24 października 2020

Czy tucholski dworzec otrzyma drugą szansę?

7 min read

Istnieje w naszej świadomości od zawsze. Szary, brudny, zrujnowany. Otoczenie przypomina szwajcarski ser. Zniszczone ciągi piesze, zrujnowana nawierzchnia „stacyjnego rynku”, zamknięte kasy, sklep z częściami do samochodów w miejscu pięknej sali restauracyjnej, tam gdzie była świetlica, jeszcze nie tak dawno prosperował… „szmateks”. Starym kolejarzom łza kręci się w oku, nie rozumieją tego, że „stacja Tuchola” jest już tylko widmem tamtych, szczególnych lat.

 

Kolejarz, to brzmiało dumnie

Bez wątpienia, kiedyś ten zawód był wyjątkowym. Aby zostać pracownikiem Polskich Kolei Państwowych, trzeba było przejść długą drogę kariery, system szkolnictwa był niezwykle precyzyjny i skomplikowany, jednak kształcił specjalistów wysokiej klasy. PKP było strukturą strategiczną! Pociągami jeździło się bezpiecznie i punktualnie. Co do wygody? Cóż, to były inne czasy, choć istniały wagony klasy pierwszej, gdzie standardy były wysokie, a podróż uprzyjemniał wagon restauracyjny, gdzie było… drogo. Kolejarz otoczony był powszechnym szacunkiem, być może była to kwestia świadomości podróżnych, magia munduru o wyjątkowym kolorze, być może kwestia zarobków adekwatnych do odpowiedzialności pracowników, od których zależało bezpieczeństwo jazdy podróżujących. Tuchola stanowiła centrum tzw. Odcinka Drogowego, który obejmował trasę od Chojnic, do Wierzchucina. Odpowiedzialnym za wszystko Zawiadowca Odcinka Drogowego, był kimś w rodzaju lokalnego dyrektora. To właśnie na nim spoczywała odpowiedzialność, za stan żelaznych dróg, obiektów, urządzeń, a czasami nawet za przejazdy składów wyjątkowych (SPECJALNYCH), a takie często mijały Tucholę. Jednak za nim do tego doszło, zwykle pociągi te, choć na chwilę, ale jednak, zatrzymywały się na stacji – Tuchola.

Pociągi pod specjalnym nadzorem były wyjątkowe, wojskowe składy, „skrajnie” – pociągi, których gabaryty były wielkim utrapieniem dla służb odpowiedzialnych, za pokonanie takich miejsc, jak mosty, przepusty, ciasne łuki. Pociągi te zwykle przewoziły materiały rozszczepialne. Taka była tucholska rzeczywistość i takie były ładunki, które zabezpieczała dawniejsza Milicja Obywatelska i jej odwody – znienawidzone ORMO. Wielu z tych funkcjonariuszy żyje do dzisiaj, jednak niechętnie wspominają tamte czasy. Czyżby wstyd? Bez wątpienia i…słusznie.

Tucholska stacja tętniła życiem

 

Była spora i świetnie wyposażona, składały się na nią przeróżne budynki stacyjne, włącznie z z tymi, specjalnego przeznaczenia – nastawniami. Prócz tego kompleks magazynowy, który zawierał wszystko to, co było potrzebne: od materiałów łatwopalnych, po paliwa płynne i stałe. Istniały również ukryte magazyny, których zawartość przeznaczona była wyłącznie na wypadek wojny. Co zawierały? Od nowoczesnych rowerów ze specjalnymi przekładniami, poprzez urządzenia sygnalizacyjne, ochrony osobistej i przeznaczenia wyjątkowego, na  zwykłych chorągiewkach skończywszy. Magazyny te wyposażono również w wielkie zapasy specjalnych petard, które w sytuacjach krytycznych były niezwykle przydatne w procesie nieplanowego zatrzymania pociągów.

Budynek stacyjny, ten, który znamy z teraźniejszości nie był pierwszym, pierwotnie znajdował się zupełnie w innym miejscu – przy ulicy Stary Dworzec, tuż przy dawniejszej tzw. smolarni. Obok niej znajdowały się specjalne baraki, później pojawiła się tam wyjątkowa waga i coś jeszcze…

Dzisiaj, dawny budynek stacyjny ma zupełnie inne przeznaczenie, zasiedlili go mieszkańcy w jakiś sposób związani z dawną koleją. Budynki PKP były szczególne, pomieszczenia bardzo wysokie, a przestrzenie gigantyczne. Mury grube, ceglane, a budulec ściśle dobierany tak, aby konstrukcja przetrwała grubo ponad sto lat! Niektórzy porównywali sposób budowy do metod, przy pomocy, których stawiano kościoły.

Tucholska stacja miała osobne ujęcie wody i niezależne, zdublowane zasilanie, dodatkowo wspomagał je specjalny generator prądotwórczy, który pojawił się nieco później, za to już w nowym budynku stacyjnym, czyli tym, z którego korzystamy do dzisiaj.

Ważna funkcją tucholskiego dworca pełnił Dyżurny Ruchu – niezwykle odpowiedzialne stanowisko. Od niego zależało bezpieczeństwo ruchu pociągów, nie tylko osobowych, ale również towarowych, zbiorowych…każdych. Pociągami były również specjalne drezyny, których stacja Tuchola miała aż trzy, a od czasu, do czasu pojawiała się jeszcze jedna, za to…wyjątkowa! Oparta całkowicie na bazie sowieckiej, „Pobiedy”, którą później przemianowano na „Warszawę”, jej kolejna wersja pojawiła się wraz ze zmianą konstrukcji, którą nieliczni pamiętają z polskich dróg.

Pojazd miał specjalnych pasażerów, byli nimi Naczelnik Północnej DOKP i jego świta. Pojazd prowadził specjalny „maszynista” – kierowca, który po dotarciu do celu, wykonać musiał szereg operacji w wyniku, których pojazd podnosił się i obracał wokół własnej osi – tak zawracał. Władze PKP stanowili partyjni aparatczycy, załogę tucholskiej stacji w większości ludzie, którzy nie należeli do PZPR-u. Co ciekawe, kontrole, którym poddawano Odcinek Drogowy, przynosiły zawsze ten sam rezultat – ocenę wzorową!

Tucholska stacja tętniła życiem, system wyładowani i bocznic kolejowych zapewniał systematyczne dostawy towarów dla miasta. W głównej mierze dostarczano wagonami węgiel, koks, węgiel brunatny, drewno, a w chwili, gdy ruszyła lokalna Przetwórnia Owocowo – Warzywna – opakowania szklane. Stacja od tej chwili zamieniała się w istny labirynt wielkich palet, na których usytuowano setki tysięcy…słoików różnej pojemności w grubych, foliowych opakowaniach.

Nie inaczej, jak koleją do Tucholi docierały… cyrki. Nieliczni już pamiętają czasy, gdy z tucholskiej stacji prowadzono słonie i inne zwierzęta do tzw. „bydlęcego rynku” (obecny „Nowodworek”), gdzie odbywały się cyrkowe popisy.

Można śmiało powiedzieć, że dzięki stacji, Tuchola istniała i była zaopatrzona we wszystko, co było potrzebne do funkcjonowania, rozwoju i rozbudowy miasta. Dowożono na miejsce wszystko, od produktów spożywczych począwszy, poprzez wapno, cement, cegły, na paliwach skończywszy.

Mijały lata, zmieniały się rządy, ustroje, na naszych oczach stacja popadała w niebyt, później w ruinę. Dzisiaj przypomina zarośnięty pleśnią historii i chwastami skansen, który dosłownie rozsypuje się pod byle dotknięciem. Dlaczego? Pewnie, gdyby dzisiaj powrócili do służby tamci, dawni, prawdziwi kolejarze i gdyby zobaczyli to, co my widzimy, na co dzień, szok, byłby dla nich kolejnym, śmiertelnym doznaniem.

Czy można coś w tej sprawie zmienić? Czy można przywrócić świetność nie tylko budynkowi stacyjnemu, który przed laty dawał nie tylko schronienie i strawę, ale całej stacji Tuchola? Pewnie tak, choć stosunek wydatków do zysków, będzie z punktu widzenia rachunku ekonomicznego… samobójstwem. Jednak należy uzmysłowić sobie jedno, mamy do czynienia z perłą, której blask powinien porażać nawet wtedy, gdy znikną już szyny. Tucholski dworzec, to wyjątkowa pamiątka, która widziała wiele, od transportów wojskowych okupanta, do ultranowoczesnych składów osobowych, które lawinowo wywożono do Kraju idiotycznych Rad.

Jest nadzieja!

Województwo kujawsko-pomorskie ogłosiło przetarg na opracowanie koncepcji rewitalizacji dworca kolejowego w Tucholi wraz z placem dworcowym i terenami przyległymi. Władze województwa upatrują szansę dla dworca w pilotażowym projekcie “Inter-Regio-Rail”.

Przedmiotem zamówienia jest opracowanie koncepcji rewitalizacji dworca kolejowego w Tucholi wraz z placem dworcowym i terenami przyległymi w ramach projektu pn. „INTER-Regio-Rail – Redukcja barier w dostępie do transportu kolejowego”. Koncepcja powinna uwzględniać następujące cele:

  1. Rewitalizacja obszaru stacji kolejowej z uwzględnieniem historycznego charakteru obiektu;

  1. Likwidacja barier architektonicznych i innych utrudnień w korzystaniu z dworca kolejowego i autobusowego przez osoby z dysfunkcjami w poruszaniu się (osoby starsze, niepełnosprawne, z wózkami dziecięcymi, podróżni z większym bagażem, rowerzyści, obcokrajowcy);

  1. Polepszenie dostępności obiektu związaną z obsługą podróżnych, w tym z informacją pasażerską i turystyczną,

  1. Polepszenie komunikacji obszarów miasta poprzez lepsze powiązanie dworca z resztą miasta,

  1. Uzyskanie korzyści z terenów dziś zamrożonych i mało perspektywicznych,

  1. Poprawa ładu przestrzennego,

  1. Podniesienie standardu i atrakcyjności nieruchomości,

  1. Optymalne zagospodarowanie obszarów w tym do wykorzystania komercyjnego z uwzględnieniem popytu na dane usługi,

  1. Likwidacja chaosu przestrzennego i estetycznego,

  1. Utworzenie powiązań dworca kolejowego i autobusowego z pobliskimi obiektami, w szczególności z zabytkowym centrum miasta, obiektami Użyteczności publicznej i placówkami oświatowymi maksymalne wykorzystanie istniejącej infrastruktury technicznej,

  1. Zwiększenie wartości rynkowej nieruchomości,

  1. Optymalna korelacja możliwości architektoniczno-przestrzennych z popytem rynku,

  1. Zmniejszenie kosztów bieżącego utrzymania obiektu poprzez zmniejszenie zużycia i strat energii,

  1. efektywne wykorzystanie szans i eliminacja zagrożeń wynikających z lokalizacji nieruchomości,

  1. Zwiększenie bezpieczeństwa podróżnych.

  1. Realizacja zamówienia ma nastąpić do 30 czerwca 2013 roku. Jedynym kryterium oceny ofert jest cena.

Pomimo tego, że Tuchola nie ma szczęścia do ludzi, którzy tworzą „elitę” władz, tym razem może się to zmienić. Jeżeli rzeczywiście ta gigantyczna inwestycja doczeka się realizacji, miasto wiele zyska i powrócą zachwyty podróżnych, których wysłuchiwaliśmy podczas pamiętnych Mistrzostw Świata w japońskich szachach „Go”, gdy zachwyceni turyści z rozdzianymi buziami oglądali bryłę i wnętrza jednego z najpiękniejszych budynków w mieście – TUCHOLSKIEGO DWORCA.

Mariusz R.Fryckowski

Na podst., wspomnień autora,

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook