Bezhołowie w Wielkiej Kloni

Gmina Gostycyn jest jedną z tych gmin, która potwornie ucierpiała w czasie kataklizmu, a ten przewalił się przez nasz powiat prawie dwa miesiące temu. Wielkie straty materialne, na przemian rozpacz z wściekłością poszkodowanych, to uczucia, które trwają do dzisiaj.

Owa wściekłość wynika z bezsilności, a ta oscyluje wokół zdrowia i pieniędzy dla poszkodowanych.

Cofnijmy się jednak przez chwilę, do tamtych, dramatycznych chwil.

Mieszkańcy Wielkiej Kloni nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że ich sytuacji po nawałnicy, pilnie przygląda się nasza redakcja, dokumentując wszystko to, co możliwe. W taki sposób udało się zebrać wiedzę, która teraz procentuje. Jej częścią jest wyjątkowa rola pani Sołtys, którą tak właściwie mieszkańcy, powinni raz dziennie nosić na rękach i to dosłownie. To wyjątkowo dzielna kobieta, której dom również ucierpiał w nawałnicy. Jednak łatwo przypuszczać, że  skoro piastuje tak odpowiedzialną funkcję, gdzie zaufaniem obdarowało ją lokalne społeczeństwo, to ich dobro jest wartością nadrzędną. I choć jej wpływy są właściwie żadne, robiła, co mogła.

Relacje z ludźmi, którzy ucierpieli w żywiole w takich sytuacjach, są wyjątkowo trudne, ale radziła sobie nie tylko ze sprawami bieżącymi, z którymi ścierała się w swojej miejscowości każdego dnia po kataklizmie, ale miejmy świadomość tego, że pokonanie nadrzędnej drogi urzędniczej, to już zupełnie inna sprawa.

Ile może udźwignąć jedna niewiasta? Pani Sołtys swoją postawą przypomina trochę Atlasa, niestety, niekończąca się walka z wiatrakami potrafi wyczerpać. Na szczęście zdrowy rozsądek podpowiedział jej ciąg dalszy – Pani Sołtys rezygnuje z funkcji, co nie oznacza, że w dalszym ciągu nie spieszy z pomocą, jednak teraz ma ona zupełnie inny wymiar.

We wsi pojawiło się szereg krzywdzących plotek, a te rzeczywiście potrafią okaleczyć, zwłaszcza w tak niewielkim środowisku. Na szczęście każda z nich jest kompletną bzdurą i tak właściwie można je traktować jak pomówienia, a tymi zajmuje się ślepa Temida.

O tym, że właśnie tak jest, utwierdza nas wypowiedź Pana Wójta gm. Gostycyn, którego pytamy wprost: co było przyczyną odejścia Pani Sołtys?

Wójt nie waha się ani chwili, odpowiada jasno i płynnie – zmęczenie, przerywamy i dopowiadamy używając kolokwializmu – wypalenie? Wójt potakuje głową. A co z plotkami? Krzywdzą osobę Pani Sołtys.

Trzeba przyznać, że Pan Wójt wyraża się o Pani Sołtys Wielkiej Kloni z wielkim szacunkiem, to chyba coś oznacza, prawda?

Podczas wizyty przedstawiciela naszej redakcji w Wielkiej Kloni trwało zebranie sołeckie. Odbyło się w miejscowym domu kultury. Obiekt nowoczesny i godny mieszkańców tej wsi. W wielkiej sali zebrała się garstka mieszkańców, ich zachowanie i swobodny sposób bycia mógł nasunąć przypuszczenie, że pomimo tragedii, która rozegrała się tutaj ledwie dwa miesiące temu, obecni na zebraniu oswoili się z rzeczywistością. Nic bardziej mylnego!

Zebranie sołeckie dotyczyło ustalenia budżetu wsi na 2018 rok. Jednak jak tego dokonać, kiedy nie ma sołtysa?

Z odsieczą nadszedł pan wójt, który zebranie zorganizował i sprawnie poprowadził. Dopełniano wszystkich kwestii formalnych, zebranie stało się faktem. W sposób demokratyczny zaproponowano pewne kwoty z konkretnym przeznaczeniem, a mieszkańcy zgłaszali problemy i głosując, popierali wnioski.

Jednak w pewnym momencie zebranie zeszło na bardziej egzystencjalne tory, powróciła kwestia strat wynikających z niszczycielskiego żywiołu. Pojawiło się wiele głosów i jeszcze więcej problemów, co najgorsze, postawy roszczeniowe osób poszkodowanych, choć słuszne, przybrały formę potoku pretensji i falę krytyki nie tylko władz samorządowych, ale całego systemu taksowania strat, przyznawania pomocy, wypłaty ubezpieczeń i problemów równoległych.

Pojawiły się zarzuty związane z brakiem komunikacji na linii poszkodowany – urzędnik oraz kwestie rozliczeń za materiały budowlane.

Jedna z uczestniczek zebrania stawia jasne zarzuty: brak przepływu informacji.

Kolejny zarzut dotyczy kwestii formalnych, zabierająca głos mieszkanka nie może się pogodzić z faktem, że pomoc, którą otrzymała z zewnątrz jest zasługą wójta. Włodarz jednak zapewnia, że jest gotowy nieść pomoc dodatkową.

Kwestia rozliczeń. Według uczestniczki spotkania nie do przyjęcia jest krótki termin rozliczenia pomocy na korzyść poszkodowanej, sprawa oscyluje wokół „papierologii”, ściślej faktur, które należy „wykombinować”[przyp. Autora], zanim pojawi się towar. Relacjonująca mówi jasno: firmy mają wystawiać faktury na towar, którego jeszcze nie mają, bo dopiero zamawiają. Ja dostaję zamówienia z wpłaconą zaliczką, a nie faktury. Faktury dostanę jak będzie towar.

Trudno się z tą argumentacją nie zgodzić, ale w tym momencie łatwo można dojść do wniosku, że poszkodowani, obecnie zapracowani ludzie, mają poważne luki w informacjach bieżących. Wiedzą o tym i oczekują pomocy ze strony swojej gminy, to oczywiste. I znowu kłania się polityka informacyjna, mieszkańcy nie mają czasu przeglądać dzienników ustaw, czy nowych rozporządzeń, oczekują takich informacji na tacy i to dosłownie. Oczekują kluczowych informacji na dwojaki sposób, poprzez rozmowę telefoniczną z urzędnikiem lub na stronach portalu gminnego.

Okazuje się, że jest z tym spory problem.

W naszej ocenie, wieś jest bardzo podzielona, trudno określić, po której stronie jest racja. Urzędnicy pełnią rolę służebną wobec społeczeństwa, czyli to właśnie ono powinno mieć rację, ale czy rzeczywiście tak jest?

Oddajmy cesarzowi, co cesarskie, władze gminne są w trudnej sytuacji, narzucona biurokracja odczłowieczy każdego, a w połączeniu ze zmęczeniem, tworzy się wybuchowa mieszanka.

Jednak urzędnik musi zdawać sobie sprawę z tego, że w takich chwilach prawidłowa organizacja pracy, to klucz do sukcesu, a tym jest również zaspokojenie głodu informacji mieszkańca i to kompletnie zdezorientowanego.

Niestety, niektórych trzeba prowadzić za rękę, nie każdy jest wstanie zrozumieć urzędniczy żargon, który dla zwyczajnego Kowalskiego jest pospolitym bełkotem.

Istnieje również doskonałe urządzenie wynalezione przez Bella – telefon, który naprawdę potrafi rozwiązać wiele problemów i to prawie za darmo, wystarczy po niego sięgnąć. Urzędniku – informacja, którą dzielisz się z mieszkańcem, a który ucierpiał, jest warta więcej, niż złoto.

W naszej ocenie, gmina ma dobrego wójta, rzeczywiście robi, co w jego mocy, ale można odnieść wrażenie, że jego współrządzący, mają poważny problem nie tylko z tempem pracy, ale jak się okazuje, z zasadami dobrego wychowania.

Jest rzeczą niedopuszczalną, aby w trakcie ważnego spotkania ze społeczeństwem – wyborcami, ich nie uszanować, żucie gumy przez samorządowca i to podczas debaty, jest zwyczajnym brakiem kultury i może zostać przyjęte, jako lekceważenie lub wręcz obraza zaproszonych. Drobny gest, ale jakże może być brzemiennym w skutkach!

Z naszych obserwacji, dzisiaj, zbierając i potwierdzając kolejne informacje,  próbowaliśmy się połączyć telefonicznie z Urzędem Gminy w Gostycynie, wczoraj (we wtorek) okazało się to niemożliwe, ponieważ urząd pracuje do 15:15, kto wymyślił takie godziny urzędowania i dlaczego?

Dzisiaj tylko pozornie było łatwiej, próbowaliśmy porozmawiać z panem wójtem. Udało nam się dodzwonić do sekretariatu urzędu, pracownica przełączyła rozmowę, jednak po drugiej stronie słyszalny był tylko sygnał, do rozmowy nie doszło. Wobec takiego obrotu sprawy, pojechaliśmy do Gostycyna przekonać się osobiście, co się tam dzieje? Cóż, ponownie kompletne bezhołowie, dwie najważniejsze osoby w gminie wyjechały, zakładamy, że to podróż służbowa, ale jak jest to możliwe, aby nie było kompetentnego reprezentanta gminy na czas absencji wójta?

Uzyskaliśmy potrzebne nam informacje, ale przyznajmy, nawet nam nie było łatwo. Teraz wczujmy się w sytuację mieszkańca, którego spotyka coś podobnego? Bez nerwów się nie obejdzie, to rzecz pewna.

Z takich drobiazgów składa się życie, jednak zdarza się, że właśnie te elementy przekładają się na opinię ludzi o pracy urzędu. Nie trudno się domyślić, co będzie dalej.

Potrzeba wrażliwości po wszystkich stronach niewątpliwie rodzącego się konfliktu, w tej chwili jest on w uśpieniu, ale byle iskra rozpęta piekło.

Wielka Klonia potrzebuje nowego sołtysa, wybór nie będzie prosty, była Pani Sołtys zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko. Procedowanie wyboru również nie będzie procesem szybkim, dlatego osoba postronna może się zdziwić tym, że na czas poszukiwania kandydata i wyborów, nikt nie wpadł na pomysł, aby przez tę chwilę swoje obowiązki pełniła jeszcze poprzednia pani sołtys.

Jeżeli nie wyraziłaby zgody, oznaczałoby to tylko jedno – ktoś bardzo ją skrzywdził w dodatku niesłusznie, jaki z tego płynie wniosek…, ów ktoś powinien, delikatnie mówiąc, zostać wytarzany w smole i  pierzu.

My jednak jesteśmy cywilizowani i jak zawsze stawiamy na przenośny… pręgierz.

Podczas zebrania sołeckiego w Wielkiej Kloni, najbardziej frapującą była frekwencja mieszkańców, a ta, delikatnie mówiąc, była… szczątkowa. Trudno postawić zarzut, że to przez lenistwo, raczej to bardzo jasny sygnał, że społeczeństwo w większości przypadków ma dosyć mnożących się problemów z wyegzekwowaniem wsparcia dla siebie i sąsiadów. To bardzo niebezpieczny sygnał dla gminy, najbliższe wybory samorządowe mogą przynieść wiele niespodzianek i rozczarowań w dodatku bardzo bolesnych.

Do tematu powrócimy w kolejnym wydaniu „Tucholskich Faktów w 10 minut”.


Mariusz R.Fryckowski