Jest pyszny, kiedy około godziny 11:00AM odwiedzisz tę niezwykłą piekarenkę,masz pewność, że jest gorący, bo właśnie wyjęto go z pieca. Uwielbiamy ten z posypką, a najbardziej to, że jest zapakowany nie w folię, a papierową torebkę. Wzór dla wszystkich „nowoczesnych” – piekarnia Pana Piotra Latzke z…, a jakże, z Tucholi!

Piekarnia pana Piotra,to historia, tradycja, marka i gwarancja tego, że do konsumenta trafia najlepszy produkt, który znamy i cenimy od… zawsze.

Sernik KRAKOWSKI i inne smakołyki, kiedyś, kiedy w Tucholi istniało prawdziwe kino, seans bez tego „ciacha” nie miałby sensu. Było wygodnie, dwa kroki od Mira / Sokoła.

Informacja dla młodszych mieszkańców, tak właśnie nazywało się tucholskie kino. Kiedy władze miasta musiały fascynować się socjalizmem (niektórym b. łatwo to przychodziło), obowiązującą nazwą był „Mir” z rosyjskiego „Świat”. Po latach udręki, również na drewnianych fotelach, nadszedł czas na zmiany, prócz odejścia komuszego pomiotu, widocznymi były zmiana nazwy na „Sokół”, drugą wymiana foteli na wygodniejsze. Dalszy scenariusz znamy, czerwony kur pochłonął wszystko, a do dzisiaj przetrwały tylko plotki o tym, jak to się stało i mgliste wspomnienie o firmie Neptun.

Do piekarni pana Piotra od zawsze wędrowały prawdziwe pielgrzymki tucholan. Najwięcej było ich przed świętami,bo właśnie wtedy do piekarniczych pieców trafiały najwymyślniejsze ciasta tucholskich gospodyń. Idę o zakład, że i dzisiaj właściciel piekarni nikomu nie odmówiłby takiej usługi. Jak wyglądały i smakowały ciasta upieczone w znakomitych piekarniczych piecach? Krótko – wspaniale!

Nadeszły czasy dyskontów, marketów, ciast w proszku, niby-ciast, nafaszerowanych chemicznym świństwem, a piekarnia pana Piotra trwa i cieszy się niesłabnącym powodzeniem od pokoleń. Co może ją ograniczyć? Jakość składników i chyba tylko wyobraźnia. Co do pierwszego, dostawcy muszą być sprawdzeni, piekarz doskonale orientuje się w tym, z czego powstaną jego ciasta, substrat – bubel nie przejdzie!

W powszechnym użyciu znalazła się folia, taka zwykła, najzwyczajniejsza, niestety, trafiła do wielu piekarń w postaci worków, do których pakuje się często jeszcze ciepły w dodatku pokrojony chleb. Owszem, to bardzo wygodne, ale zaparzony w worku chleb zmienia się. Nikt nie informuje o tym klienta, ale folia nie pozostaje bez wpływu na produkt, unikajmy tego, jak ognia.

Prawdziwy piekarz pakuje swoje wyroby wyłącznie w papier i tak właśnie jest u pana Piotra. Unikajmy też pokrojonego chleba, precz z wygodą, ten niepokrojony jest zwyczajnie lepszy. Zainwestujmy w dobry, ostry nóż, chleb pokrojony w domu, zachowa świeżość znacznie dłużej, no i jak smakuje!

Niektórzy z nas przechowują chleb w specjalnych chlebakach, zadbajmy o to, aby były drewniane. Jeżeli już się zdecydujemy na jego zakup, niech do niego trafia chleb tylko z jednej piekarni.

Można też nie zawracać sobie głowy i przechowywać go w papierowej torebce, w którą pakuje nam wspaniały chleb przemiła pani ekspedientka. Gwarantuję, długo nie poleży, domownicy skutecznie o to zadbają.

Tak to się robi w Tucholi!


Mariusz R.Fryckowski