Miasto straconych szans

I tak można właściwie podsumować to, co wydarzyło się podczas tegorocznego sezonu turystycznego, pomimo tego, że ów jeszcze trwa. Jedna z gazet podała odkrywczo niezwykle deprymująca informację, która dotyczy badania rynku turystycznego w Borach Tucholskich. Sprawa dotyczy również Tucholi.

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu informowaliśmy o tym, że problem bezrobocia w powiecie tucholskim nie powinien istnieć! Podaliśmy „szczepionkę” i ewentualne na nią antidotum. Dziwi, że mając tak wspaniałe zaplecze, nieprzebraną skarbnicę atrakcji związanych z przepięknymi kompleksami leśnymi, unikalnymi na skalę europejską, większość mieszkańców pozostaje bez środków do życia. Bory Tucholskie mają jeszcze jeden skarb – wspaniałą rzekę – Brdę, której klasa czystości porównywalna jest z rzekami górskimi.

Wspomniane wcześniej badania rynku dowiodły, wyłącznie oczywistości, chociaż metoda wykorzystania raptem 300 osób, dowolnie wytypowanych, nie może być miarodajną. Stwierdzono to, co jest powszechnie wiadome, że w przewadze znajdują się turyści, którzy przybywają z miejscowości przyległych: z Gdańska, Bydgoszczy, Poznania itd. Oczywiście odwiedza nas regularnie sporo osób i z innych rejonów Polski, chociaż nie tylko. Atrakcjami są jeziora, przyroda, spokój, kajaki, zwierzyna leśna, którą przeciętny mieszczuch podziwiać może wyłącznie zza krat pobliskich ogrodów zoologicznych. U nas, mają to wszystko za darmo i na wyciągnięcie ręki.

To zwyczajny skandal, że marnotrawione są środki, na tak oczywiste badania, których wyniki znamy z autopsji od…zawsze! Skandalem jest także to, że mieszkańcy Tucholi mają niewiele wspólnego z obsługą turysty, który musi mieć zaspokojone najważniejsze potrzeby związane z jego wypoczynkiem. Z bardzo luźnej kalkulacji, której dokonaliśmy za darmo, na własną rękę, odwiedzając najbliższe pola namiotowe, wynika, że na jednego turystę przypadać powinno aż pięć osób obsługi. Od cateringu, po transport.

Prywatna inicjatywa jest niezwykle ważną, chociaż jakość świadczonych przez ten sektor przedsiębiorców usług turystycznych, pozostawia wiele do życzenia. Aby uporządkować ten rynek, niezbędną jest inwestycja i współpraca władz miejskich, czyli bliskie kontakty pomiędzy Starostwem Powiatowym, a magistratem, to podstawa sukcesu. Potrzeba wręcz gospodarki typowej z dawnego „ rozdzielnika”, aby realnymi stały się prócz nakładów, realne wpływy. Na pierwszy ogień wystawione być powinny osoby bezrobotne, pozostające w takim stanie od wielu lat. To one powinny stanowić trzon załogi, którą zawiadywać powinni urzędnicy, a jednocześnie pracodawcy.

Nie ma od takiego stanu odstępstw, jeżeli miasto i powiat mają mieć realne wpływy i w efekcie dobrą ściągalność podatków od swoich mieszkańców, taka forma ich zatrudnienia, jest jak najbardziej twórcza, wskazana ekonomicznie.

Nie może być tak, że firma, która posiada 10 kajaków, które przewożone są na wpół rozklekotanej lawecie, nie zapewnia nawet minimum komfortu, bezpieczeństwa swoim klientom. To rodzi obawy i prowokuje los, do niepotrzebnych tragedii, wynikających z braku prawidłowego zabezpieczenia spływów i sprawności sprzętu, który decyduje o bezpieczeństwie korzystających z tej formy rekreacji.

Tylko współpraca urzędników, zmiana ich nastawienia (co jest bardzo trudne, wobec marazmu i nabytego lenistwa, do podejmowania jakichkolwiek decyzji wśród urzędników, a właściwie urzędasów, którzy na co dzień traktują petentów, jak zło konieczne z piekła rodem) do nowego zakresu obowiązków ( co jest niezbędne, a być może istnieje pilna potrzeba całkowitej zmiany kadr, polecamy!!!) związanych z turystyką nie tą na papierze, a prawdziwą, namacalną.

Aby zachęcić turystów do odwiedzin Naszego miasta, potrzeba zaledwie trzech spełnionych warunków:

– Miejsc hotelowych, motelowych, lub pól namiotowych, które zarządzane są nie przez firmy lub osoby spoza naszego powiatu. Ten biznes ma być w naszych rękach od początku do końca!

– Dobrze rozwiniętej sezonowo sieci gastronomii, również mobilnej, gdzie ceny będą niskie, dania smaczne i proste ( wykluczamy formy jadłodajni z żywnością modyfikowaną, czyli pizzerie, bary serwujące jedzenie wysokiego ryzyka i wątpliwej jakości… niby – kebaby i inne świństwo).

– Inteligentnych rozrywek.

Na dalszy plan schodzą wszelkiego rodzaju festyny, które organizowane są okazjonalnie. Bory Tucholskie same w sobie stanowią atrakcję dla tych wszystkich, którzy uprawiać chcą turystykę aktywną, jak również pławienie się w bezruchu i błogim lenistwie. Nasz klient, nasz pan – to hasło zawsze jest aktualne! Co więcej, sezon turystyczny nie może trwać raptem dwóch, czy trzech miesięcy w roku. Mając takie walory środowiskowe, możemy również zarabiać na obsłudze turystycznej zimą. Bóg wie, jak wielu kajakarzy marzy o tym, aby spłynąć Brdą w czasie trzaskających mrozów. Należy być elastycznym, i to jest właśnie zadanie władz nie tylko Tucholi, ale również gmin ościennych. A zyski przy takim współudziale powinny być dzielone sprawiedliwie.

Prawda jakie to proste? I gwarantujemy, że nie potrzeba aż tak wielkich inwestycji finansowych, nawet w czasach tak dotkliwego, sztucznie wywołanego kryzysu, a w naszych warunkach, brakiem umiejętności posługiwania się w sposób rozważny budżetem miasta.

Nauczcie się myśleć i wydawać pieniądze podatników, nie na wątpliwej potrzeby stojaki do rowerów, czy kolejne wariacje polbruku, czy fontanny w centrum miasta, a na zapełnienie rynku pracy ludźmi, którzy w efekcie przyniosą realny zysk budżetowi, a reszta ziści się sama i to bez brania bzdurnych kredytów i wstydu spłacania starych z winy osób niekompetentnych, których „posadzono” na stołkach nie z woli mieszkańców, a tworzonych na czas wyborów małomiasteczkowych mechanizmów „nadania” nie do odrzucenia. Tuchola nie musi być prowincją, posiadanie statusu stolicy Borów Tucholskich ma nobilitować nie tylko mieszkańców, ale i prawidłowo zawiadująca naszym majątkiem władzę. A jeżeli ta jest niewydolna, należy ją usunąć i zastąpić ludźmi z odpowiednią wiedzą, praktyką i wizją przyszłości.

Dość amatorszczyzny!

A wtedy hulaj dusza, piekła nie ma, choć pozostanie wyłącznie nasze „Piekiełko” – piękne, zagospodarowane, dziewicze i…czyste – nad Brdą.

 

Cdn

Mariusz R.Fryckowski