25 października 2020

Energia odnawialna na cenzurowanym, czyli… kto się boi wiatraków? (felieton autorski i filmy)

5 min read

Na ostatniej, piątkowej sesji RM w Tucholi, głos zabrał pan radny Krzysztof Baran, a ja przez chwilę miałem deja vu.

Poruszony przez radnego problem dotyczył siłowni wiatrowych, które jak grzyby po deszczu, wyrastają w różnych zakątkach naszego pięknego kraju. Ów kataklizm jak wynika z wypowiedzi przedstawiciela lokalnej społeczności, dotknie również tereny leżące w pobliżu Tucholi. Mówiąc tereny, zawsze trzeba nieć na uwadze skutki, które podobne inwestycje za sobą niosą. Według radnego Barana wybudowanie wiatraka to prawdziwy kataklizm, ponieważ jak mówi: „dzieci nie będą mogły się skupić”. Oczywiście, to tylko jeden z powodów w potoku wielu innych, a mnie urzekło w tym wszystkim coś zupełnie innego. Mianowicie, jak w naszym powiecie plotka potrafi wyrządzić szkody w sposobie myślenia ludzi, którzy bezceremonialnie wierzą w podobne, ponieważ nie mają nawet ochoty zadać sobie odrobiny trudu, aby ją sprawdzić i w efekcie uznać fakty. Te, jak zwykle, diametralnie różnią się od głupstw, które jak w zabawie w „głuchy telefon” doprowadzają do nonsensów.

Na wpół „oszalała” Unia Europejska mnoży dekrety, zakazy i nakazy, aby jej obywatelom żyło się rzekomo lepiej. A to prostują banany, warzywa biorą za owoce, a ślimaki uznają za ryby. Podobnie jest i z polityką energetyczną, która ma tylu zwolenników, co wrogów. Kiełpin zdecydowanie skłania się w stronę sceptyków. Pytam dlaczego?

Po ostatniej katastrofie elektrowni atomowej w Japonii wiele się zmieniło. Sporo rządów przeanalizowało stan bezpieczeństwa swoich siłowni, ze specjalnym naciskiem na jądrowe. Okazuje się, że zamożni dzięki planowi Marshalla Niemcy jako jedyny kraj,wyciągnęły przełomowe wnioski. Efekt? Całkowita zmiana polityki energetycznej, siłownie jądrowe powoli kończą swój żywot, ustępując alternatywnym źródłom energii. Mówią o niej „zielona energia”, odnawialna. W myśl zarządzeń UE, każdy z krajów członkowskich musiał dostosować się do narzuconych norm i produkować energię ze źródeł przyjaznych środowisku.

Prosty wiatrak, świetnie opisany nie tylko przez Cervantesa, ale i ekonomistów jest zbudowany tak, że może zasilić wiele gospodarstw. Kiedy na określonym terenie powstaje ich kilka lub kilkadziesiąt, wtedy śmiało możemy mówić o farmach wiatrowych. Gdzie takie można spotkać? Zwykle mielą powietrze gigantycznymi łopatami gdzieś nad brzegiem morza i… dobrze!

Skąd się wziął pomysł na to, aby podobne  konstrukcje znalazły się na terenie Borów Tucholskich? Wyłącznie z urzędniczej głupoty, podpartej przepisami, dokładnie takiej, jak za czasów, których wspominać nie lubię? Czy produkujący energię wiatrak może być uciążliwym sąsiedztwem?

Powiedzmy sobie jasno, nie jest obojętną instalacją, choć z daleka wygląda przepięknie i jest praktycznie bezgłośny? Na to pytanie odpowiecie sobie sami, oglądając krótki film.

 Z archiwum TOKiS-a

Wygląda niegroźnie, prawda? Mamy teraz pewność, że hałasuje, a końcówki łopat śmigieł w wietrznej pogodzie, potrafią zbliżyć się do prędkości dźwięku. Jednak, czy takie drobiazgi zahamują postęp? Czy jeżeli w Kiełpinie pojawi się inwestor i powie, że chce wybudować nowy dyskont, to czy mieszkańcy zbojkotują go, a zakupy robić będą w tucholskiej „Biedronce”? Pewnie, że nie…

Podobnie jest z wiatrakami, ale tylko dlatego, że niczego o nich nie wiemy. Społeczeństwo, zwłaszcza z małych ośrodków boi się wszystkiego, co nowe. Jakikolwiek postęp, to ich wróg, jednak przy bliższym poznaniu okazuje się, że zyskuje. I tutaj jest pogrzebany przysłowiowy pies, a może był to szczur…, kto wie.

Jeżeli uznać, że lokalizacja wiatraka będzie w bezpośrednim sąsiedztwie obejść mieszkańców, może wybuchnąć konflikt, który wygasa w chwili wypłaty odszkodowań lub dzierżaw.

Czy wiatrak „mielący” powietrze jest bardziej niebezpiecznym od np. wież telefonii komórkowej? Pamiętam, kiedy w Rudzkim Moście powstawała jedna z nich, towarzyszyłem tej inwestycji dokumentując ją kamerą. Zadałem wtedy kilka prostych pytań właścicielowi terenu, gdzie powstawała, wszystkie związane były z bezpieczeństwem mieszkańców tego osiedla. Jaki był efekt? Ów pan dostał przysłowiowej „białej gorączki”, powód? Pieniądze, reszta to tylko marny dodatek. Wieża stoi i… świeci, podobnie jak i pozostałe w samej Tucholi i nikt się tym nie przejmuje.

A może współczesny wiatrak jest bardziej niebezpieczny od tego zabytkowego, który w przeszłości mielił ziarno? Chwileczkę, nie dajmy się zwariować! Jeżeli w taki sposób będziemy podchodzili do każdej cywilizacyjnej zmiany, to rzeczywiście, pozostanie nam tylko produkt chlebopodobny z marketu i takiż smalec, za to „wcinane” w cieniu pięknych lasów i rozświetlonych łąk. Niestety jest ciągle mniej tych, którzy tak chcą żyć. W efekcie…, wybierają zmywak na Wyspach w cieniu nie drzew, a elektronicznego smogu. Tam nie narzekają, a zasuwają lub lądują na ulicy.

Zaściankowość, to wada, o której niechętnie mówimy, niemniej ona jest, była i zapewne długo jeszcze będzie, ale kogo to obchodzi, lepiej pójść na „rybki, czy grzybki”, choć ci bardziej ambitni wybierają… wnyki i opasłą flaszkę lokalnego „mózgotrzepa” z darmową konsumpcją na ławeczce a’la Wilkowyje. Tych ostatnich podziwiam najbardziej, są jak z rzeczywistości równoległej, pewnie bardziej przyjaznej.

Dobrze, podsumujmy wreszcie to, co oczywiste: wady i zalety wiatraków…

Zalety to:

  • wiatr nigdy się nie wyczerpie, w przeciwieństwa np. do węgla w kopalniach,
  • jest to czysta energia. Do atmosfery nie dostają się żadne szkodliwe dymy,
  • wiatr jest za darmo i zawsze będzie za darmo,
  • kręcące się wiatraki nie szpecą krajobrazu tak jak dymiące kominy,
  • Małe turbiny wiatrowe można stosować w miejscach odległych od cywilizacji, gdzie nie dociera elektryczność.

Wady energetyki wiatrowej:

  • wiatr jest zmienny. Raz wieje, a raz nie,
  • farmy wiatrowe zajmują dużo miejsca, w pobliżu miast nie ma pustych terenów gdzie można by budować wiatraki,
  • Nie w każdym miejscu kraju wieje tak samo, zależy to od warunków geograficznych,
  • Duże grupy wiatraków zagrażają ptakom i nietoperzom,
  • Farmy wiatrowe są  źródłem hałasu, dlatego buduje się je w pewnej odległości od domów. Odległość 150-200 metrów zupełnie wystarczy, aby szum wiatraków nie był uciążliwy dla ucha.

I tak oto sprawa się wyjaśniła…, a pan radny Baran wraz z wyborcami, będzie miał spokojniejszy sen, kto wie, może przyśni im się sam Don Kichot? Uwielbiam tę postać, a z czasem polubicie ją i Wy, podobnie jak… wiatraki.

__________________

(mrf.)

Do tematu jeszcze powrócę.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook