„Kosmiczna” muzyka zabrzmiała nad Cekcynem

Takim mianem ponad trzydzieści lat temu określano „dziwne” utwory, jeszcze „dziwniejszych” wykonawców w radiowym programi trzecim tuż przed poniedziałkową powtórką audycji, której słuchały miliony – „60 minut na godzinę”. Niespotykane dźwięki, które nie wydobywały się z pudeł rezonansowych instrumentów, a z urządzeń, których konstrukcji nikt nie dociekał z wyjątkiem grupy wybrańców. Na naszych oczach rodziły się sławy i ich legendy: Luigi Sakamoto, Tangerine Dream, Kraftwerk, Vangelis, Jean Michel Jarre i naszego Marka Bilińskiego.

Wymienione nazwiska i zespoły wywarły na nas gigantyczny wpływ, pod którym znajdujemy się do dzisiaj. Mówimy o klasyce gatunku, która jest podstawą wszystkiego, łapiemy się na tym, że każdy następny utwór współczesnych wykonawców jest częściową wariacją tych dawnych. Czy miłośnicy muzyki elektronicznej są dinozaurami? Po części tak, po części nie. Muzyka elektroniczna biła kiedyś rekordy popularności, głosy wokalistów zastąpiły syntezatory, klasyczne instrumentarium – coraz doskonalsze komputery. Niegdyś prymitywne ATARI ustapiły produktom Appla. Później nastąpił niewiarygodny skok cywilizacyjny i dzisiaj większość sprzętu opatrzona jest jednym „sterownikiem” – nalepą przedstawiającą nadgryzione jabłko.

W Polsce, zanim pan Marek Biliński nagrał swoją „Ucieczkę…”, w najlepsze eksperymentował z najnowszym sprzętem Czesław Wydrzycki, bardziej znany, jako Niemen. Jego słynne organy Hammonda, biły na głowę wszystko to, co znaliśmy dotychczas.

I raptem na polskim rynku fonograficznym wydarzyło się coś niebywałego, jednym kopnięciem Biliński rozbija zaryglowane drzwi do nowego świata, który dzisiaj określamy mianem EL – MUZYKI. Jego utwory stały się już nie tylko wizytówką artysty, ale swoistym hymnem, który rozpoczyna każdy festiwal muzyki elektronicznej w Polsce.

To zupełnie naturalne, że tegoroczny festiwal   The Day of Electronic Music Cekcyn 2013 musiał być ubarwiony, a może nawet uhonorowany którymś z utworów pana Marka. „Dom w dolinie mgieł” przebijał się podczas antraktów pomiędzy występami znakomitych wykonawców i  zespołów, które przybyły i wystąpiły na deskach przepięknego amfiteatru nad Wielkim Jeziorem Cekcyńskim.

To już ósmy rok trwania festiwalu, który na stałę wpisał się w kalendarz imprez muzycznych. W tym roku podziwialiśmy wykonawców:

Soundwalker, Endorphine, VANDERSON, OPERATORS, Electronic Revival, Beside Logic

Wśród publiczności, wśród publiczności zasiadł Ojciec Chrzestny festiwalu – Marek Biliński, jak zawsze uśmiechnięty, pełen werwy i pasji. Przywitał publiczność kłaniając się głęboko w tle jego twórczość. Publiczność szaleje.

 

Na kilka minut przed rozpoczęciem muzycznej uczty spotykam Marcina Chmarę – dyrektora festiwalu i jednego z liderów Electronic Revival, bez którego festiwal byłby tylko czczym życzeniem. Jest zmęczony, ale szczęśliwy, znowu się udało! Choć uzyskane od sponsorów fundusze są kroplą w morzu potrzeb cieszy się, jak zawsze uzupełnił braki finansowe z własnej kieszeni, ale cel jest nadrzędny. Finał miesięcy ciężkiej pracy już za chwilę. Wspaniały, uparty, młody człowiek. Nie zatrzymuję go, jest potrzebny gdzieś indziej.

Wokół sami znajomi, przyjaciele, koledzy z sąsiednich redakcji. O muzyce możemy „gadać” godzinami, o muzyce elektronicznej…latami.

Zbliża się godzina „zero” – 19 : 30. Wspaniale przygotowana scena rozbrzmiewa cichymi taktami znanych utworów, kolorowe światła powoli ożywają, konferansjerzy rozpoczynają swoją pracę. Jak zawsze denerwują i to jest…piękne!

Nasza trójka zajmuje najlepsze miejsca na widowni. Znamy ten obiekt i wiemy, w którym miejscu i o której godzinie znajduje się słońce, to pomaga zarówno w odbiorze, jak i podczas rejestrowania kadrów. Tego dnia kamera biernie spoczywa w futerale, nie nagrywamy. Postanowiliśmy wreszcie zrobić coś dla siebie, tym razem bawimy się razem z publicznością. Jednak nie nazbyt długo, skrzywienie zawodowe zwyciężyło. Zrobiliśmy ponad tysiąc zdjęć. Z tego ogromu wybraliśmy do publikacji niewiele… ponad dwieście.

Na scenę wychodzi Soundwalker – Łukasz Sobczak.

O sobie pisze:

Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się w latach 80-tych, kiedy przekroczyłem próg szkoły muzycznej. Ćwiczyłem mozolnie zadane utwory, ale w międzyczasie już od początku tłukłem namiętnie Jarre’a i Bilińskiego na moich pierwszych ORGANACH ELEKTRONOWYCH Estrada 207 AR, które kupili mi rodzice. Tu należą się ogromne podziękowania – Tacie – za to, ze rozpalił we mnie miłość do muzyki poprzez winylowe płyty i akordeon, a Mamie – za to, że mobilizowała mnie (nie zawsze było to miłe 🙂 do ćwiczenia na instrumentach, kiedy miałem trudniejsze chwile i opanowywało mnie lenistwo… W szkołach muzycznych I i II stopnia spędziłem w sumie 9 lat w klasie akordeonu i fortepianu, nauczyciele sugerowali nawet studia muzyczne, ponoć zdolnemu uczniowi. Wybrałem jednak inną drogę zawodową, a muzyka do dziś pozostała moją pasją.

Łukasz rozpoczyna występ. Jego utwory brzmią absolutnie doskonale. To mieszanka wpływów różnych twórców, jednak pomyli się każdy, kto pomyśli, że mamy do czynienia z jakimiś kalkami. Nic podobnego, utwory zachowują odrębność, oryginalność, muzyk dźwiękami tworzy obrazy – cześć publiczności przymyka oczy. Tak, nie ma wątpliwości, to muzyka transowa.

Znamy drogę artystyczną autora,  jest muzykiem niekomercyjnym, po chwili zastanowienia dochodzimy do wniosku, że polscy łowcy talentów ( o ile tacy istnieją), to pospolici idioci, którzy nie potrafią docenić diamentu, który wystarczy delikatnie oszlifować.

***

Endorphine

Ten zespół to zjawisko, całkowicie zgodne z ich nazwą. Wystąpili pierwszy raz po dziesięciu latach nieobecności scenicznej. Zagrali i to jak! To muzycy charakterystyczni z Adamem Bórkowskim – „Smokiem” na czele. Zamieniłem z Adamem kilka zdań, byliśmy zgodni, co do tego, że tylko Cekcyn zapewnia taką oprawę, klimat i wszystko to, co najlepsze podczas trwania podobnych imprez. I rzeczywiście, jesteśmy wśród przyjaciół, gdzie zacierają się jakieś wyszczególnienia. Oni grają, my ich fotografujemy i piszemy o nich. Zasłużyli na to swoją pracą i charyzmą.

***

VANDERSON – Maciej Wierzchowski

Urodził się 5 maja 1978 roku w Grudziądzu – jest kompozytorem, realizatorem i wykonawcą muzyki elektronicznej. Cechuje go wyjątkowa skromność i wrażliwość. W swojej twórczości nawiązuje do dokonań słynnej szkoły berlińskiej. Bez wątpienia jest pod wpływem Tangerine Dream, Klausa Schulze, Ash Ra Tempela. Maciek jest demonem ruchu, uchwycenie właściwego kadru z nim w centrum, to marzenie ściętej głowy.

Jego aranżacje, tak zwyczajnie, rzucą na kolana każdego fana El – muzyki.

***

OPERATORS

Z tym duetem mamy wyłącznie urwanie głowy! Ich występ zaczyna się od regularnych rytmów, bez głównych… wykonawców. Chwila przedłuża się, wreszcie są, chwilę później zaczyna się iście „piekielny występ”. Ten barwny szwedzko-gruzińsko-austriacki duet producencki z Polski, tworzy nowoczesną elektronikę. Wykonawcy znani są z bezkompromisowego brzmienia. Są niczym zdublowany meteoryt, który kolejny raz eksplodował nad Tunguską, a trzęsienie ziemi, które wywołali wprowadziło w wibracje okoliczne domy i… dusze publiczności. Wykonawcy prosili prowadzących festiwal o to, aby powstrzymali się od ich charakterystyki. Uszanowano prośbę. Po wysłuchaniu utworów tych wykonawców wiemy już, dlaczego. Jak ocenić ich występ? Po włączeniu do jednego z zaprezentowanych utworów gitary basowej, można się w przyszłości spodziewać tego, że do podkreślanie niektórych fraz wykorzystają wybuch bomby atomowej i będzie to ze wszech miar słuszne. Genialny występ.

***

Electronic Revival

Zespół powstał w 2006 roku. Każde wypowiedziane w tym momencie zdanie o wykonawcach będzie li tylko powtórzeniem tego, co na łamach TOKiS- a napisano o WR przez ostatnie lata. Jeżeli wziąć pod uwagę kompleksowo ten wyjątkowy, sobotni wieczór, to publiczność oczekiwała właśnie tego występu. Duet Chmara – Grzella uzupełnił ktoś jeszcze – Janusz Stolarski – znakomity trębacz.

I tutaj pojawił się problem. Nasza trójka posprzeczała się o to, czy ten instrument powinien pojawić się w interpretacji utworów, które znamy z wykonania ich w wersji pierwotnej,  bez trąbki. Ostatecznie wybraliśmy kompromis – poszliśmy fotografować.

***

Beside Logic

Jednym głosem okrzyknęliśmy ten zespoł kosmopolitycznym. Każde wypowiedziane przez nas słowo o twórczości zespołu, nie będzie trafionym. Mamy nawet wątpliwości w tak fundamentalnej sprawie jak ta, czy można go zakwalifikować do gatunku, zgodnie z założeniem. Jest świetny, ich repertuar jest artystycznym majstersztykiem, wokal żeński podkreśla tylko wyjątkowość każdego utworu. W tym przypadku wiemy jedno – niech ich muzyka obroni się sama.

Cekcyn, jakże to piękna i malowniczo położona wieś, a właściwie maleńkie miasteczko. Zatrzymajmy się w tym miejscu, zamknijmy na chwilę oczy i wczujmy się w klimat, który próbowaliśmy dzisiaj oddać. Co czujecie Państwo? Zapach kuźni… talentów i powiew zefiru świeżości na twarzy? Świetnie. Muzyka elektroniczna powoli wraca do łask w nowej odsłonie, a wraz z nią moda na coś więcej, niż telewizyjna i radiowa mainstreamowa,  pseudoartystyczna…sieczka.

Do zobaczenia za rok!

Mariusz R.Fryckowski