Każdy z nas jest recydywistą?

W ubiegłym roku, na jednym z targowisk w Krotoszynie, pewien sprzedawca sprzedawał karpie. Niektórzy klienci życzyli sobie tego, że zanim kupią rybę, chcą, aby została zabita.

Klientów z takim żądaniem chyba było wielu, skoro przedsiębiorczy sprzedawca, by ułatwić sobie ciężka pracę ( każdy kto odcina głowę karpiowi i to tylko raz do roku wie, jaka to paskudna robota) zamiast noża użył narzędzia, które trochę na wyrost okrzyknięto gilotyną. Oczywiście pojawili się obrońcy życia ryb i ze zgrozą obwieścili światu nowinę, że sprzedawca mordował ryby bez uprzedniego ich ogłuszenia. Sprawa trafiła przed oblicze Temidy, a ta jak to zwykle bywa, wymierzyła sprawiedliwość – karę pozbawienia wolności na trzy miesiące.

Jeżeli chcielibyśmy snuć dysputy akademickie na temat zachowań paranoidalnych, to ten przykład wydaje się najlepszy. Oczywiście, aby miała taka dyskusja solidne podstawy, trzeba byłoby wpierw ustalić, kto uległ tej przypadłości, bo powód już znamy.

Po medialnej burzy dowiedzieliśmy się tego, że ryba, podobnie jak każdy zwierzak czuje, boi się, kto wie, może nawet uśmiecha i  po kryjomu pali papierosy w jeziornych szuwarach. Humanitarne zasady polegają na tym, że dekapitacja na żywca jest „be”, bo wpierw rybę trzeba trzasnąć w łeb młotkiem lub ewentualnie porazić ją prądem, jak onegdaj ludzi w słynnym Alcatraz.

Rybę trzeba znieczulić, to już wiemy, ale jak to zrobić, aby nie ulec moralnej degrengoladzie? Jest tylko jeden sposób, który połączy znieczulenie ze śmiertelnym zejściem, rybę trzeba zastrzelić! Problem w tym, że proca się do tego kompletnie nie nadaje.

Idąc tym tokiem myślenia, cały przemysł drobiarski i pokrewne, powinny trafić za kratki, bo tam mordowanie zwierząt odbywa się na skalę przemysłową, a jeżeli klient lubi mięso koszerne, to już w ogóle.

Ilu z nas morduje karpie metodą faceta, który przez trzy miesiące świat oglądał będzie przez kratki? Właśnie, jesteście recydywistami, chyba że ktoś uznał, że ryba z czasów peerelowskiej biedy nie zasługuje na to, aby ją zabić, a tym bardziej aby ją zjeść.

I tego się trzymajmy stojąc przed obliczem sądu, kiedy zadenuncjuje nas sąsiad, albo sąsiadka.


(mrf.)

RSS
Follow by Email
Facebook