Czy tucholanie zaprotestują pod biurem znanego europosła? A może to „przedwyborczy numer”?

Mija kolejny dzień wstydu po tym, jak w doborowym towarzystwie płomiennych obrońców „starego porządku” urodzony w Tucholi, obecnie pełniący funkcję europosła Pan Tadeusz Zwiefka przyklepał w „Brukselce” taką bzdurę,że pół Europy trafił szlag. Rzeczywiście, naruszając wolność w sieci, eurokraci rozpoczęli marsz po polu minowym, zobaczymy, kto pierwszy wyleci w powietrze.

Efekt jest taki, że zaprzyjaźnione z nami redakcje z całego kraju upewniają się, czy wspomniany „delikwent od Acta2” pochodzi z „tej Tucholi”. No i niczym latarnie nad tucholskim Głęboczkiem, świecimy oczyma za posła już czwarty dzień.

Przypomnijmy tym, którzy nie wiedzą, o co chodzi i wytłumaczmy tym, których „oderwaliśmy na chwilę od piwa i smarzeniny”. Parlament Europejski poparł w środę projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym Internetu. Za propozycją opowiedziało się 438 europosłów, przeciw było 226, 39 wstrzymało się od głosu. Europosłowie byli mocno podzieleni w tej sprawie – z Polski przeciwko przepisom było PiS, natomiast europarlamentarzyści PO głosowali za projektem w tym europoseł Zwiefka w „doborowym” towarzystwie:

Niezła lista i powtarzalne od wielu miesięcy nazwiska, które obecnie PiS przewrotnie nazywa „sygnalistami”, co w normalnym języku odpowiada zwrotowi – donosiciele. Sami zainteresowani są przekonani (przez kogo?), że działają w imieniu demokracji, ściślej, marzą o powrocie starego porządku. PiS stanął na drodze i… porobiło się, kto wie, czy po powrocie do domu, owi obrońcy nie wylądują w Tworkach, albo we Wronkach.

Europoseł Zwiefka twierdzi,że sprawa cenzury Internetu, to kosmiczna pomyłka, a ci,którzy twierdzą, że cenzura wszystkich zagrażających demokracji tekstów, linków a wykryte poprzez inteligentne algorytmy ma inny cel, niż myśli większość internautów.

– Mówienie o cenzurze internetu to nieporozumienie. Nic takiego nie ma ani nie będzie miało miejsca – zapewnia europoseł.

– Rosnące zjawisko naruszeń praw własności intelektualnej w internecie, czyli ujmując krótko piractwo, wymaga skutecznej reakcji, która pozwoli na uczciwe wynagradzanie twórców za ich dzieła. Każdy, kto ma ulubionego piosenkarza, autora książek czy reżysera filmowego, chciałby, aby otrzymywali oni odpowiednią płacę za ich pracę, która cieszy nas na co dzień, dostarcza rozrywki i buduje naszą polską i europejską tożsamość kulturową – przekonuje europarlamentarzysta. Nas jakoś nie przekonał, bardziej rozśmieszył swoją naiwnością, albo celowym działaniem.

Niestety, społeczność jakoś znowu nie może zaufać prawdom objawionym skompromitowanej PO i zapowiada protesty. Część z nich właśnie się odbywa, a kolejne są przed nami, co ciekawe, być może również w Tucholi, jak donoszą nam anonimowe (ha! anonimowe) źródła.

Co to oznacza? Tucholanie obudzą się z letargu, wezmą transparenty, szturmówki, reklamówki pełne jajek i pomidorów i pójdą do biura europosła, aby go”przekonać”, że się myli?

Tak może się wydarzyć, co właściwie nic już nie da, z wyjątkiem przyjazdu patrolu policyjnego i spisania tych, którzy być może wezmą udział w proteście.

W naszej ocenie, nic takiego się nie wydarzy, szybciej „spontaniczny” happening, czyli pokrzykiwanie w stronę europosła, ale ściśle zaplanowane. Jeżeli tak, to przez kogo?

Zakładamy spontaniczność nie bez kozery (sam Kozera za komuny, był zdaje się kolegą redakcyjnym pana europosła), zwłaszcza młodych ludzi, ale gdzieś tego szaleństwa musi być początek, a ten wydaje się być za górami, za lasami. Poszukajmy inspiracji bliżej.

Komu może zależeć na tym, aby na podobnym proteście zbić kapitał popularności? To przecież oczywiste, nawet ślepy dostrzeże tę możliwość.

Podczas oficjalnej prezentacji kandydatów do samorządów z ramienia PiS, można było dostrzec pewną zależność. Nie było tłumów,oczywiście nie myślimy o mieszkańcach,którzy politykę mają tam, gdzie…, wiadomo gdzie. Zabrakło nawet działaczy lokalnych tej partii. Co się dzieje? Nic szczególnego, zdaje się,że mamy czasowy, drobny, jak maczek kryzysik wśród lokalnej „dobrej zmiany”, ale jest jedno spoiwo, które ich połączy: dyscyplina partyjna i… żłób, do którego dążą, a ten wisi na jednym siwym włosku w związku z tym, że jest wielu chętnych i bardziej kompetentnych.

Co zrobić, aby przekierować sympatię społeczną, zwłaszcza tej młodszej części wyborców na PiS? Potrzeba terapii szokowej , czyli spektakularnej akcji i ta może się odbyć (choć po tym tekście niekoniecznie) pod oknami biura pana europosła Zwiefki.

Wspólny front z miłośnikami wolności w sieci? To może być ciekawy eksperyment, który może źle się zakończyć nie dla posła, a dla działaczy partii, którzy odbierani są przez młodych ludzi, jako przyczynek do ewentualnego wyjścia POLSKI  z lewackiej unii. Młodzi ludzie ciągle nie mogą zaakceptować prawdy oczywistej, że poza unią też jest życie! Kołchoz mamy głęboko zakorzeniony w genach,zwłaszcza,że unia jest tylko jego alotropową odmianą, z centralą na Kremlu poprzez Berlin, choć nikt w to nie wierzy.

Może też wydarzyć się i inny cud, nikt nie przyjdzie, a sprawa rozejdzie się po kościach, przybierając formę dziennikarskiego kłamstwa lub zwyczajnej plotki, która od zawsze w naszym miasteczku robiła zawrotną karierę.

A sam europoseł? Cóż, pewnie ciągle jest zabiegany…

I ciekawe przemyślenia pana posła…


(mrf.)

Fot. zrzut z ekranu