Czy wejdziemy w skład IV Rzeszy? W cieniu 89 miesięcznicy i ciągłego braku rękoczynów

No, cóż, ubywa paliwa smoleńskiego kształtującego nastroje społeczne, polityka Prawa i Sprawiedliwości musi się zmienić. Można jeszcze przez jakiś czas „ciągnąć na rezerwie” wykorzystując sprawę bandytów, którzy z uporem maniaka „chlastają” nożami na lewo i prawo poprawnych politycznie i tych kompletnie przypadkowych.

Będziemy niczym wyspa (ponownie) pośrodku oceanu bestii, które o niczym innym nie marzą, jak tylko o stworzeniu z naszego nieszczęśliwego kraju murzyńskiej kolonii. I trudno się dziwić temu, że podczas 89 miesięcznicy Pan Prezes znowu chlapnął, „że nikt nam nie narzuci woli z zewnątrz, że nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii”.

V kolumna tzw. demokracji pod jedynie słusznym protektoratem, zagotowała się, niczym woda w czajniku. Nie było ważne, które słowa padały z ust Naczelnika, ryczeli swoje „dowódca, dowódca” zdaje się, że bardzo chcieli, aby zebrane tam siły policyjne obiły im gęby, a ci o dziwo nic, nie reagowali – bestie! Jakież to nieprawomyślne, wręcz obraźliwe dla obrońców „demokracji”!

To może wykrzyczane słowa pt.”policjanci popchnęli obywateli stojących na drabinach tak, że odnieśli liczne obrażenia” usłyszą któreś z mediów? Owszem, usłyszał… Onet, który pięknie manipulował obrazem i dźwiękiem z bezpośredniego przekazu. W tym samym czasie… jedynie słuszna ideologicznie stacja / lewacka konserwa, wyemitowała przemówienie Prezesa, rwąc transmisję ile się da. Za to ostatnie dwa zdania przemawiającego odbyły się bez zakłóceń. Sama prawda przez 24 godziny.

 

Uliczne szczeniactwo ma swoje korzenie i fascynacje ( finansowe), kiedyś protestowano w sprawie podwyżek cen masła ( bodaj o 50 groszy), teraz kostka masła kosztuje prawie siedem złotych i wszystko jest OK i nie pojawia się nawet stłamszony bojownik w stylu Pana Diduszki, który godnie odegrałby rolę wdeptanego w asfalt.

Trudno, żyjemy w ciekawych czasach i każdego dnia odkrywamy, że trwa lokalna wojenka, stanowiąca również pokłosie wizyty Donalda Trumpa – Prezydenta USA w Polsce. Po słowach dostojnego gościa, które padły w Warszawie, na totalną opozycję i jej mocodawców padł blady strach, a nabierająca rumieńców koalicja „od morza do morza” do dzisiaj spędza sen z oczu Frau Merkel w pewnych kręgach nazywana swojsko – Adolfiną.

Stało się, Polska wyrwała się z objęć wpierw sowieckich, teraz pruskich i chyba na dłużej przechodzi pod kuratelę USA. Niestety, znowu za darmo, ale z honorem, bo jak ginąć, to wyłącznie na prawach państwa frontowego, które swoje uzbrojenie finansuje samo. Amerykańskie marzenia się spełniają, nawet te nieoczekiwane!

Amerykańscy politycy mają powody do zadowolenia. Taki fajny kraik w środku Europy, zakochani w USA od zawsze, nie awanturują się o to, że nie przysyłamy im za darmo broni, nie to, co w Iranie, cud, po prostu cud, znaleźliśmy głupków, którzy chcą za nas zginąć. Kapitalna polityka i taka… honorowa!

 

Szkoda tylko, że nasi umiłowani politycy PiS-u pospieszyli się z tymi emigrantami, bo przyjęli ich podobno 1600 000 z Ukrainy, licząc na to, że unia zapomni o słynnych „kwotach uciemiężonych” wprost z cywilizowanej (inaczej) Afryki. (No popatrz, cholera, nie zapomnieli!)

Dobrze, dobrze, wiemy, że jest ich o pół miliona więcej, ale trzeba mieć świadomość, tego, że prócz pracowitych i przydatnych (bo pracujących, za miskę zupy) ludzi, trafiło do nas sporo osób zadaniowanych. Dowód? To chyba oczywiste, przez granicę z Polską szmuglowana jest broń i bynajmniej nie są to proce.

Mediami wstrząsnęła wieść, że celnicy natrafili na działo, ale cóż to za news, skoro przez granicę i to bez trudu, przejechało kilka czołgów! A gdzie tu informacje o broni długiej, krótkiej, automatycznej itd.? W tej materii liczyć można tylko na publicystów dysponujących honorowymi informatorami.

Polityka zagraniczna PiS-u przypomina jarmark w cieniu wzajemnych fochów klientów i przekupek i trudno się dziwić temu, bo kto chce, ten wodzi nas za nos, a i te w wielu przypadkach wydają się być zbyt duże. Pech chciał, że w konia robią nas obecnie oligarchowie z Ukrainy, wieli policzek dla rządzących, którzy myśleli, że są niczym załoga Pizarra, która rzuci tubylcom paciorki i lusterka, a ci będą im wdzięczni do szpiku kości, oczywiście po wcześniejszym ich ogryzieniu.

I zaciera swoje krótkie łapki jedyny oczywisty i zadowolony z rozwoju wypadków tow. Putin, który liczy na to, że dzięki krnąbrności Polaków ugra oczywistość – rozwałkę całej unii. Uda mu się, jeżeli trochę zaczeka, a że to raptus, genetyczny czekista w dodatku zły i obecnie pali mu się grunt pod nogami, musi ten proces przyspieszyć, zanim zabrakniemy testerów jedzenia, lub powtórzy się najsłynniejsza scena z najbardziej znanego filmu Michałkowa.

I docieramy do sedna, czyli zacietrzewienia, tak powszechnego wśród osób haniebnego wzrostu, no, niestety, mają jakiś kompleks, dlatego mają ochotę wysadzić w powietrze świat.

Skoro tak, to powodzenia! A my idziemy odpalić grilla (kiedyś rożno), bo jak umierać, to z pełnym brzuchem, w którym znajdą się „najzdrowsze produkty wszechświata” rodem z… Biedronki.

 


Mariusz R.Fryckowski