24 października 2020

Dwa koncerty tego samego dnia i wybór oczywisty?

2 min read

Niedzielny wieczór w Tucholi obfitował w dwa wydarzenia, ścisłej w dwa koncerty. Pierwszy odbył się w Bożym Ciele (dla niezorientowanych, mowa o kościele, to taki duży budynek z czerwonej cegły w środku miasta).

Drugi, przy ulicy Witosa w szczerym polu, gdzie prócz sceny podziwiać można było reklamy popularnej marki piwa i ochroniarzy, którzy zachowywali się jak FBI na wakacjach, grzebiąc w cudzych torebkach w poszukiwaniu dmuchawki lub łomu. Pierwszy koncert rozpoczął się  lekkim opóźnieniem, tuż po dziewiętnastej. Po pięknym wstępie / wprowadzeniu pani Marzeny Tyrańskiej (znakomity wybór!) podziwialiśmy dwoje muzyków: Przemysława Wawrzyniaka, który pięknie zagrał dla tucholskiej publiczności na dudach szkockich ( nie mylić z kobzą, bo to dwa odległe wszechświaty w instrumentarium) bębnie i flecie prostym, oraz  panią Ewę Polską – Sawoszczuk, która przez chwilę, na początku występu , lekko stremowana,  zachwyciła publiczność. I choć występ obojga artystów był

przepiękny, a publiczności wzorem lat poprzednich powoli przybywa, ciągle mam wrażenie, że tucholanie, tak właściwie nie mają żadnych potrzeb kulturalnych na poziomie oczywistym, z wyjątkiem oglądania telewizji i „wciągania” kiełbasy z rożna we własnym domu i to przy opuszczonych żaluzjach. Mają do tego prawo, podobno to wolny (jak twierdzą niektórzy barbarzyńcy z PO)… kraj?

Może dlatego większym wzięciem cieszył się występ popularnej kapeli, która zmieniła wokalistkę na inną, zdecydowanie gorszą. Odwiedziłem oba koncerty i przyznać muszę, że trudno konkurować z tysiącami watów i nagłośnieniem przypominającym ryk bolidów formuły pierwszej instrumentom wysublimowanym, delikatnym, a jednocześnie najpiękniejszym w przekazie tego co oczywiste – utworów mistrzów, rozpisanych w nutach.

Nie można porównać „wywywcia”  z oryginałem utworów tak znakomitych twórców jak Leonard Cohen przez wokalistkę, która powinna jeszcze długo uczyć się śpiewu, a z czym świetnie dawała sobie radę jej poprzedniczka.

Kakofonia „dźwięków” spowodowała moją głęboką, choć chwilową, głuchotę i sprint „byle dalej”, daremnie, nagłośnienie było naprawdę… porażające i słyszalne w dowolnej części miasta. Trudno jest konkurować prawdziwej muzyce z „piwskiem”,  jupiterami i skąpo odzianymi niewiastami z „aspiracjami”, choć bez większych umiejętności. Cóż, jestem w mniejszości, widać kultura i sztuka mają naprawdę różne oblicza. Cieszy jednak fakt, że koneserów „prawdziwych arcydzieł” w świetnym wykonaniu i interpretacji przybywa, a dla tych, którzy choć chcieli, a nie mogli dotrzeć do Bożego Ciała, przygotowaliśmy relację filmową, którą już wkrótce zamieścimy w aktualizacji tego tekstu.

Uff, cieszę się, że 55 Dni Borów Tucholskich przez pana Burmistrza, zostały wreszcie zamknięte na głucho, czyli…, czas na ich podsumowanie i wkrótce takowe się ukaże.

______________________

(mrf.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook