Stawiamy to pytanie w wyjątkowy sposób – publiczny, być może doczekamy się wreszcie,  po wielu latach, jakiejś sensownej odpowiedzi, z którejś z zainteresowanych stron, bo dotychczas były tylko obietnice i to bardzo mętne, udawana nieświadomość służb i próba zamiatania problemu pod dywan, oczywiście nieudana.

W sprawie tucholskiego zakładu wysokiego ryzyka, poświęciliśmy dużo sił i środków. Powszechna obojętność absolutnie wszystkich, budziła nasze zdziwienie. Czy powodem jest strach przed decydentami, tak powszechny od czasów,kiedy powiatem tucholskim rządziła bezpieka?  Ta epoka się zakończyła, pozostaje tylko rozliczenie potomków sprawców oraz tych, którzy dzięki parasolowi ochronnemu służb, dorobili się majątków.

Sprawa”Hydrotoru”, a ściślej mówiąc zakładowego, nielegalnego wysypiska śmieci, to problem wyjątkowy, którego unikali jak ognia wszyscy, których indagowaliśmy. Panowała powszechna zmowa milczenia, teraz coś drgnęło i to nie bez przyczyny. Na szczęście odszedł były prezes firmy, a jego miejsce zajął ktoś zupełnie inny. Mamy zapewnienie,że nowy gospodarz postawił sobie cel – rozwiązanie problemu śmieci. I słusznie, dobry zakład kojarzony z takim zapleczem? Przecież to wstyd przed klientami, kontrahentami, czy ludźmi, których domostwa położone są bardzo blisko tego fatalnego miejsca.

Główny powód naszych obaw, to zagrożenie pożarowe, a wiemy, że obecnie, jakimś dziwnym zrządzeniem losu wysypiska płoną w różnych częściach kraju. Oczywiście, to sarkazm, niemniej nowy szef firmy, jak się domyślamy, doskonale wie o tym, że sprawa wysypiska może przynieść firmie nieobliczalne skutki prawne i formalne.

Naszym zdaniem za wszystko powinien odpowiadać poprzednik, niestety, odszedł na umowny, „zasłużony odpoczynek”, pozostawiając po sobie wyłącznie niesmak, choć to sprawa dla Temidy. Brak odpowiedzialności za całokształt dziwi, czyżby tucholskie ramię sprawiedliwości, również miało bielmo na oku?

Tucholska przypadłość, wszyscy o wszystkim wiedzą, ale nikt niczego nie powie, bo może stracić robotę? Może warto wreszcie przestać się bać? Może warto wreszcie zrobić porządek z „Salonem”, który pozostawił po sobie nowe, uwikłane pokolenie? To taka, nasza polska słabość – układy, czas je przerwać i dobrać się do podszewki niby-moralnej tych ludzi, którzy pochowali się za maskami dobroduszności, charytatywności i dobroci wszelakiej. Co najgorsze, bezwiednie podpisujemy się pod ich honorowymi tytułami, które w oczach uświadomionych, są zwykłą farsą. Czas je odebrać, a postawy antymoralne… napiętnować.

Jak dzisiaj wygląda przeklęta ziemia „Hydrotoru”? Nie mamy pewności, czy to jest jeszcze teren tej firmy, wygląda tak, jakby był bezpański. Zniknęły tablice ostrzegawcze, które kiedyś odstraszały osoby niepożądane, teren jak był, tak jest zdewastowany, brama wjazdowa otwarta na oścież i… jest zmiana!

Gdzie u licha podziała się ogromna ilość zgromadzonych śmieci? Po dawnych hałdach, nie ma śladu,a to,co pozostało jest ledwie ich nędzną resztką ?

To pytanie skierowaliśmy do jedynej osoby w mieście, której zależy na tym, by Tuchola odzyskała bezpieczeństwo, a”Hydrotor”  „twarz”, do Burmistrza Tucholi. Niestety, nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

Nie byliśmy tym faktem zdziwieni, prawdopodobnie nikt nie potrafi , z wyjątkiem gospodarza terenu. Po niezliczonych informacjach od okolicznych mieszkańców, że ogrom śmieci utylizowano w niedozwolony sposób, mamy jakąś odmianę. Takiej masy nie można zakopać,utopić, czy wysłać w kosmos, ktoś to zaczął wywozić, ktoś inny to utylizuje, zakładamy,że zgodnie z zasadami i ktoś za to płaci. Po cichu i skutecznie?

To nas nie obchodzi, interesuje nas wyłącznie bezpieczeństwo części miasta, która w przypadku pożaru, niechybnie by ucierpiała. Co najgorsze, ludzie przez tyle lat nie chcieli być świadomi widma możliwej katastrofy ekologicznej, o niewyobrażalnym promieniu skażenia terenu.

Ten fakt zadziwił nawet nas, tucholanie zatracili instynkt samozachowawczy? To raczej wątpliwe, lepiej nie wiedzieć, nie słyszeć, nie komentować, bo”ściany mają uszy”, a złe języki mogą donieść tam, gdzie nie trzeba. To naleciałość historyczna, nie możemy za to ganić ludzi, ale niepytani… możemy im pomóc.

Bez dobrych chęci  zainteresowanego, niewiele da się zrobić, pozostaje monitować, rozmawiać z władzami, pokazywać, pytać,prosić, a nawet użyć środków ostatecznych i skorzystać z pomocy z zewnątrz. Jednak ta „broń” ma to do siebie,że jest nieobliczalna w konsekwencji swojego działania, zaszkodzilibyśmy rodzinom uwikłanych i wizerunkowi miasta, który trafia na zewnątrz. To nie jest naszym celem.

Wrogiem są śmieci i niefrasobliwość odpowiedzialnych, za brak reakcji, lub próby zafałszowania rzeczywistości,  bo i tak bywało.

Teraz jest nadzieja, że nowy szef firmy będzie konsekwentny, problem rozwiąże i to możliwie najszybciej, leży to nie tylko w Jego interesie,ale wszystkich, którzy w tej sprawie zawiedli, a będą się starali o reelekcję lub inne zaszczyty. My jeńców nie bierzemy, ale to wie już każdy.


(red.)

Mariusz R.Fryckowski