3 grudnia 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Europejskie i krajowe dialogi na cztery nogi (felieton red. St. Michalkiewicza)

5 min read

Kombinacja operacyjna, skierowana na wywołanie w naszym nieszczęśliwym kraju kolejnych „wydarzeń marcowych” z dnia na dzień nabiera rumieńców.

Oto wkrótce potem, jak do przewodniczącego Komisji Europejskiej Jana Klaudiusza Junckera wystąpiły liczne organizacje broniące praw człowieków, żeby zrobił porządek z Polską, w której prawa człowieków są bestialsko łamane, z inicjatywą własną wystąpił specjalnie zawzięty na nasz nieszczęśliwy kraj zastępca przewodniczącego Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Już wcześniej odgrażał się, że w sprawie demokracji i praworządności to on Polsce „nie odpuści”, no a teraz wezwał kraje członkowskie Unii Europejskiej do „zjednoczenia się” w walce przeciwko polskiemu rządowi. Takie ostentacyjne wezwanie zastępcy przewodniczącego Komisji Europejskiej do walki z legalnym rządem jednego z krajów członkowskich Unii jest wydarzeniem bez precedensu, a poza tym – według wszelkiego prawdopodobieństwa uprzednio skonsultowane z Naszą Złotą Panią – bo nie dopuszczam myśli, by Frans Timmermans pozwolił sobie na taką samowolkę. Pretekstem do tego wezwania jest odpowiedź, jaką Frans Timmermans otrzymał od polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych na wystosowane 21 grudnia wobec Polski „rekomendacje” Komisji Europejskiej z dwumiesięcznym terminem odpowiedzi. Właśnie ten termin upłynął, ale Frans Timmermans nie jest z polskiej odpowiedzi zadowolony tym bardziej, że dopatrzył się w niej też „personalnych ataków” na siebie samego. Wszystko zatem – jak powiadają gitowcy – „gra i koliduje”, a to nieomylny znak, że przygotowania do odpalenia kolejnej kombinacji operacyjnej w Polsce idą pełną parą.

Tym razem może ona mieć charakter bardziej zdecydowany, zwłaszcza, że i w Stanach Zjednoczonych polityczna wojna przeciwko prezydentowi Trumpowi nie tylko nie przygasa, ale nawet jakby dopiero się rozpalała – a to może zachęcać Naszą Złotą Panią do zrobienia w Polsce porządku i pokazania w ten sposób pozostałym krajom członkowskim, że żadne mrzonki o powtórkach z „Brexitu” nie będą więcej tolerowane. Jeszcze przed przyjazdem z gospodarska wizytą do Warszawy 7 lutego Nasza Złota Pani opowiedziała się za koncepcją „Europy dwóch prędkości”, co w przełożeniu na język ludzki oznacza podział Unii na „Festung Europa” i peryferie. Decyzje zapadałyby w ścisłym gronie załogi „Twierdzy Europa”, a następnie przekazywane byłyby peryferiom zamieszkałym przez mniej wartościowe narody tubylcze do wykonania. Kombinacja operacyjna w Polsce mogłaby być znakomitym wstępem do realizowania tej koncepcji – i pewnie dlatego tym razem jej wykonanie nie będzie pozostawione jakiś głupim cywilom, tylko pierwszorzędnym fachowcom z naszej niezwyciężonej armii, w której złowrogi minister Antoni Macierewicz akurat przeprowadza kurację przeczyszczającą. Jeden po drugim „odchodzą” ważni generałowie, na odchodnym wymachując prezydentowi Dudzie pod nosem konstytucjami. Nie zapowiada to ani lojalności, ani posłuszeństwa wobec cywilnego kierownictwa MON, podobnie jak zacytowanie przez pana gen. dywizji Bolesława Balcerowicza przysłowia: „dłużej klasztora, niż przeora” odzwierciedla panujący w szeregach naszej niezwyciężonej armii nastrój niecierpliwego wyczekiwania na rozpoczęcie w Polsce kolejnej kombinacji operacyjnej.

Trudno powiedzieć, jaki pretekst zostanie tym razem wykorzystany w charakterze detonatora. Poprzednio stała się nim decyzja o ograniczeniu dowolności poruszania się dziennikarzy po gmachu Sejmu, która poprzednio kilka razy doprowadzała do burd z posłami i strażą marszałkowską. Być może że w takim charakterze zostanie wykorzystana zaplanowana na 8 marca manifestacja „dziewuch” w obronie „praw reprodukcyjnych” – jak w nowomownym żargonie nazywa się pełna legalizacja aborcji, albo jakaś niespodzianka. Nastrój wyczekiwania zapanował też w opozycji parlamentarnej, która już nawet nie stara się udawać, że ma jakieś pomysły na państwo, tylko wykorzystuje każdą okazję do użerania się z PiS-em i rządem dosłownie o wszystko. W Sejmie trwają zażarte spory o katastrofę smoleńską – kto ma „krew na rękach”, a kto „kompromituje nasz kraj”, albo o ripostę prezesa Kaczyńskiego na uwagę jakiegoś posła, że skoro PiS nie zastosowało siły podczas grudniowej blokady sejmowej sali plenarnej, to jest „ludzkim panem” – na co prezes Kaczyński ripostował, że owszem, „bo my jesteśmy panami, w odróżnieniu od innych”. Jak widzimy, są to dialogi bardzo podobne do tych, jakie w powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy, prowadził z Dyzmą Zorż Ponimirski: „Jaki pan”? Pan to jestem ja! Rozumie osoba?

Tymczasem wicepremier Mateusz Morawiecki, („nasz Balcerowicz jest lepszy!”) przedstawił swój wiekopomny „plan” wprowadzenia Polski na szlak wiodący ku świetlanej przyszłości. Na ponad 300 stronach snuje marzenia, jak ta świetlana przyszłość ma wyglądać i rzeczywiście – wizja jest nawet ciekawa, a właściwie byłaby – gdyby nie pewien point faible w postaci finansów. Otóż trudno się zorientować, za jakie pieniądze – a potrzeba będzie, bagatela! – 2 biliony, czyli dwa tysiące miliardów złotych! – te marzenia zostaną zrealizowane. Wprawdzie autor z dużą pewnością siebie wspomina o „dotacjach” i „kredytach”, ale wygląda mgliście, jakby pisanie na wodzie, podczas gdy nie widać oznak odblokowywania narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego szczelnie przez kapitalizm kompradorski, postępującą biurokratyzację państwa i niemiecki projekt „Mitteleuropa” w roku 1915.W tej sytuacji musimy zadowolić się zapowiedzą, że od 1 marca wchodzi z życie regulacja, zgodnie z którą policja skarbowa będzie mogła bez zapowiedzi wtargnąć do mieszkania podejrzanego podatnika, żeby przyłapać go w ten sposób na jakimś gorącym uczynku – bo jużci wiadomo, że nikt nie jest bez grzechu wobec Boga ani bez winy wobec cara. W ten oto sposób zaczyna powoli wyłaniać się odwrotna strona medalu rządowych programów rozdawniczych, przy pomocy których PiS nie tylko próbuje zapewnić sobie ponowny sukces wyborczy, ale – co jest skutkiem o wiele poważniejszym – wprowadza państwo w jednokierunkową ulicę, z której nie ma odwrotu, przynajmniej dopóki będą stosowane procedury demokratyczne.

O niemożności takiego odwrotu świadczy choćby skandal, jaki wybuchł w związku z inscenizacją sztuki Stanisława Wyspiańskiego „Klątwa” w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Chorwacki, czy może bośniacki reżyser, którego dyrekcja do tej inscenizacji zaangażowała, przerobić sztukę na jakąś perwersyjną prowokację, z udziałem pomnika Jana Pawła II, z którym ktoś symuluje kopulację i temu podobne sceny. Przed teatrem jacyś ludzie odmawiają przebłagalny różaniec, do prokuratury sypią się skargi, ale jakos nikomu nie przychodzi do głowy, by jednym pociągnięciem pióra zlikwidować subwencje publiczne dla teatrów i innych przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego, co byłoby nawet aktem sprawiedliwości dziejowej, bo z roku na rok teatry coraz bardziej upodabniają się do klubów go-go, których – o ile mi wiadomo – nikt z publicznych pieniędzy nie subwencjonuje.


Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook