5 grudnia 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Dialogi poetyckie z udziałem Patrycji Klary i Leszka Żulińskiego

3 min read

A powszechnie uważa się, że język petów jest jasny i zrozumiały dla każdego. Być może, pod warunkiem, że czytelnik świetnie porusza się w świecie, który przynależy autorowi utworu. Wbrew pozorom, poezja nie jest łatwa w odbiorze, zwłaszcza ta, którą zaproponowali w swoim spotkaniu Patrycja Beata Klary i Leszek Żuliński. Oboje mają spory dorobek artystyczny i specyficzny ogląd świata. To pewna osobliwość, wynikająca być może z różnicy wieku, zmiany pokoleń, a z pewnością z bogactwa życiowych doświadczeń. Nie ma wątpliwości, mamy do czynienia z poezją zmuszającą do przemyśleń, lub bardziej przyziemnie… z  poezją smutną.

Takie podsumowanie jest być może nieeleganckie, jednak chyba najbardziej właściwe. Wsłuchując się w strofy różnych autorów, którzy gościli w naszym mieście, smutek w ich utworach jest czymś tak typowym, że chwilami denerwuje i budzi uzasadnione pytania, a nawet sprzeciw. Dlatego pytam, czy Wam Drodzy Poeci nigdy w życiu nie przytrafiło się nic radosnego na tyle, aby utrwalić ten fakt w swoich tomikach? Przeważają: śmierć, kalectwo, tragedie osobiste, rozważania nad upływem czasu, niszczeniem środowiska, nieszczęśliwą miłością. Owszem, przemijanie to element życia, ale czy warto się nad nim rozwodzić w tak przesadnych ramach?

 

Rozmowy o poezji z zebraną w gościnnych pomieszczeniach tucholskiej biblioteki publicznością były intrygujące, ale nie do końca uczciwe. Dlaczego? Powód jest wyjątkowo prosty, rozmowy zdominowali prawie wyłącznie poeci, zarówno ci ze sceny, jak i ci, którzy przez chwilę stali się publicznością. Owszem, wiemy, że mamy do czynienia z przyjaciółmi, jednak zabrakło głosu przeciętnego odbiorcy, który odniósłby się w sposób całkowicie spontaniczny do treści i wypowiedzi autorów tamtego popołudnia.

 

Obie strony zagłębiły się w uprzejmościach, rozmowach analizujących strofę po strofie. Padło wiele zdań, pojęć, które przeciętnemu słuchaczowi niewiele mówiły. Ba, odbiorca miał prawo do opinii, że w wielu przypadkach omawiane utwory, a właściwie ich analiza przybierała ramy swoistego szyfru, zrozumiałego wyłącznie dla samych twórców.

 

W wyjątkowy sposób raziły porównania z utworami klasyków z minionych lat, a nawet stuleci, to jakieś nieporozumienie, które nijak ma się do współczesności. XXI wiek rządzi się zupełnie innymi prawami, niż ubiegłe. W analizie współczesnych wierszy owszem, można odnosić się do autorytetów, jednak biorąc pod uwagę nasza rzeczywistość, wszelkie porównania z dawnych czasów, dodatkowo wymuszane, stają się groteskowe, lub wręcz fantastyczne. Owszem, być może teraźniejsza poezja próbuje nawiązywać do romantyzmu, ale to beznadziejne próby, porównywalne z literaturą, którą za kilka złotówek można nabyć w przeciętnym kiosku.

 

Polacy z jakimś wręcz masochistycznym nastawieniem, od zawsze rozdzierają szaty nad swoją niedolą. Ta obejmuje każdy obszar ich życia, ot, takie genetyczne narzekanie przechodzi swoistą metamorfozę, stając się swoistym credo na całe w ich mniemaniu zmarnowane życie, a temu bezkrytycznie poddają się również współcześni poeci, oczywiście z wyjątkami.

 

Martyrologia w poezji współczesnej brzmi sztucznie i ma prawo budzić zdumienie w chwili, gdy w tekstach pojawiają się wulgaryzmy. Niby nic nowego, ale poezja mimo wszystko powinna być od nich daleka.

 

Inaczej tworzą kobiety, inaczej mężczyźni, to zupełnie naturalny proces, jednak tematyka utworów jest bardzo łatwa do przewidzenia. Oni – zawiedziona, niespełniona miłość, młodzieńcza fascynacja, lub uczucia platoniczne. One – tragizm wokół krzywd doznanych od życia, tragizm rozstań, uzmysłowienie sobie procesu przemijania, wątki osobiste, często intymne. Coś w tych strofach zgrzyta, coś, co można określić jednym słowem – słabość ducha i ciała obojga płci. Czy to wallenrodyzm, czy już szaleństwo?

 

W związku z tym wszystkim nie mogę wyzbyć się jednej myśli, która ściśle łączy się z zapomnianą piosenką Andrzeja (Rosia) Rosiewicza z czasów, gdy występował z Asocjacją Hagaw – „Ballada masochisty”.

Mariusz R.Fryckowski

 

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook