamienne z powodu tego, że obecna propaganda rosyjska kontynuuje akcję dezinformacyjną dotyczącą dawnego obozu jenieckiego, który był właśnie u nas. Propagandyści powiązani z Kremlem opracowali pewien tekst, który prócz tego, że mija się z prawdą, to jeszcze posiada tytuł, który zasługuje na ostrą reakcję polskiego MSZ. Poznajmy całość…

 

 

 

 

Русская „Катынь” в Тухоле 

На месте бывшего концлагеря для военнопленных советско-польской войны 1919-1921 гг. — цементный завод, неподалёку — канализация. Предполагается, что в братских могилах в лесу похоронено 22 000 человек. Даже спустя 90 лет они не знают покоя…

…«Лагерь в Тухоле — это землянки, в которые входят по ступенькам, идущим вниз. По обе стороны — нары, где пленные спят. Отсутствуют сенники, солома, одеяла. Нет тепла из-за нерегулярной поставки топлива. Трагичнее всего условия вновь прибывших: их перевозят в неотапливаемых вагонах, без соответствующей одежды, люди холодные, голодные и уставшие… После такого путешествия многих отправляют в госпиталь, а более слабые умирают». Эта запись — выдержка из доклада Натальи Крейц-Вележиньской — представителя польского Красного Креста. В декабре 1920 года женщина посетила концентрационный лагерь для пленных красноармейцев в Тухоле (городок на севере Польши) и пришла в ужас от условий содержания людей. Немудрено. Если верить донесению, направленному 1 февраля 1922 года военному министру Польши начальником II отдела Генштаба подполковником Игнацием Матушевским, лишь в одном этом лагере за пару лет от голода и болезней погибли 22 тысячи (!) граждан Советской России…

…Приехав в Тухолю, я очень долго искал ТО САМОЕ кладбище. В городе никто о нём не знает. Сначала указали на монумент польским солдатам у костёла, затем отправили в центр, к обелиску со звездой. Лишь с третьего раза я оказался за городом, на опушке леса, и… да, увидеть такое я не ожидал. На зубах хрустит пыль, воздух сотрясает грохот бетономешалок, окрестности завалены грудами строительного мусора: на месте бывшего концлагеря расположился цементный завод. Как поведала польская журналистка Малина Бланьска, рабочие жалуются — до сих пор, копая землю, они натыкаются на груды человеческих костей. В другой стороне, примерно в сотне метров, — канализация, куда сливаются сточные воды и нечистоты. Массовые захоронения умерших пленных от производства цемента отделяет хлипкий заборчик; и власти считают, что это нормально.

— Я не понимаю, чем тут можно быть недовольным! — Збигнев Краецкий, инспектор мэрии Тухоли, отвечая на мой вопрос, нервничает — у него трясутся руки. — Вы просто не видели, в каком состоянии это кладбище было совсем недавно! Могилы заросли сорняками, надгробные камни разбросаны. Сейчас мы выделяем на поддержание этого места 7000 злотых (около 70 000 рублей) в год — расчистили, установили табличку, венок положили! Нечистоты рядом? Они ничуть не рядом! К нам приезжал российский посол, и он не выразил никакого протеста. Пан, в чём же тогда дело?!

Збигнев спешно рисует на бумаге схему, доказывая мне, что стоки от канализации не должны попадать на кладбище. Насчёт «цементного завода на костях» он пожимает плечами: «Его построили в семидесятых годах. Тогда власти СССР не замечали этих могил — дабы не навредить отношениям с Польшей. А Польша их тем более не замечала».

Советско-польская война разразилась в 1919 году. После ухода кайзеровской армии поляки начали захват земель в Белоруссии и на Украине: целью было «восстановление Польши в границах 1772 года», по плану Юзефа Пилсудского. Вскоре наступающих отбросили назад — Красная армия продвинулась к Варшаве. Но битва за польскую столицу закончилась для РСФСР полным разгромом и хаотичным отступлением. Осенью 1920 года в плен попали 65 000 красноармейцев, а всего в руках поляков оказались 130 000 бойцов РККА. Их разместили в целой сети концлагерей — в упомянутой Тухоле, Стршалково, Лукове, Вадовице, Белостоке и Бресте. Пленных почти не кормили, не оказывали медицинской помощи: мороз и эпидемии быстро сделали своё дело. Отчёт госпитальных служб тухольского концлагеря свидетельствует: «С февраля 1921 года до 11 мая того же года зарегистрирован 2561 смертный случай, за три месяца погибло не менее 25% общего числа пленных, содержавшихся в лагере» — люди умирали от голода, брюшного тифа, обморожений. Трупы зарывали в ямах. Условия в других лагерях были ещё хуже. Генерал Хордыньский-Юхнович, посетивший Белосток, писал в отчёте: «Русские пленные покрыты лохмотьями: прижимаются друг к другу, пытаясь согреться. В воздухе стоит смрад от больных дизентерией и гангреной, развивающейся в опухших от голода ногах». В брестском лагере ежедневно умирали сто красноармейцев, а самой страшной стала зима на стыке 1920-1921 годов, когда от морозов погибли тысячи лагерных обитателей. 9 сентября 1921 года нарком иностранных дел Чичерин направил Польше ноту, в которой обвинил польские власти в смерти 60 000 (!) военнопленных из РСФСР.

Братские могилы на месте концлагеря в Тухоле заросли травой, но сохранились — огромные продолговатые насыпи, уходящие вглубь леса. Они ничем не огорожены — к кладбищу идёшь по кривой тропинке среди деревьев. Да и кладбище ли это? Расчищена площадка, пара десятков белых столбиков с надписью «Русский», с датой — 1920/1921 плюс табличка на польском: «Тут похоронены пленные большевики из России». И всё. Ни единого имени, всё обезличено… Но самое главное — нет объяснения, что именно стало причиной смерти этих людей. Неудивительно. Польские власти до сих пор не признали ответственность режима Пилсудского за массовое умерщвление безоружных пленных и не принесли извинений. Слева грудой свалены старые кладбищенские надгробия. Как сообщил один из рабочих, у города не было денег их вывезти — так тут и оставили. Сколько в этой земле скелетов? Никто не хочет считать. В Польше объявили, что гибель российских пленных в концлагерях — это «большевистская пропаганда».

— То, что в Тухоле умерли 22 000 россиян, не подтверждается архивными документами, — объясняет мне Ежи Шванковский, глава службы геодезии областного управления. — У нас есть списки с именами похороненных красноармейцев. Там — около двух тысяч человек, то есть в десять раз меньше, чем в письме офицера польского Генштаба. Разумеется, и это трагедия. Но я считаю — пленных не убивали специально. После революции 17-го года всюду царил голод, бушевали эпидемии — и Польша не была исключением. Еды и медикаментов не хватало для поляков, власти не рассчитывали на такое число пленных.

Между тем списки умерших в Тухоле составлял лагерный священник. Но, по его собственному признанию (оно также сохранилось в архивах), он не отпевал большевиков. Другие источники указывают — в первые полгода существования лагерей в Польше статистика вообще не велась. Многие пленные погибали во время транспортировки, их доставали из вагонов уже мёртвыми и зарывали тут же. «Списки явно неполные — большинство большевиков были простыми крестьянами: они не имели даже документов, а не то что солдатских жетонов, — считает Мачей Вишневский, обозреватель польского еженедельника «Nie». — Можно с уверенностью сказать, что здесь лежит больше людей… хотя бы потому, что все могилы — братские. Я уверен, ответственность за смерть красноармейцев лежит на начальниках концлагерей — власти Польши как раз хотели показать имидж гуманного государства, но тыловые офицеры просто упивались своей властью и вседозволенностью, подвергая русских мучениям».

На цементном заводе Тухоли хорошо осведомлены, что их бизнес находится на кладбище. Когда я сослался на слова сотрудников о костях, которые находят на месте работ, менеджер Камиль Хоффман ответил — он не может ничего комментировать, ибо недавно занял свою должность.

— Вам понравилось, если бы цементный завод построили на могилах Катыни?

— Полагаю, что нет. Но… извините, завод стоит здесь довольно давно. И в случае чего снести его сейчас невозможно — это частное владение. Хотя я вполне понимаю ваши ощущения, и, поверьте, мы делаем всё возможное, чтобы не навредить кладбищу. Я с уважением отношусь к чувствам россиян и покою тех, кто тут у нас похоронен.

«Цементный завод? Нечистоты? Мы и так тратим кучу денег на памятник вашим солдатам, убитым в 45-м году, — откровенно заявил мне один из жителей Тухоли. — Почему нам должно быть дело до мёртвых русских?» Вопрос: «А почему нам есть дело до мёртвых поляков?» — поставил его в тупик. Да, это уже стало нормально: мы должны всем, а вот нам — никто. Мемориал в память убитым НКВД польским офицерам в Катыни строили два года, у него есть и свой сайт в Интернете, музей проводит экскурсии — по цене 400 рублей с человека. В Польше процветает настоящий культ Катыни — траурные мероприятия каждый год, переименования улиц, речи с трибун. Тут — ничего. Только кости под деревьями да скромная табличка. Тысячи (если не десятки тысяч) наших пленных покоятся в Тухоле между цементным заводом и канализационными стоками.

— Я против того, чтобы устраивать «войну могил», — говорит журналист Мачей Вишневский. — Мы бесконечно обвиняем Россию, Россия обвиняет нас — это путь в никуда. Но, когда я смотрю на эти захоронения в таком виде, мне по-человечески неприятно… Польша обязана позаботиться о кладбище в Тухоли и показать — мы не только уважаем своих мёртвых, но также проявляем уважение и к чужим.

…А теперь подведём итоги. С «милым» отношением нынешних властей Польши к России и их позицией относительно непогрешимости поляков всё понятно. Но по большей части состояние братской могилы в Тухоле — это вина нас самих. Сначала мы не хотели обижать друзей из ПНР, а потом попросту забыли о тех костях. Кто-то скажет: а стоит ли вспоминать? Они — большевики, они пришли с оружием на чужую землю. Но в России открыто 20 немецких кладбищ — в том числе и на Курской дуге, где похоронено 40 000 солдат вермахта: с мраморным крестом, венками и обелиском. Следует ли спустя 90 лет спорить, во что верили люди, чьи кости сейчас выкапывают на цементном заводе? Отвечу. В романе Юлиана Семёнова «Пароль не нужен» есть сцена, где после битвы под Волочаевкой по полю идут красноармейцы — считают тела убитых: «Наш. Белый. Каппелевец. Наш. Белый». Кто-то резко прерывает их и говорит: «ХВАТИТ. ОНИ ВСЕ РУССКИЕ»…

Михаил Горбачёв в 1990 году принёс извинения Польше за расстрел НКВД тысяч польских офицеров в Катыни. Потом то же самое сделал Борис Ельцин. Недавно Дмитрий Медведев осудил «акт жестокости в Катыни», а Госдума приняла постановление, где вина за это возлагалась на Сталина и его приспешников. Может все таки Президенту Республики Польша стоит открыть новую страницу в отношениях России и Польши и показать свою добрую волю, признав массовую гибель российских военнопленных во время войны 1919-1921 гг. и убрав цементный завод с места, где располагался концлагерь Тухоля? В отношениях России и Польши не должно быть «односторонних» движений, мы обязаны вести открытый разговор о белых пятнах в нашей истории. В свою очередь руководство РФ, прежде чем посыпать голову пеплом, может нужно было бы создать достойный мемориал в Тухоле, где лежат тысячи наших сограждан и озвучить их имена?

Источник

http://www.great-country.ru/articles/sssr/revoljucija/00022.html

Powraca sprawa sprzed kilku lat, kiedy podobne „poglądy” prezentowano w rosyjskich mediach i dodatkowo próbowano łączyć je z tym, że rzekomo strona polska nie dba o cmentarze poległych Rosjan. Pojawiły się komentarze, a nawet nagrania, których dokonywano na terenie naszego miasteczka.

Jako formę protestu w naszej witrynie pojawił bardzo ważny tekst…

SOWIECKA PROPAGANDA WEŹMIE NA CELOWNIK TUCHOLĘ? POLSKI OBÓZ KONCENTRACYJNY W TUCHOLI? TO KOMPLETNA BZDURA!!!

Minister kultury Rosji Władimir Medinski zapowiedział kontynuowanie przedstawionej przez Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne inicjatywy dotyczącej budowy w Krakowie pomnika jeńców bolszewickich z wojny lat 1919-21. Wcześniej pomysł budowy pomnika, o którym poinformowały tydzień temu rosyjskie media, szef polskiego MSZ Grzegorz Schetyna określił jako „oczywistą prowokację”. Skrytykował go też prezydent Krakowa.

 

Sowieci powracają do tematu, który przeanalizowałem dawno temu. Przypomnijmy go sobie…

Sowiecka propaganda  Reportaż trwa cztery i pół minuty i pojawił się w głównym wieczornym programie informacyjnym państwowego Kanału Pierwszego. Jak podaje RMF FM, w materiale oskarża się Polskę o celową likwidację jeńców czerwonoarmistów po wojnie w 1920 roku.

Materiał miał być zaplanowany, zanim wybuchł skandal z tablicą w Strzałkowie.

 

15 maja, tj. w niedzielę, w Strzałkowie na obelisku upamiętniającym 90. rocznicę odzyskania niepodległości ktoś umieścił tablicę w języku rosyjskim, głoszącą, że „tutaj spoczywa 8000 radzieckich czerwonoarmistów, brutalnie zamęczonych w polskich »obozach śmierci» w latach 1919-1921″.

Po tym zdarzeniu pojawiły się opinie, że dziennikarze rosyjscy – którzy pierwotnie mieli przyjechać do Strzałkowa w czwartek – mogli celowo odłożyć swoją wizytę.

Umieszczona na obelisku w Strzałkowie tablica, jako zawieszona nielegalnie, została decyzją wojewody wielkopolskiego zdemontowana.

W materiale, wyemitowanym w rosyjskiej telewizji, mówi się „nieludzkich warunkach przetrzymywania ludzi w obozach koncentracyjnych”, co ma też wynikać z „oficjalnych polskich dokumentów”.

Padło również stwierdzenie, że „na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Tucholi nazwanego jeszcze w latach 20-stych obozem śmierci, pochowano około 2 tysięcy osób. Według innych danych, znacznie więcej”. W reportażu – relacjonuje RMF FM – jest też mowa o torturach stosowanych w polskich obozach koncentracyjnych.

W materiale mówi się ponadto o 10 tysiącach zmarłych jeńców więcej niż twierdzą polscy historycy (20 tys.).

– Polacy, chociaż według traktatu ryskiego z 1921 roku byli zobowiązani przekazać nam listy zmarłych, nigdy tego nie zrobili. Nie wiem, wedle jakich kryteriów liczą oni te 18-20 tys. – mówi w materiale prof. Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego Giennadij Matwiejew. Przytaczana jest również wypowiedź polskiego historyka Waldemara Rezmera, który przekonuje, że niektórzy rosyjscy historycy mają dziwne podejście do problemu jeńców z Armii Czerwonej i wielu z nich nie budzi zaufania.

Obóz pod Strzałkowem został zbudowany przez Niemców na przełomie 1914/1915 dla jeńców z frontów I wojny światowej. W 1919 r. zaczęli tam trafiać jeńcy rosyjscy z frontu wojny polsko-bolszewickiej.

W wyniku podpisania pokoju w Rydze (1921 r.) między Polską a Rosją obóz w Strzałkowie został przekształcony w miejsce internowania. Obóz oficjalnie zamknięto w 1924 r., a internowani żołnierze otrzymali status emigrantów politycznych. Na miejscowym cmentarzu pochowanych jest około 8000 więźniów różnych narodowości.

Materiał filmowy z Rosji – klik

Onet.pl

 

DRODZY PAŃSTWO! MAMY DO CZYNIENIA NIE Z OBOZEM KONCENTRACYJNYM, A JENIECKIM!

O tej sprawie pisaliśmy kilka lat wcześniej, przypomnijmy ten tekst.

 

А.Р. МОХОЛЯ: ZADRUTNIKI*. Z HISTORII EMIGRACJI ROSYJSKIEJ W POLSCE (1919-1945)

Historia emigracji rosyjskiej w Polsce okresu międzywojennego nie została dotąd poznana i opracowana w stopniu pozwalającym na powstanie tekstu, bądź zespołu tekstów, które w możliwie najpełniejszym stopniu obejmowałyby szeroki wachlarz zagadnień związanych z problematyką rosyjskiej diaspory w Polsce. Prócz nielicznych prac Franciszka Sielickiego[1] – swego rodzaju pioniera w tej dziedzinie – oraz kilkunastu większych prac opublikowanych w ciągu ostatnich kilku lat,[2] w polskiej bibliografii tematu próżno jest szukać czegoś więcej. Dlatego też wrażenie, iż na temat tej części rosyjskiej emigracji 1917 roku, która znalazła schronienie w Polsce wiemy w najlepszym wypadku niewiele, jest wrażeniem jak najbardziej uzasadnionym.

W porównaniu z pracami naukowców europejskich i amerykańskich, podejmujących omawianą problematykę polscy historycy i slawiści pozostają niestety daleko w tyle (wystarczy przywołać tu osiągnięcia naukowców czeskich, czy serbskich). Niewątpliwie złożyło się na ten stan rzeczy szereg obiektywnych pozanaukowych przyczyn, które jednak z perspektywy dzisiejszego dnia nie mogą służyć usprawiedliwieniem potężnej luki w wiedzy o nie tak odległej przecież historii.

W pracach obcojęzycznych, podejmujących problematykę rosyjskiej diaspory w stopniu bardziej ogólnym, europejskim, nader często można spotkać się z opinią, iż Warszawa – stolica polskiej części rosyjskiej emigracji tzw. pierwszej fali – była małym, w sensie biednym kulturalnie i naukowo, centrum rosyjskiej diaspory w Europie, w którym nie działo się nic i w zasadzie nie warto poświęcać mu większej uwagi (co też jest na ogół zasadą tychże prac)[3]. Warszawa niewątpliwie nie mogła i nie może konkurować pod tym względem z Paryżem, Pragą czy Berlinem. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę emigrantów rosyjskich w Polsce (waha się ona w granicach 100-120 tysięcy osób; dla porównania w Czechosłowacji liczbę emigrantów szacuje się na maksymalnie 25 tysięcy), czy też liczbę tytułów emigracyjnych gazet i czasopism wydawanych w II Rzeczypospolitej [4], trudno pogodzić się z przytoczoną powyżej opinią. Lecz tym trudniej jest przedstawić argumenty świadczące o przeciwnym wyglądzie rzeczy. Nazwiska Fiłosofowa, Arcybaszewa, Sawinkowa, czy też przelotnie goszczących w Warszawie Mereżkowskiego i Gippius nie wywołują oczekiwanego rezultatu. Brak jest bowiem szerzej znanych faktów o emigracji rosyjskiej w Polsce jako całości, a nie o jej kilku zaledwie bardziej znanych przedstawicielach. Wydaje się, iż najlepszym sposobem na przezwyciężenie trwającej zapaści jest sięgnięcie do wszelkich możliwych źródeł na interesujący nas temat oraz skoordynowanie podejmowanych lub już podjętych badań. Pierwsze możliwe jest w wymiarze jednostkowym, drugie wymaga podejścia zespołowego, ścisłej współpracy naukowców, płynnej wymiany informacji. Warto przy okazji dodać, iż wartość podjętych wysiłków zostałaby oceniona w znacznie szerszym, europejskim kontekście.

Zamiarem niniejszej pracy jest zwrócenie uwagi na nieznaną zupełnie, bądź znaną niewielu kartę historii emigracji rosyjskiej w Polsce, jaką jest życie Rosjan (i przedstawicieli innych narodów byłego Imperium Rosyjskiego) internowanych w polskich obozach w latach 1918-1924.[5] Wielu z nich, po wyjściu z obozu osiedliło się na stałe w Polsce, aktywnie uczestnicząc w życiu rosyjskiej emigracji, część stała się później obywatelami niepodległego państwa polskiego, współdecydując o jego przyszłości. Szereg miast, w granicach lub w pobliżu których istniały obozy dla jeńców i internowanych (Warszawa, Kalisz, Toruń, Poznań, Bydgoszcz i in.), stały się po roku 1924 ośrodkami rosyjskiej diaspory w Polsce.

W wyniku działań wojennych 1914-1918 roku setki tysięcy Rosjan znalazło się w niewoli państw Trójprzymierza, głównie na terytorium Niemiec (ich liczbę ocenia się na około 1,2 miliona osób!) i Austro-Węgier.[6] Od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy jeńców rosyjskich rozmieszczonych zostało w obozach jenieckich znajdujących się na terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, które po 1918 roku znalazły się na terytorium młodego państwa polskiego i podlegały polskiej jurysdykcji (MW, WSW). Następna fala internowanych przypada na przełom lat 1918/1919 – niezwykle pogmatwany okres w historii dwudziestowiecznej Rosji – kiedy to pod naporem bolszewików następuje stopniowe, lecz nieodwracalne załamanie się frontu, tworzonego przez wojska generałów Denikina, Judenicza, Wrangla i innych. Tragicznym finałem wojennych wydarzeń stała się klęska barona Wrangla na Krymie i początek niebywałych rozmiarów exodusu Rosjan, kierujących się ze wszystkich niemal stron Rosji na zachód Europy, Daleki Wschód, do Ameryki.

Początków intensywnego uchodźstwa Rosjan do Polski należy zatem upatrywać w 1919 roku. Przede wszystkim byli to żołnierze oddziałów zachodniego i północno-zachodniego frontu, cofający się przed armią bolszewicką i zmuszeni przekroczyć granicę państwa polskiego. W ciągu wojny polsko-bolszewickiej do polskich obozów jenieckich napłynęła także fala wziętych do niewoli czerwonoarmistów, rozmieszczanych zazwyczaj w izolacji od internowanych w latach wcześniejszych. Większa część internowanych czerwonoarmistów powróciła do Rosji sowieckiej po podpisaniu pokoju ryskiego, część jednak pozostała w Polsce dobrowolnie, zasilając szeregi nie tylko polskiej części diaspory. Prócz żołnierzy napłynęła do Polski także trudna do oszacowania liczba ludności cywilnej, zarówno tej rdzennie rosyjskiej, jak również mieszkańcy zachodniej Białorusi, Ukrainy oraz Litwy. W wielu przypadkach przynależność etniczna emigrujących do Polski mieszkańców dawnego Imperium Rosyjskiego nastręcza niestety oczywistych problemów.

Mówiąc o żołnierzach rosyjskich internowanych w Polsce musimy zdać sobie sprawę z tego, iż często, a nawet w przeważającym stopniu byli to ludzie młodzi, przede wszystkim studenci rosyjskich szkół wyższych, którzy zostali powołani do obrony monarchii w pierwszych dniach działań wojennych na frontach I Wojny Światowej oraz ci, którzy dobrowolnie zaciągnęli się do wojska po wybuchu rewolucji bolszewickiej 1917 roku. Wśród internowanych nie brakowało również maturzystów, uczniów szkół średnich i realnych, a także szesnasto- i siedemnastoletniej młodzieży. Działania wojenne oraz przewrót bolszewicki przerwały ich naukę, w licznych przypadkach odebrały domy i rodziny; wielu z nich, trafiając do Polski miało za sobą żmudną, kilkuletnią drogę, którą przebyli walcząc na najprzeróżniejszych frontach I Wojny Światowej i wojny domowej w Rosji. Dla przykładu znakomita część internowanej w Polsce dywizji generała Peremykina składała się ze studentów młodszych lat oraz świeżo upieczonych absolwentów gimnazjów i liceów. Wśród nich dominowali mieszkańcy północno-zachodniej Rosji. W polskich obozach upływała zatem nadal najlepsza część życia młodych nasto- i dwudziestolatków, których wojna pozbawiła niemal wszystkiego, pozostawiając im szczęśliwie to, co najcenniejsze – życie.

Internowani w Polsce Rosjanie byli rozmieszczeni w dwudziestu jeden, z co najmniej dwudziestu czterech istniejących w różnym czasie obozów, porozrzucanych na terytorium całego niemal kraju.[7] Niektóre z nich dość prędko zlikwidowano, a znajdujących się tam Rosjan przerzucono pośpiesznie do innych. Bodaj najbardziej znanym obozem, w którym znajdowali się rosyjscy żołnierze oraz część ich rodzin był obóz w Skalmierzycach-Szczypiornie. W obozie tym formowane były tzw. Oddziały Sawinkowa, które miały stanąć u boku polskiej armii w walkach z bolszewikami. W 1920 roku znajdowało się w nim ponad 4.500 ludzi, rozmieszczonych w stu-kilkudziesięciu barakach o wymiarach 30×20 m; ustawiono w nich cztery rzędy czteropiętrowych prycz.[8] W obozie funkcjonowała utworzona przez byłych pedagogów i studentów szkoła podstawowa, działał chór, orkiestra muzyki rosyjskiej, scena teatralna. Wydawano również pismo kulturalno-literackie За Проволокой – Литературно-художественный сборник [9] pod redakcją Andrieja Rudina.[10]

W obozie Strzałkowo znajdowali się natomiast czerwonoarmiści, wzięci do niewoli podczas wojny polsko-bolszewickiej. Po podpisaniu pokoju ryskiego rozpoczęto organizację powrotu żołnierzy do Rosji sowieckiej. Obóz ten zlikwidowano oficjalnie dopiero w 1923 roku, lecz jeszcze rok później znajdowało się tam około 90 internowanych.[11]

W obozie Różanach (w większości rosyjskich periodyków spotykana jest forma Рожаны zamiast Ружаны) znajdowali się internowani żołnierze III Dońskiego Pułku kozackiego oraz trudna do oszacowania grupa cywilów (w 1921 roku 822 ludzi). Na temat obozowego życia wiemy niestety niewiele. Ukazywało się tam pismo Дон, którego redaktorem był Aleksander Turincew.[12] Obóz zlikwidowano najprawdopodobniej w 1920 roku, wkrótce po przerzuceniu internowanych do obozu w Ostrowie Łomżyńskim-Komorowo.[13]

W Toruniu rozmieszczono internowany IV Doński Pułk Kozacki esauła Frołowa. Istniało tu prężne koło teatralne, wystawiające między innymi Дни нашей жизни Leonida Andriejewa, На бойком месте Ostrowskiego oraz szereg innych utworów dramatycznych, w tym, najczęściej niewielkie formy dramatyczne autorstwa internowanych studentów. Wydawano tu również pismo Донской Казак, działał kozacki chór. Obóz zlikwidowano około 21 sierpnia 1921 roku, po przeniesieniu internowanych do wspomnianego obozu w Ostrowie Łomżyńskim-Komorowo.[14]

Nie sposób powiedzieć ilu dokładnie Rosjan przebywało w Ostrowie Łomżyńskim (obóz Nr 14), zanim przerzucono tam wspomniane oddziały z obozów w Toruniu i Różan. Wiadomo, iż wydawano tu dwutygodnik Казак. Obóz zlikwidowano około 3 listopada 1921 roku po przeniesieniu wszystkich internowanych do obozu w Tucholi.[15]

Do mniejszych skupisk uchodźców i żołnierzy rosyjskich internowanych w Polsce należały obozy w Kaliszu, Płocku, Radomiu i Poznaniu. W Kaliszu jeszcze w roku 1924 znajdowało się około 40 osób, pracujących w zakładach rzemieślniczych. W pozostałych obozach przebywało: w Płocku 334 ludzi, głównie cywilów,[16] w Radomiu 475,[17] a w Poznaniu około 600 uchodźców z rejonów Berezy i Bobrujska.[18]

Największym i bodaj najdłużej funkcjonującym obozem jenieckim, w którym znajdowali się Rosjanie był obóz w Tucholi. Założony jeszcze przez Niemców przeszedł w polskie ręce w styczniu 1920 roku wraz z wkroczeniem wojsk polskich. Nie sposób powiedzieć ilu dokładnie Rosjan znajdowało się wtedy w obozie. Niemieckie rejestry więźniów albo zostały wywiezione przez dawnych lub nowych gospodarzy tych terenów lub po prostu zniszczone.

Obóz w Tucholi (obóz No. 7) funkcjonował przynajmniej do końca 1923 roku; rok później został definitywnie zlikwidowany i rozebrany [19]. W latach 1920-1924 znajdowali się tam przede wszystkim internowani żołnierze byłej trzeciej armii, tzw. Bałachowcy, żołnierze oddziałów halickich, Pierwsza Dywizja Strzelców Kozackich oraz trudna do oszacowania liczba ludności cywilnej – rosyjskojęzyczni uchodźcy z terenów objętych walkami w czasie wojny polsko-bolszewickiej, rodziny internowanych oficerów, emigranci. Po 20 sierpnia 1920 r. dotarły tu także transporty jeńców bolszewickich, wziętych do niewoli po bitwie pod Warszawą. W 1921 roku przyłączono do nich wspomnianych już żołnierzy z oddziałów internowanych w Ostrowie Łomżyńskim-Komorowo. [20]

Życie w obozie w Tucholi nie było godne pozazdroszczenia: drewniane baraki z podłogą w wykopanym w ziemi dole, błoto, wilgoć; wszystko otoczone kolczastym drutem i wieżami wartowniczymi. W tej oazie kwitło jednak normalne, zwyczajne życie. Istniały tu aż cztery grupy teatralne, Związek Działaczy Kulturalno-Oświatowych, przy którym założono Związek Studentów Rosyjskich,[21] komisja lekarska, Związek Inwalidów Wojennych, biblioteka naukowa (w roku 1922 licząca około 400 woluminów); swoją siedzibę miała tu również filia amerykańskiej organizacji charytatywnej YMCA (w 1920 r. sekretarzem był Amerykanin nazwiskiem Ariston; w 1921 – Ruby). Życie duchowe i religijne koncentrowało się wokół obozowej cerkwi, którą kierował ojciec Wielikanow.[22] W obozie ukazywały się gazety Новое слово – орган демократической мысли, dodatek literacki Заря oraz, od 1922 roku, Живое слово. Pierwsze dwa tytuły ukazywały się w formie powielanych rękopisów, ostatnie w formie maszynopisu. Ich redaktorami byli niezmiernie wspomniany już Wielikanow oraz wykazujący dużą aktywność dziennikarską, poetycką i naukową – Nikołaj Barteniew.

Przeglądając tucholskie tygodniki nie sposób zwrócić uwagi na ich kulturalno-literacki charakter. Prócz artykułów programowych, mających na celu umacnianie świadomości narodowej i politycznej internowanych, tekstów na temat bieżących wydarzeń obozowego życia, numery Nowego Słowa, Zari i Żywego Słowa zawierały drobną eseistykę historyczną (głównie z historii duchowości i kultury rosyjskiej) oraz poezję tworzoną przez samych internowanych. Rzadziej spotkać można niewielkie teksty prozatorskie.

Przyjrzyjmy się nieco dokładniej poezji Zadrutników. Poezja ta nie zawsze charakteryzuje się wyszukaną formą, językiem, często zdradza braki warsztatowe autorów, którzy w trudnych chwilach chwycili za pióro, by wyrazić to, czym изстрадалась, измучилась грудь. Poezję Zadrutników odczytywać należy raczej jako dokument historyczny i świadectwo prawdy o trudnych i zagmatwanych losach diaspory rosyjskiej w Polsce okresu międzywojennego.

Czytając utwory internowanych Rosjan mimowolnie narzuca się ich wyraźny podział tematyczno-nastrojowy. Z jednej strony są to wiersze pełne ironii, sarkazmu, w szczególnie złośliwej tonacji skierowane przeciwko znienawidzonej Sowdepii i bolszewizmowi; z drugiej, melancholijna liryka o tematyce wspomnieniowej i refleksyjnej, zwykle bardzo osobista i metaforyczna. Jednym z charakterystycznych i najczęściej pojawiających się motywów tej poezji jest wizja powrotu oraz sytuacja spotkania:

Я не знаю, как живете.
Мне хоть трудно, но живу.
Знаю, что меня вы ждете
– Ждите, милые, приду!

Перед вами, как из гроба,
Неожиданно, как тень
Я явлюсь к вам, дорогие
Чтобы слезы осушить…[23]

Od tego modelu odbiega w sposób wyraźny wiersz Вызов (anonimowy, z dopiskiem Комарово, 1921 г.):

К вам, жадным палачам, томящимся
У ветхого разрушенного трона
И мнящим возродить поверженное в прах
К вам жадным себялюбцам и тиранам
Направлен вызов мой!
Там, где недавно вы безумно пировали
Встал волей угнетаемый народ,
Сорвал позорные оковы и далеко
Отбросил … золоченных Корон. [24]

Obraz dręczonej ojczyzny spotyka się tu z silną wiarą w naród, pomny swojej siły i roli, jaką odegrał w zerwaniu haniebnych okowów, który nigdy nie pogodzi się z wizją powrotu przeszłości pod iluzorycznymi sztandarami donkichotowskich wizji:

Нет! Не бывать тому герои Сервантеса!
Великий наш народ, как спящая принцесса
Проснулся вдруг от сильного толчка.
Прозрел, и навсегда, на веки
Порвал с минувшим.
И теперь,
Очищенный безчисленным страданием,
Он не пойдет за вашим подаянием,
Как не возьмет обжегшийся ребенок
Вторично пламя яркое свечи. [25]

Iluzoryczna wiara w rychłe odrodzenie Rosji połączona jest w tym przypadku z dającą się jasno odczytać deklaracją polityczną. Rewolucja lutowa 1917 roku, stanowiąca dla wielu internowanych w Polsce cezurę, swoisty przełom w historii Rosji, była nadal postrzegana jako początek wciąż nieukończonego procesu ewolucji systemu państwowego Rosji oraz – co niezmiernie istotne – ewolucji mentalności rosyjskiej. Podobny charakter nosi anonimowa modlitwa, w której obraz klęski, staje się nie tylko mitycznym zwycięstwem – przede wszystkim duchowym – pokonanych i zniewolonych, lecz także odwołuje się wyraźnie do wątków mesjańskich; uświęcone cierpienie staje się w tej modlitwie drogą ku zbawieniu:

Пошли нам Господи терпение
В годину буйных, мрачных дней,
Сносить народное гонение
И пытки наших палачей.

Дай крепкость нам, О Боже Правый,
Злодейство ближнего прощать
И крест тяжелый и кровавый,
С Твоею крепостью встречать.

И в дни мятежнаго волнения,
Когда ограбят нас враги,
Терпеть позор и оскорбления,
Христос Спаситель помоги.

Владыка мира, Бог вселенной,
Благослови молитвой нас
И дай покой душе смиренной
В невыносимый страшный час.

И у преддверия могилы
Вдохни в уста Твоих рабов
Нечеловеческия силы
Молиться кротко за врагов. [26]

W innym anonimowym utworze – Думы spotykają się niemal wszystkie motywy poezji Zadrutników – tęsknota za krajem ojczystym, strzępy wspomnień z przeszłości oraz wiara w odrodzenie Rosji, łączące się z wizją powrotu:

В дали я вижу проблески света,
Они озаряют мой бедный кров,
Страна возстанет из пепла вновь,
Она воскреснет, я верю в это.

Душа так рвется из груди тесной,
В цветы рядится родная даль
Крылато-нежная, безшумная печаль
В дали скрывается прелестной. [27]

Refleksję na temat obozowego życia odnajdujemy w krótkim wierszu Nikołaja Barteniewa. Niemożność wyjścia poza przestrzeń odgrodzoną hermetycznie od świata kolczastym drutem jest dla poety synonimem śmierci, zaś słowo нельзя tożsame jest tu ze skazującym wyrokiem:

Ведь Смерть везде, не только в сне,
Не только в битве. Жизни нет!…
Не Страх! – ‘Нельзя’ нам жизнь калечит,
Желаешь ласки, солнца, встречи
– Звучит ‘Нельзя’ в ответ. [28]

Tęsknota za wolnością osobistą, poczucie bezradności i pesymizm mieszają się często z krzykiem rozpaczy, brzmiącym jednak zbyt cicho:

Ноет сердце мое неболевшее,
Изстрадалась, измучилась грудь,
Доконала тоска неутешная,
Не дает ни минуты вздохнуть.
Давят меня эти мысли безплодные,
Рвут мое сердце на части,
Прочь же ты, грусть, прочь, подколодная,
Жажду свободы и счастья! [29]

Podobnie:

Годы безцельно прошли молодые,
куда-то промчалися наши мечты,
где же минуты, часы золотые,
Лету ушедшие радости дни? [30]

Na zakończenie warto zacytować niewielki fragment impresji prozą, zatytułowanej Пасха за проволокой, autorstwa P. Tomniewa z 1922 roku. Myślę, iż nie wymaga on dodatkowego komentarza, zawarte są w nim bowiem wszystkie te uczucia, które były z pewnością udziałem wszystkich internowanych:

Встречаюсь со знакомым офицером. Лицо радостное, улыбающееся. Христосуемся. Поговорили о мелочах. Прощаемся. Вижу, что он хочет что-то сказать, но не решается. „Что Вы” – Сконфузился и тихо проговорил: „Вы знаете, а ведь действительно Пасха”, и после некоторой паузы прибавил: „Только как там…, дома”.[31]

Niniejsza praca nie wyczerpuje niestety wszystkich zagadnień, związanych z historią Zadrutników, stanowiąc wszakże przyczynek nie tylko do dalszych prac i poszukiwań, lecz także zaproszenie do rzeczowej dyskusji historycznej, wolnej od niezdrowych emocji i chwytów marnej publicystyki. W podobny sposób traktować należy zarys postulatów metodologicznych nakreślony na wstępie niniejszego tekstu.

[*] Zadrutniki, ros. Задрутники – terminem tym, utworzonym od polskich słów za drutem, określano internowanych Rosjan (w tym emigrantów) w polskich obozach jenieckich w latach 1919-1924. Patrz: rosyjskie gazety i czasopisma z lat 1920-1924 takie jak Вестник эмигранта, Свободa, За Свободу!, Родное слово, Голос Казачества i in.

[1] Por. np.: Sielicki F.: Mereżkowski w Polsce międzywojennej [w:] Przegląd Humanistyczny, No. 3, 1973; tenże: Michał Arcybaszew w Polsce [w:] Ibid., No. 6, 1974. Ze źródeł najbliższych czasom emigracji rosyjskiej w Polsce, niezmiernie cenne są również publikowane w latach trzydziestych artykuły i eseje Mariana Zdziechowskiego; część z nich weszła do znanej książki Od Petersburga do Leningrada (pisownia oryginalna), Wilno 1934. Badacz ten opublikował również szkice historyczno-literackie zatytułowane Widmo przyszłości (Paris: Edition l’Age d’Homme 1983) Równie cenną, choć nazbyt ogólną w zakresie emigracyjnej literatury rosyjskiej w Polsce jest oczywiście książka Siergieja (Sergiusza) Kułakowskiego Pięćdziesiąt lat literatury rosyjskiej (1884-1934), Warszawa: Hoesick 1939. Niewątpliwie najwięcej informacji odnaleźć można w publicystyce rosyjskiej i polskiej tego okresu oraz w pracach naukowców czeskich rosyjskich i amerykańskich traktujących o tzw. „pierwszej fali” emigracji rosyjskiej, a poświęconych całościowemu przedstawieniu problemu – patrz przypis następny.

[2] Chodzi tu o następujące prace polskich naukowców: Kowalczyk A.S.: Sawinkow w Polsce [w:] Res Publica, No. 9, 1988. Pod tym samym tytułem wspomniany autor opublikował również książkę. Inne prace: Kulczycka-Saloni J.: Z dziejów literackiej emigracji rosysjkiej w Warszawie dwudziestolecia [w:] Przegląd Humanistyczny, No. 1 (316), 1993. Prace opublikowane w III tomie Studia Rossica Instytutu Rusycystyki Uniwersytetu Warszawskiego, pod red. W. Skrundy i W. Zmarzer, Warszawa 1996, ze szczególnym uwzględnieniem prac T. Szyszko, B. Białokozowicza, W. Skrundy, T. Zienkiewicza, I. Obłąkowskiej-Galanciak, oraz O. Rozinskiej.

[3] W niniejszym przypisie należałoby umieścić około stu znanych mi prac z tego zakresu. Z oczywistych względów przytoczę tu zaledwie kilka z nich: Ковалевский П.: Зарубежная Россия, t. 1 i 2, Париж: 1971; Raeff M.: Russia Abroad. A Cultural History of the Russian Emigration 1919-1939, New York-Oxford 1990; Putna M.C. Rusko mimo Rusko, d. 1 i 2, Praha: Petrov 1994. Z prac polskich należy tu również wspomniana w przypisie pierwszym książka S. Kułakowskiego; także w pracach wymienionych w przypisie drugim zwraca się uwagę na ten aspekt życia polskiej części rosyjskiej emigracji.

[4] Według moich danych należy mówić o łącznej liczbie około stu dwudziestu tytułów. Poczynając od 1919 r., w różnych latach liczba ukazujących się gazet i czasopism rosyjskich w Polsce wahała się od pięciu do około trzydziestu.

[5] Pierwszą bogato udokumentowaną pracą poruszającą tematykę polskich obozów dla jeńców i internowanych jest dwutomowa monografia Zbigniewa Karpusa i Waldemara Rezmera: Tuchola 1914-1923. – Część 1: Obóz jeńców i internowanych 1914-1923. Toruń: Wydawnictwo UMK 1997. Część 2: Choroby zakaźne i walka z nimi 1920-1922. Toruń: Wydawnictwo UMK 1998. Praca ta stanowić ma w zamierzeniu autorów część wielotomowego opracowania całościowego przedmiotowej problematyki.

[6] Chodzi o jeńców wziętych do niewoli na galicyjskim odcinku frontu.

[7] Problem określenia rzeczywistej ilości obozów dla jeńców i internowanych wynika m.in. z niespójnej nomenklatury i numeracji tychże. Za podstawę niniejszych szacunków przyjmuję następujące obozy (w nawiasie podaję numer obozu): obozy dla jeńców wojennych: Strzałkowo (1), Tuchola (7), Rembertów (?); obozy dla internowanych: Dąbie k/Krakowa (1), Wadowice (2), Łańcut (3), Pikulice k/Przemyśla (4), Skalmierzyce-Szczypiorno (5), Aleksandrów Kujawski (6), Kalisz (10), Piotrków (11), Ostrów Łomżyński-Komorowo (14), Toruń (15), Różany (18), Płock (19), Radom (20), Dorohusk (23), Poznań (?); obozy koncentracyjne: Białystok (21), Lwów (23), Puławy (24). Ponadto istniały przynajmniej trzy punkty koncentracyjne (zbiorcze) w Wołkowysku, Brześciu Litewskim i Kowlu. Ponadto dla celów wymiany jeńców na mocy postanowień traktatu ryskiego w Baranowiczach i Równem uruchomiono tzw. punkty wymiany.

[8] Patrz: Свободa, 5(144), 1921.

[9] Ibid., Nr 26(165), 1921. oraz Nr 134, 1920.

[10] Ibid., Nr 134, 1920; 32(165), 1921.

[11] Ibid., Nr 5(144), 1921; w roku 1924 około 90 osób wyjechało do Francji. Obóz dla jeńców wojennych w Strzałkowie wraz z obozem w Tucholi stał się głównym źródłem jednej z najbardziej znanych polemik „około-historycznych”, jakie rozegrały się na łamach prasy rosyjskiej w latach 1995-2000 i następnych, a dotyczącej – w opinii grupy rosyjskich publicystów, dziennikarzy, rzadziej historyków – tragicznej śmierci w polskich obozach ponad 50-65.000 jeńców bolszewickich. Patrz np. cykl publikacji: Иванов, Ю.В., Филимошин, М.В.: Все пленные были парализованы ужасами [w:] Военно-исторический журнал, Nr 5 i następne z roku 1995; patrz również: Иванов, Ю.В.: Трагедия польского плена. [w:] Независимая Газета, 16.07.1998; П. Покровский: Морозом и саблей. [w:] Парламентская газета Nr 449, 4.12.2000; Гривенко, Вл.: В этих лагерях умирал каждый пятый… [w:] Независимая Газета, 22.03.2001 oraz szereg innych. Z polskiej strony, w przedmiotowej sprawie głos w prasie rosyjskiej zabrał Zbigniew Karpus: Карпус, З.: Польские лагеря для красноармейцев в 1919-1921 гг.: правда и домыслы. [w:] Независимая Газета, 19.10.2000.

[12] Turincew, Aleksandr Aleksandrowicz – ros. poeta, krytyk literacki, duchowny; ur. w 1896 r. w Moskwie, zmarły 15.12.1984 r. w Paryżu; ukończył gimnazium włodzimierskie, Rosyjski Wydział Prawny w Pradze; uczestnik rosyjskich emigracyjnych kół literackich – warszawskiej Tawerny poetów i praskiej Pustelni poetów. Był autorem znanego artykułu Поэзия советской России opublikowanego w piśmie Своими путями Nr 6-7, 1925 oraz uczestnikiem almanachu Записки наблюдателя; współpracował z pismami Воля России, Студенческие годы, Версты, Дни, Последние новости, За Свободу!; w roku 1931 ukończył paryski L’Institut de theologie orthodoxe Saint-Serge, w 1949 przyął święcenia kapłańskie i poświęcił się wyłącznie posłudze kapłańskiej. Pochowany w Paryżu na cmentarzu Sainte-Genevieve-des-Bois.

[13] Patrz: Свободa, Nr 22(161), 1921; Голос Казачества, Nr 3, 1921.

[14] Ibid., Nr 2(141), 5(144), 1921; patrz także: Голос Казачества, No. 2, 1921.

[15] Patrz: Голос Казачества, Nr 1-3, 5, 9, 14, 1921.

[16] Patrz: Свободa, Nr 22(161), 26(165), 1921; o prowadzonych w obozie kursach języka polskiego zamieszczono informację w Nr 30(169), 1921.

[17] Ibid., Nr 22(161), 1921.

[18] Patrz: Свободa, 20.07.1920, s. 3.

[19] Wierzba, J.: Tuchola w latach 1920-1945/48 [w:] Tuchola – zarys monograficzny, pod red. J. Wojtowicza. Towarzystwo Naukowe w Toruniu – Prace Popularnonaukowe Nr 3. Toruń 1962, s. 81. Patrz także: Karpus, Z. i Rezmer, W. (opr.): Tuchola 1914-1923. – Część 1: Obóz jeńców i internowanych 1914-1923. Toruń: Wydawnictwo UMK 1997.

[20] Patrz: Голос Казачества, Nr 11 i 14, b.d., 1921 oraz wskazaną w przypisie poprzednim pracę Z. Karpusa i W. Rezmera.

[21] Prowadzono m.in.: kursy języka polskiego, francuskiego, angielskiego oraz matematyki. Patrz: Новое слово, Nr 12 (11.09.1921), s. 6.

[22] Patrz: Вестник эмигранта, Nr 10, (2.04) 1922; Nr 16, (1.09) 1922.

[23] Patrz: Заря. – Литературное приложение к журналу Новое слово. Nr 2 (7.9.1921), s. 1.

[24] Ibid., s. 2.

[25] Patrz: Новое слово, Nr 12 (11.09.1921), s.4-5.

[26] Patrz: Живое слово, Лагерь Тухоль, 1922, Nr 3, 05.05.1922, s. 5.

[27] Patrz: Заря. – Литературное приложение к журналу Новое слово, Nr 1 (4.9.1921), s. 1-2.

[28] Ibid., s. 4.

[29] Ibid.

[30] Patrz: Заря. – Литературное приложение к журналу Новое слово, Лагерь Тухола, Nr 2, 07.09.1921, s.3

[31] Томнев П.: Пасха за проволокой. [w:] Живое слово. Лагерь Тухоль, 1922, Nо. 3 (5.5.1922), s. 5.

Źródło http://www.mochola.org/russiaabroad/mochola/zadrutpl.htm

Adaptacja dla HiP

Mariusz R.Fryckowski

_________________________

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook