nie. Wrz 15th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Ekscentryczna ekspresja, czy artystyczny kit?

2 min read

Właśnie zakończyłem artystyczną ucztę, która okazała się nieświeża, o czym mowa? Oczywiście o Galerii Bezdomnej. O ile w ubiegłym roku do wyeksponowania prac wykorzystano dworzec kolejowy w Tucholi, tak tegoroczna edycja imprezy jest bez wątpienia kompletnym nieporozumieniem. Nie, absolutnie nie dotyczy ten osąd miejsca ekspozycji, wystawionej części prac, a drobiazgu – oświetlenia, a właściwie jego braku, oraz kompletnej ignorancji dla formy wprowadzenia widza w świat, który przez chwilę stworzono na strychu starej, rozpadającej się kamienicy w centrum miasta. Bez wątpienia, widz został wprowadzony w błąd, nie mieliśmy do czynienia z wernisażem, a z pozostawieniem zwiedzających samym sobie w środowisku bardziej, niż obcym.

Wszelkie próby utrwalenia cenniejszych artystycznie prac, były wyzwaniem samym w sobie dla nawet wyrafinowanego sprzętu rejestrującego. W gmatwaninie kiczowatych zdjęć z panienkami w wyuzdanych pozach, rodem z żurnala mody z przełomu XIX i XX wieku, odnalazłem kilka perełek, które przykuwały uwagę, jednak tragiczne oświetlenie spowodowało to, że o prawidłowym odbiorze „dzieł” nie mogło być mowy. Może warto było uprzedzić publiczność o tym, aby zabrała ze sobą… latarki?

 

Na szczególną uwagę zasługiwał „swoisty tryptyk”, przedstawiający jeden z tucholskich kościołów na tle budynków z ubiegłego wieku. Ciekawa kompozycja, prawidłowa perspektywa, dobrze dobrana gama barw, śmiałe pociągnięcia pędzla, jednak zabrakło jednego… oryginalności.

 

Jedna z fotografii przykuwa moją uwagę, choć ktoś kompletnie nie miał pojęcia o tym jak ją prawidłowo wyeksponować. Motyw choć ciekawy, również nie jest oryginalny, to jakby nieudolna próba naśladowania stylu Bednarczuka.

 

Na szczególny brak uwagi zasługiwały kompozycje, które przypominały jako żywo próbę „ekologicznego” recyklingu dla podchmielonych pracowników składu makulatury. Gdyby zastosować oświetlenie boczne, może nawet udałoby się spowodować u widza złudzenie sportretowania przez twórcę kosmity – Marsjanina.

I rzeczywiście, wystawa wydaje się być nie z tej ziemi…rolnej. Drodzy autorzy…, bardzo długa droga artystyczna przed Wami, jednak…, to jakby oczekiwanie na pierwszy etap stworzenia tucholskiej obwodnicy.

A może…, warto zmienić hobby, aby nie powodować nocnych koszmarów u publiczności? Nie mam najmniejszych wątpliwości, ta „Galeria”, na zawsze pozostanie bezdomną, no chyba, że zmienią się standardy postrzegania krytyków, albo nastąpi przebiegunowanie tej planety.

 

Mariusz R.Fryckowski