22 października 2020

Dobry koncert w cieniu… skandalu!

3 min read

Sytuacja jak z najgorszego koszmaru artysty, który za pięć minut ma rozpocząć koncert…

…takowa właśnie się zdarzyła w… Tucholi  w sobotę (12.04. 2014), podczas koncertu charytatywnego zespołu ze Śląska o dźwięcznej nazwie – „Freje”. Rzecz bez precedensu. TOKiS nie jest specjalnym fanem zespołów discopolowych, jednak bez wątpienia, każdemu artyście i odbiorcy należy okazać szacunek – występ dla publiczności i to swojej, to wielki obowiązek, ale i przyjemność. Nigdy nie uwierzylibyśmy w to, że staniemy w obronie zespołu grającego gatunek muzyki, który traktujemy z zatyczkami na uszach! Ten koncert rozpoczął się od skandalu, choć zespół brzmiał świetnie!

Zacznijmy od początku. Zespół „Freje” tworzy małżeństwo, niezwykle mili i otwarci ludzie: Celina i Mirosław Frej. Dalibyśmy głowę za to, że nazwisko to można odmienić. Zostawmy to, znamy już genezę powstania nazwy zespołu.  Swoją wspólną przygodę z muzyką rozpoczęli w 1992 r. W 2010 r. pojawił się w sprzedaży ich debiutancki krążek, na którym mogą Państwo usłyszeć 15 autorskich piosenek w gwarze śląskiej. Do piosenki „Spełnienie marzeń” został nakręcony teledysk a piosenkę tę zespół zaprezentował publiczności podczas występu w katowickim Spodku 14 lutego 2010 r.

Szmat czasu, zespół utytułowany, znany na rynku i ceniony przez fanów, ale nie ucieka przed „zleceniami dość nietypowymi”, to dobra strategia na te czasy. Artysta ma również prawo żyć, o czym wielu menadżerów zapomina. 12 kwietnia „Freje” wystąpili w „Domu Strażaka” w Bysławiu. Koncert zakontraktowano od  godziny 16 – stej. Po nim „Freje” trafili do Tucholi, gdzie o 18 -stej odbyć się miał koncert z którego wpływy, miały trafić do potrzebujących z Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego w Tucholi.

I rzeczywiście, koncert odbył się, niestety początek upłynął w nerwowej atmosferze. Organizatorami występu były: Firma Usługowa – „Martynka” oraz… Powiat Tucholski. Podział ról był dość jasny. Miejscem występu zespołu stała się Książnica Tucholska, ściślej jej sala widowiskowa. Jednak ów „lokalowy sponsoring” ktoś wyjątkowo niekompetentny i nieodpowiedzialny ograniczył do otwarcia drzwi sali, zapominając, jak się okazuje, o jej przygotowaniu. Osiemnasta właśnie minęła, a zespół stoi na scenie i niepewnie rozgląda się wokół, co z tym fantem zrobić – nagłośnienie nie istnieje!

Trudno nam odpowiedzieć na pytanie, jakie warunki miał spełnić (według kontraktu) zaproszony zespół, a jakie właściciel sali, jedno jest pewne, zawiodło tego dnia wszystko, łącznie z publicznością, która była wyjątkowo nieliczna, choć wspaniała. Cenne minuty upływały w tempie wodospadu, wreszcie coś się zmienia. Brakujące detale, bez których maszyneria nagłaśniająca nie ruszy pojawiają się z inicjatywy osób niezaangażowanych w sprawę i ponad pół godziny po czasie muzyka może rozbrzmiewać bez przeszkód. Boże, jaki wstyd!

Jak w takiej atmosferze dać dobry koncert? Wyobraźmy to sobie, wcielając się przez chwilę w role wokalistów. I tutaj właśnie zobaczyliśmy pełny profesjonalizm zespołu. Z uśmiechem na twarzy, w sposób otwarty i bez najmniejszych uprzedzeń, obracając całą sytuację w żart, rozpoczęli swój występ, choć częściowo z półplaybacku, co oczywiste wobec takich zdarzeń i możliwości aparatury nagłaśniającej adekwatnej dla imprez… pogrzebowych.

„Freje” pokazali klasę, a gospodarze? Cóż, mamy taką zasadę, nie przeklinamy w tekstach z wyjątkiem słów: „kretyni” lub ewentualnie „idioci” i to w wyjątkowych wypadkach.

Sprawę odpowiedzialności za ten ciąg wydarzeń pozostawmy organizatorom, a my zajmijmy się tym, co oczywiste – muzyką. Brawo „Freje”! Daliście czadu…

_________________

(mrf.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook