Absorpcja Adoracji – wernisaż wystawy prac Mariusza Reszczyńskiego w tucholskim TOK-u

W piątek 12 stycznia 2018 r. o godz. 17:00 w sali wystaw Tucholskiego Ośrodka Kultury odbył się wernisaż wystawy prac autorstwa Mariusza Reszczyńskiego. Podczas wystawy zaprezentowane zostały obrazy olejne z lat 2015-2017, fotoobrazy, fotokolaże, kalendarze oraz instalacje artystyczne. Wystawa potrwa do 9 lutego 2018 r.

Mariusz Reszczyński jest- absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. B. Nowodworskiego w Tucholi, ukończył Studium Pedagogiczne w Bydgoszczy, rok przygotowawczy – malarstwo UMK w Toruniu u prof St. Borysowskiego i M. Ziomka oraz ASP w Warszawie na kierunku Oligofrenopedagogika.

Przygodę ze sztuką, szczególnie malarstwem zaczął w dzieciństwie – jego zainteresowanie wzbudzały obrazy autorstwa jego dziadka, Leonarda Ziółkowskiego oraz wujka, Ludwika Ziółkowskiego, które wisiały w domu krewnych. Tak natomiast o Mariuszu Reszczyńskim i jego twórczości pisze mistrz Zenon Korytowski (pisownia oryginalna):

Pan prof. Zenon Korytowski (znany i uznany malarz z Tucholi) charakteryzuje autora wystawy w taki sposób:

„Mariusz Reszczyński był uczniem Liceum Ogólnokształcącego w Tucholi w czasie, gdy pracowałem tam jako nauczyciel wychowania plastycznego. Mariusz wyróżniał się umiejętnościami rysunkowymi, toteż zaproponowałem mu zdawanie matury ze sztuki. Egzamin zdał bardzo dobrze.

Później wyjeżdżaliśmy wspólnie na plenery malarskie. Mariusz był lubiany, bo w atmosferę pracy twórczej wprowadzał element humoru i lekkości. Uczestniczył w wystawach poplenerowych i innych tucholskiego środowiska plastycznego.

Jako artysta posiada swoje podejście do formy malarskiej. Jego obrazy są oparte na ciężkich gamach kolorystycznych i dekoracyjnym ujęciu kompozycyjnym. Szczególnie urokliwe są pejzaże, mniej sceny z postaciami. Posiada bogaty warsztat techniczny, od farb olejnych po akwarele, gwasze i pastele. Umie się bawić , ciągle ulepszając i poprawiając, aż kompozycja osiągnie swoje barwne napięcie.

Na plenerach komponował też instalacje, które były urozmaiceniem form i dawką żartu i dowcipu. Obok malarstwa zajmuje się fotografią.

Jego dorobek twórczy jest godny pokazania. Wystawa dokumentuje zmagania artysty z problemami różnej natury.

Warto im przyjrzeć się z bliska”.

****

Krótka recenzja.

Skoro tak, to obejrzałem prace trzy dni po oficjalnym otwarciu wystawy, kiedy emocje zapewne już opadły.

Subiektywne odczucia?

W sposób bezceremonialny odebrałbym autorowi sztalugi, pędzel i farby, dożywotnio zabroniłbym mu korzystania z nich, za to zainwestowałbym w Jego rozwój pod kątem fotografii. Przedstawione na wystawie kadry są bardzo interesujące, niestety, widoczne są problemy sprzętowe, które „nadganiane są” użyciem filtrów graficznych, które mają tylko jedno zadanie: wydobyć z przedstawionych fotografii to, co najlepsze. Nie jest to prosta sprawa, wymaga wielu lat praktyki i znajomości odpowiednich programów graficznych. lepsze są zdjęcia sauté, czyli… bez ingerencji cyfrowych wynalazków.

Kompletnym nieporozumieniem są fotomontaże, gdzie widoczna fascynacja aktem zakłóca harmonię tła. Piękno kobiecego ciała zasługuje na specjalne traktowanie obiektywem, droga prowokacji artystycznej jest ciekawym pomysłem , ale na tę pozwolić sobie mogą nieliczni i bardzo doświadczeni, choć słynna Temida, jest chwalebnym tego wyjątkiem, który pozbawiłbym przepaski w lustrzanym odbiciu.

Autor zafascynowany jest naturą, osobliwie przyrodą i choć brakuje mi tutaj prac z silną perspektywą,  należą mu się słowa pochwały, ponieważ odwaga przy wyborze plenerów, zdaje się być kluczową, a gra światła i cienia w połączeniu z odpowiednimi filtrami, potęgują efekt. W jednym przypadku ta sztuka się udała.  Niestety, ten wybór kompletnie nie sprawdza się w kalendarzach, które mają złą formę przestrzenną, są zbyt małe i mają”cmentarny wydźwięk” spowodowany nadmiarem czerni. Jako środek artystycznego wyrazu budzą zainteresowanie, ale miejmy świadomość tego, że kalendarz, trafia do rąk przeciętnego człowieka, który oczekuje wyłącznie pozytywnych doznań i ten musi być „wesoły z natury”.

Bez wątpienia, autor posiada „iskrę Bożą”, ale rozpaczliwie potrzebuje dobrego sprzętu. Gdyby mógł go zastosować, prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia z pracami rozpatrywanymi w kategorii b. dobre. Fascynacja kosmosem, osobliwie planetami, zaowocowałaby z pewnością sesją specjalną, gdzie w centrum uwagi autora byłby zapewne Księżyc i jego wszelkie odmiany „alotropowe bez aktów”, choć wykonanie zadowalających zdjęć w warunkach tucholskich jest zadaniem karkołomnym, praktycznie niewykonalnym, no, chyba, że z perspektywy ulicy Świeckiej, to miejsce potrafi zadziwić, tarcza Księżyca i Słońca podczas wschodu, powodują tutaj silne odczucia i wręcz fantastyczne ujęcia (nienaturalna wielkość obiektów) pod warunkiem, że jest zima i niebo nie tonie w chmurach lub  oparach spalin.

Podsumowując, nasz MaRu, ma znakomite oko i wyczucie, ale musi dokonać ważnych wyborów, sztuka nie znosi kompromisów, fotografia moim zdaniem jest najlepszym wyborem, podejrzewam, że każdy wydany album byłby sukcesem przewyższającym „o głowę” te, które już wydano, przynajmniej w Tucholi.

Prace Pana Mariusza warto obejrzeć z jeszcze jednego względu, jeżeli przyjąć, że mamy do czynienia z amatorem, to ma zaczątki tego, by być wybitnym, świadczą o tym niektóre z przedstawionych prac, a te nie powinny znaleźć się w zamkniętej sali wystawowej TOK-u, a na jego korytarzach, nawet za cenę ich uszkodzenia lub nawet zniszczenia. Świetnym miejscem do wyeksponowania wszystkich prac MaRu byłyby absolutnie wspaniałe korytarze Urzędu Miasta i Gminy, te zapewniają właściwe oświetlenie i pewność, że prace Pana Mariusza trafiłyby do publiczności specjalnej, bo przypadkowej, tej najlepszej z najlepszych.

Na specjalne słowa pochwały zasługuje anonimowa dla mnie osoba, która przygotowała stosowny folder do wystawy, rzeczywiście zachęca i informuje, a staranność wykonania i format, są jak najbardziej godne i właściwe.

Polecam odwiedziny TOK-u i szczególne zwrócenie uwagi na trzy prace tej wystawy, umownie nazwałem je” „Temida” , „Bilardzistka” i „Las we mgle”. Dwie z nich widoczne są niżej, trzeciej nie odważyłem się przedstawić, tę obejrzeć trzeba „na żywo”, a nie za pośrednictwem telefonu komórkowego…

Mariusz R.Fryckowski


(red.)