„Borowiackie Szlaki”, czyli… szandar za 4 miliony złotych. – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

„Borowiackie Szlaki”, czyli… szandar za 4 miliony złotych.

Czym jest szandar? To prawdziwa bomba kaloryczna w postaci dania składającego się z ziemniaków, jajek, boczku, smalcu, soli i cukru. Tę i wiele innych potraw umieszczono w „promocyjnej twarzy” projektu – witrynie internetowej: http://www.portal.tucholski.pl/. W drugiej części tytułu pojawia się wręcz niewyobrażalna kwota, która być może jest przyczynkiem do kolejnego skandalu, jednak tym razem na o wiele większą skalę. Póki, co, odtrąbiono sukces, tym razem podczas spotkania w miejscu, którego mury widziały wiele, tym razem zbyt wiele…

Zanim przejdziemy do konkretów, zastanówmy się przez chwilę na swoistą prawidłowością, na którą uwagę zwracamy kolejny już raz…

Kiedy Powiatowi – instytucji potrzebne jest wsparcie medialne? Wtedy, gdy organizowana jest konferencja prasowa, gdzie w świat wędruje informacja o „niespotykanym sukcesie” – zwiększeniu długu o kolejne miliony, dalej, gdy ważą się losy Zarządu, na pięć minut przed udzieleniem absolutorium. W pozostałych przypadkach nie mamy, co liczyć na informacje, ponieważ są opracowywane przez…, nie, pomylisz się Drogi Czytelniku, nie przez media, a przez Wydział Promocji i Sportu, który jak łatwo stwierdzić jest „tubą powiatową” o dość ograniczonym zasięgu. Media, czyli społeczeństwo, informowane jest o ważnych dla niego kwestiach zawsze po fakcie. Interesujące? Nawet bardzo, czyżby istniały wieści, których roztrząsać nie warto?

W takim razie, kto powinien to ocenić? Wspomniane już społeczeństwo poprzez niezależne, lub uzależnione od cudzej kiesy media? Nic podobnego, wyrocznią staje się „cud mniemanologii stosowanej” rodem spod pióra nieodżałowanego prof. Stanisławskiego, czyli… Wydział Promocji i Sportu. Realizacja zadań przy otwartej przyłbicy, to obowiązek władz powiatu wobec swoich wyborców. Brak informacji, lub podawanie jej we własnym opracowaniu, które biernie ściągane jest przez inne media, to zwyczajny brak profesjonalizmu ze strony redakcji i ryzyko manipulacji faktami ze strony urzędu.

Zacznijmy niewinnie od zaprezentowania tego, co można odnaleźć w portalu powiatowym: http://www.powiat.tuchola.pl

 

KONFERENCJA ‚BOROWIACKIE SZLAKI W REZERWACIE BIOSFERY BORY TUCHOLSKIE’

24 czerwca br. w pięknym otoczeniu pałacu Janta-Połczyńskich w Małej Komorzy odbyła się konferencja kończąca projekt „Borowiackie Szlaki”.

W wyniku projektu realizowanego przez Powiat Tucholski w partnerstwie z Gminą Brusy i Gminą Czersk Bory Tucholskie wzbogaciły się o następujące elementy:

 

  • 90 miejsc postojowych w 20 lokalizacjach, 
  • 21 punktów wyposażonych w wiaty, ławki i stojaki na rowery,
  • 540 km odnowionych lub utworzonych szlaków turystycznych,
  • 150 „mówiących kamieni” znakujących ciekawe turystycznie miejsca,
  • 64 tablice terenowe oparte na światowych wzorcach,
  • przebudowany teren przy Punkcie Informacji Turystycznej w Tucholi,
  • internetowy portal turystyczny z danymi geograficznymi,
  • aplikacja turystyczna na smartfony,
  • kompleksowe badanie ruchu turystycznego,
  • wyjazd studyjny, warsztaty szkoleniowe, prezentacje i publikacje projektowe,
  • promocja na międzynarodowych i krajowych konferencjach.

_____________________________
W konferencji udział wzięło ponad 30 osób reprezentujących zespół projektowy lidera i partnerów, samorządy i organizacje zaangażowane w realizację projektu, instytucje zaangażowane w ochronę przyrody, instytucje wykorzystujące ją do celów gospodarczych oraz prowadzące edukację przyrodniczą. Dodatkowo przybyli przedstawiciele sąsiednich samorządów oraz Lokalnych Grup Działania wspierających rozwój zrównoważonej turystyki w rezerwacie biosfery (LGD Sandry Brdy i LGD Bory Tucholskie). Zmiany składu Polskiego Komitetu Narodowego Programu MaB spowodowały, iż dotychczasowy jego wiceprzewodniczący, prof. Roman Soja, w ostatniej chwili odwołał swój udział, przesyłając jednocześnie życzenia dalszych owocnych działań. Podobne życzenia organizatorzy otrzymali od prof. Sławomira Ratajskiego, Sekretarza Generalnego Polskiego Komitetu ds. UNESCO. Ograniczona liczba miejsc nie pozwoliła na zaproszenie szerszej publiczności, która mogłaby być zainteresowana tematem konferencji.

Zgromadzonych gości przywitał Wiktor Metkowski, Wicestarosta Tucholski. Koordynator Projektu, Karol Gutsze, przedstawił genezę jego powstania oraz modułową strukturę działań. Przybliżył też zgromadzonej publiczności część modułów, takich jak „mówiące kamienie” czy promocja. Wyniki badania ruchu turystycznego przedstawiła Monika Kwiecińska z firmy SOMA, o odnawianiu oznakowania szlaków i poprawie ich przebiegu opowiedział Tadeusz Frymak z PTTK Szlak Brdy, a dr Robert Brudnicki omówił podstawowe zasady „interpretacji dziedzictwa” oraz nowoutworzonego systemu tablic terenowych.

Wycieczka studyjna na „Szlak Trzech Akweduktów” i do rezerwatu „Jeziorka Kozie” pozwoliła na obejrzenie w terenie przykładowych elementów projektu. Doskonała atmosfera spotkania wywołała gorącą dyskusję, podczas której Regionalny Konserwator Przyrody Marek Machnikowski nie tylko tłumaczył różnice pomiędzy różnymi formami ochrony przyrody czy podstawowe zasady prawidłowego sporządzania raportów oddziaływania na środowisko, ale też oferował współpracę Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska przy prowadzeniu akcji edukacyjnych dla mieszkańców. W dyskusji aktywnie uczestniczył także przedstawiciel Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, zwracając uwagę na konieczność łączenia ochrony przyrody z gospodarczą funkcją lasów.

Miłosz Deptuła z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, członek zespołu prof. Nienartowicza – jednej z kluczowych osób, którym zawdzięczamy utworzenie rezerwatu biosfery – wyjaśnił przyczynę zanikania wrzosowisk w Borach Tucholskich oraz opowiedział o planowanej w 2015 roku w Toruniu międzynarodowej konferencji dotyczącej rezerwatów biosfery. W dyskusję włączali się wszyscy zgromadzeni, trudno więc jest przytoczyć pozostałe pojawiające się wątki. Ważną refleksją było wielokrotnie powtarzane stwierdzenie, że warto jest realizować wspólne, partnerskie projekty, gdyż działania na rzecz ochrony przyrody i rozwoju turystyki nie dają się ująć w sztywne ramy administracyjne czy organizacyjne. Karolina Kawczyńska, opiekunka projektu z ramienia Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych, zwracała uwagą na fakt, iż projekty stanowiące kontynuację udanych działań, (do których zalicza się projekt „Borowiackie Szlaki”), mają większą szansę na otrzymanie dofinansowania w następnych konkursach.

Zrealizowana konferencja była wspaniałym akcentem wieńczącym trzyletnie wysiłki związane z przygotowaniem i realizacją projektu „Borowiackie Szlaki”. Stanowiła ona doskonałą zachętę do wypracowania wspólnej koncepcji dalszych działań przyczyniających się do promocji idei Rezerwatu Biosfery Bory Tucholskie, odwołując sią zarazem do wielu już sprawdzonych w kończącym się projekcie rozwiązań.

 

Przygotował Wydział Promocji i Sportu 

 

 

Tyle urząd.

 

Pozornie sucha notatka spełnia proste zadanie – niejako przy jej pomocy, odtrąbiono „kolejny sukces” urzędników, którzy podjęli dość karkołomną próbę przekonania społeczeństwa o tym, że kolokwialnie mówiąc: „wszystko gra”. Otóż nie i właśnie o tym dzisiaj podyskutujemy z poziomu „nizin”.

Pierwszą sprawą i to najbardziej rzucającą się w oczy, jest megalomania urzędników powiatowych, tych z samej „góry”. Zadajmy proste pytanie: ile kosztowało poniedziałkowe spotkanie w pałacyku Janty – Połczyńskiego, (który przewraca się w grobie) i okolicznościowe „extrasy”? Pięć tysięcy, dziesięć, a może nic? Otóż… nic, za wszystko zapłaciliśmy my – obywatele tej społeczności, inaczej, ponieważ powiat tonie niczym Titanic w potwornych długach, całość zorganizowano na… kredyt!

Projekt „Borowiackie Szlaki” budzić musi także jakiś rodzaj politowania wobec powiatów ościennych, które wzięły w tej inwestycji udział. Nie znamy ich kondycji finansowej i wydatków, które musiały ponieść. Zostawmy te ustalenia pismom tradycyjnym, papierowym, one też muszą jakoś przeżyć kolejny miesiąc. Praktyka podpowiada, że był to wysiłek na granicy wytrzymałości ich budżetów. Przypomnijmy, rozpoczęło się drugie półrocze, a kolejnych zadań nie ubywa.

Przestańmy snuć wątpliwości i przejdźmy do konkretów. Jest ich zupełnie sporo, jednak do każdego wykonanego zadania mamy spore wątpliwości, czy wykonano je rzetelnie i co najważniejsze, czy w tej chwili były one nam niezbędne? Ustalmy także jedno, przestańmy zasłaniać się idiotycznymi motywacjami, które dotyczą pomocy pochodzącej ze środków unijnych, bo to także nasze pieniądze, które wpłacamy do wspólnej kasy, odkąd doszliśmy do wniosku, że Unia Europejska jest naszą szansą.

 

  1. 90 miejsc postojowych w 20 lokalizacjach, 

  2. 21 punktów wyposażonych w wiaty, ławki i stojaki na rowery,

  3. 540 km odnowionych lub utworzonych szlaków turystycznych,

  4. 150 „mówiących kamieni” znakujących ciekawe turystycznie miejsca,

  5. 64 tablice terenowe oparte na światowych wzorcach, (ten punkt nie zasługuje na komentarz)

  6. Przebudowany teren przy Punkcie Informacji Turystycznej w Tucholi,

  7. Internetowy portal turystyczny z danymi geograficznymi,

  8. Aplikacja turystyczna na smartfony,

  9. Kompleksowe badanie ruchu turystycznego,

  10. Wyjazd studyjny, warsztaty szkoleniowe, prezentacje i publikacje projektowe,

  11. Promocja na międzynarodowych i krajowych konferencjach.

 

Ad1. 90 miejsc postojowych w 20 lokalizacjach.

 

Idea zasadniczo była słuszna. Miejsca postojowe dla przyjeżdżających turystów, to zwyczajna konieczność i nie warto się nad tym tematem głębiej pochylać, szkoda czasu, jednak zastanówmy się, czy ich usytuowanie było słuszne. Z tym już jest nieco gorzej, czego potrzeba nam prócz turystów, oczywiście najbardziej? Miejsc, gdzie można ich ulokować na jakiś czas. I nie jest to tylko kwestia pól namiotowych i ich infrastruktury, a miejsc noclegowych z prawdziwego zdarzenia. O co chodzi? O hotele, hostele, system ujednoliconych warunkami kwater prywatnych, miejsc gdzie ustawić można campery i podłączyć je do mediów. Prócz tego kwestia sanitariatów, pryszniców itp. Wtedy miejsca parkingowe i ich prawidłowe usytuowanie mają sens. Co daje turystom zaledwie 90 miejsc w pobliżu atrakcyjnych (według planistów) miejsc? Chwilowe zadowolenie i nic więcej. Czy turyści pozostawią w tych miejscach jakieś pieniądze? Może tylko wtedy, gdy śmiecą, a zostaną przyłapani na tym procederze przez służby leśne. Niewiele w tym sensu, jeszcze mniej gospodarskiej rezolutności. Efekt? Miejsca te zostaną zniszczone, ponieważ zabraknie środków na ich konserwację, zwłaszcza w terenie pozostającym bez nadzoru.

 

Ad2. 21 punktów wyposażonych w wiaty, ławki i stojaki na rowery.

 

Pozornie wszystko jest w najlepszym porządku. Niestety, schludny wygląd nie oddaje jakości wykonania tych urządzeń. Konstrukcje są bardziej, niż delikatne, podatne na wpływy atmosferyczne, z biegiem czasu robią się chwiejne, dochodzi do ich uszkodzeń z różnych przyczyn. Z podobnym problemem mamy do czynienia na polach namiotowych, gdzie planiści nie mieli dodatkowo przysłowiowego ‘zielonego pojęcia” o ergonomii.

Czym jest ergonomia? Użyjmy encyklopedii. To dyscyplina naukowa zajmująca się dostosowaniem pracy do możliwości psychofizycznych człowieka.

Innymi słowy, stojak do wioseł i kajaków ma być w pobliżu wody, a nie na wzgórzu oddalonym od niej o dwieście metrów. Dobrze, zostawmy to, bo wchodzimy w zakres zadań Urzędu Miasta i Gminy.

 

Ad3. 540 km odnowionych lub utworzonych szlaków turystycznych.

 

I tak właściwie dodać do tego punktu można oczywistość, że przynajmniej połowy z nich turyście nigdy nie odnajdą z prostej przyczyny – braku informacji i bynajmniej nie o „mówiące kamienie” tutaj chodzi, a o dostępność informatorów, system map, infomatów, których (jeżeli są) albo nie ma, albo umiejscowiono je bez większego sensu.

Odnowienie szlaków brzmi bardzo dumnie, przeciętny czytelnik ma wrażenie, że powstałe ścieżki wyłożono marmurem, otóż nie, choć ceny przypominają wydatki na ten cenny „kruszec”. Idę o zakład, że wyznaczenie tras, opisanie, oznakowanie i wygrabienie, nie kosztuje lwiej części 4000 000 wywalonych w błoto. Szumnie brzmiący punkt i nic więcej.

 

Ad4. 150 „mówiących kamieni” znakujących ciekawe turystycznie miejsca.

 

„Mówiącym kamieniom” poświęciliśmy specjalny dział o tej samej nazwie. Pomysł sam w sobie jest świetny, jednak to, co wydarzyło się od chwili ogłoszenia przetargu, do jego realizacji stanowić będzie zagadkę godną sycylijskiej Camorry, choć bez śmiertelnych ofiar. Kontrole trwają i czas pokaże, czy i ile głów spadnie w wyniku ogromu bzdur, które przy realizacji tego zadania popełniono. Co mamy w efekcie? Niewidoczne, nieczytelne kamyki różnej wielkości, które już zarosły chwastami. Ich nadmiar spowodował to, że w niektórych miejscach stały się reklamami biznesów miododajnych (Łyskowo), lub „zapakowano” je na terenach, które nie stanowią własności powiatu. Przynajmniej w jednym przypadku pisemna interwencja urzędnicza spowodowała to, że „nagrobek” usunięto. Co z resztą? Stopień nasycenia jest wprost proporcjonalny do tego, który obejrzeć można np. w Kęsowie. Ot, takie lokalne Stonehenge, żywcem przeniesione z Oder, tyle, że bez formy kręgów. No i ta tucholska otoczka moralno – biznesowa wokół – żenująca w  oparciu o media ogólnopolskie, gdzie władze powiatu skompromitowały się swoimi wypowiedziami. Przy takiej reklamie, oczekiwać możemy gości z chyba tylko z okolic koła podbiegunowego, zakładając, że nie mają telewizorów.

 

 

Ad6. Przebudowany teren przy Punkcie Informacji Turystycznej w Tucholi.

 

Zadam proste pytanie – po co? Czy poprawiło to jakość usług? A może stał się cud i obsługa punktu poznała wreszcie tajniki języków obcych w stopniu umożliwiającym swobodną konwersację? Wyremontowana brama za nich tego nie zrobi.

 

Ad7. internetowy portal turystyczny z danymi geograficznymi.

 

Ten portal to wstyd i najgorsze ogniwo inwestycyjne. Zarówno forma, typografia, treści i  informacje są na poziomie ucznia szkoły podstawowej, chociaż nie, obraziłbym przynajmniej część tych młodych ludzi. Zakładam, że kosztował krocie, bo to świetna okazja, aby złupać instytucję, która wydaje pieniądze dość „luźną ręką”. Co najgorsze, część tego portalu zwyczajnie nie działa. Coś atrakcyjnego? Może tytułowy szandar, który jest najdroższym daniem świata ( dla spowolnionych – odnośnik do tytułu).

 

Ad8. Aplikacja turystyczna na smartfony.

 

To kpina, system nie działa. Gdyby jednak stał się cud i wszystko ruszyło, kogo stać będzie obecnie na smartfona? A może władze powiatu założyły, że ich inwestycja ściągnie tutaj nababów? Cóż, w Bengalu jest ciekawiej.

 

Ad9. Kompleksowe badanie ruchu turystycznego.

 

Badania pozostawmy lekarzom, turyści pojawią się wtedy, gdy rozwiązane zostaną problemy wymienione wyżej.

 

 

Ostatnie dwa punkty uznać można za uzupełniające całą tragedię pt „Borowiackie Szlaki”, za urzędnicze „wodolejstwo”, ponieważ można w nie wtopić dowolną ilość pieniędzy, co gorsza na cokolwiek i zapewne tak się stało, patrząc na to, jak przedmiotowa instytucja żyje ponad stan, bawiąc się w podmiejskich ośrodkach, zapominając o lokalnym patriotyzmie i wyborcach, którzy także zajmują się gastronomią, która właśnie upada. W efekcie turysta umrze z głodu, lub zatruje się wyrobami lokalnych masarni, które nie do końca poznały pojęcie „utylizacja”.

Podsumowując długi wywód nadmienić trzeba, że autor tekstu zadał sobie sporo trudu i osobiście zwiedził wszystkie „osiągnięcia” ludzi realizujących projekt i ma nieodparte wrażenie, że całość wygląda przepięknie, ale przy bliższym poznaniu  przypomina… atrapę dobrze wypadającą na fotografiach. I jeszcze jedno, ile nowych miejsc stworzono przed, w trakcie lub po zakończeniu inwestycji? Według naszych ustaleń ani jednego. 

_________________________________________

3288256Tucholi potrzebna jest jeszcze jedna inwestycja, zapewniam, będzie tania, nawet bardzo, wejdźmy w alianse z Urzędem Miasta i Gminy i wzorem Bystrzycy Kłodzkiej zainwestujmy w… pręgierz. Z obsadzeniem wakatu kata, problemu raczej być nie powinno, klientów z pewnością także nie zabraknie. I chcociaż ten w Bystrzycy służył nawracaniu niewiernych żon, nasz zmodyfikowalibyśmy w zależności od głupot, które popełniali, popełniają i popełnią jeszcze, tucholscy urzędnicy z… naszego wyboru. 

 

 

Mariusz R.Fryckowski