KRÓLewscy przyjaciele i Tuchola nowych „możłiwości”?

Spokojnie, nie ma błędu w tytule, no,może z wyjątkiem jednego, zawartego w haśle, które celowo przekręcono. Dlaczego? Tego Czytelnik domyśli się pod koniec tego jakże obszernego materiału, na który wielu czekało i się wreszcie… doczekało.

Zanim powstał wpierw materiał filmowy, pozwoliliśmy sobie skreślić kilka słów w naszym bliźniaczym profilu Facebooka. Nasi Czytelnicy zapewne z uwagą prześledzili słowny zwiastun tego, co nieuchronne i wymowni milczeli, aby nikomu się nie narazić.

Szanowni Państwo

Wiemy o tym, że z niecierpliwością oczekujecie relacji ze spotkania kandydatów Prawa i Sprawiedliwości i ich aspiracji do najwyższych godności w samorządach lokalnych. Zwłoka nie jest przypadkowa, ma ona bezpośredni związek z informacjami, które przekazują redakcje innych mediów, a które w konferencji wzięły udział. Niektóre z nich są szokujące, dlatego, nasza redakcja postanowiła opublikować ponad 45 minut tego spotkania. Zapis stanowi niepodważalny dowód i dokument, który rozwiewa wszelkie wątpliwości i dosłownie wbija w grunt przeinaczenia, których się dopuszczono.

Nie ukrywamy,że pytania z naszej strony, kierowane w stronę kandydatów były szokujące,,ale przeciętny obywatel Naszego Powiatu” ma pełne prawo poznać prawdę, bez najmniejszych niedomówień. Wtedy On,który stanowi pracodawcę, wyrabia sobie swój pogląd na osobę kandydującą. Reasumując, mamy do czynienia ze swoistym „castingiem”, jak w każdym zakładzie pracy, do którego dopuszcza się nowego pracownika.

Bądźcie blisko nas, warto. Na naszych elektronicznych łamach, już wkrótce, obszerny materiał z początku kampanii PiS w naszym rejonie. Będzie się działo…., jednak na końcu to nie media, a Czytelnik i Widz ocenią całą sytuację. Interesujcie się wyborami, to nasze być, albo nie być, na najbliższe lata. Nie mamy czasu na słuchanie sloganów, tylko konkretnych propozycji, w tej materii jest przepaść. Usłyszycie to na własne uszy.

I właściwie na tym należałoby zakończyć krótkie streszczenie tego, czego tylko media były świadkami. Jednak nie, ponieważ nawet pokrętnie przekazane informacje o tym, że w spotkaniu aktywu przedwyborczego wzięli udział mieszkańcy naszego miasteczka, jest zwyczajnym nadużyciem. Aby pojąć ogrom manipulacji słowem lub jego brakiem, trzeba prześledzić teksty i to nie nasze.

TOKiS – PRESS nie jest związany żadnymi „układami” z jakąkolwiek redakcją, a nawet od strony towarzyskiej, tylko tak można zachować minimum obiektywizmu.

Na konferencję otrzymaliśmy zaproszenie od posła Króla zbyt późno, zwykle ignorujemy je z prostego powodu, wprowadzają chaos w naszej pracy i świadczą o braku szacunku dla ludzi,którzy parają się przekazem informacji dla społeczeństwa. Jednak sytuacja jest wyjątkowa, ponieważ dotyczy być może każdego z nas, mamy czas przedwyborczej gorączki i totalnej obstrukcji ( bez przenośni, bolesnej) potencjalnych kandydatów. To było widoczne i w zasadzie oczywiste tamtego dnia o 13-stej.

Zanim konferencja się rozpoczęła, trwały zapewne rozmowy wstępne z kandydatami, te nieoficjalne. TOKiS nie brał w nich udziału, jak zawsze, co być może spowodowało pewne komentarze, jak uprzejmie nam doniesiono. My zwykle rozmawiamy po spotkaniach, za to bardzo długo. Tak było i tym razem. To swoista norma i trzeba się do tego przyzwyczaić. Jesteśmy niezależnym medium, którego nikt z polityków nie czyta, ale wszyscy cytują, ciekawa obserwacja,prawda? Na pewne tematy zabieramy głos wyłącznie my, co jest widoczne nawet w nagraniu, które jest przed nami, a którego nie razimy oglądać, zanim nie dotrzemy do końca tego tekstu. Bez niego, ruchome obrazki, są wyłącznie stertą śmieci. O śmieciach też będzie…

Nie wiemy, czy kandydaci do najwyższych stanowisk samorządowych tego dnia otrzymali błogosławieństwo swoich pracodawców, czy też zwyczajnie wzięli urlop lub nie. To kwestia do ustalenia.

W zasadzie, spotkanie z żurnalistami rozpoczęło się prawie punktualnie, poprowadził je zapraszający, właśnie pan poseł Piotr Król, który w czasach swojej kampanii był częstym gościem w naszym małym miasteczku. Obecnie ciężko go spotkać w swoim tucholskim biurze, no, chyba, że ktoś ma zacięcie chorobliwego stoika.

Pana posła częściej oglądamy na mównicy sejmowej ( to taki budynek przy Wiejskiej w Warszawie, którego zacna rola zamieniła się w targowisko chamstwa i moralnego dziadostwa). Pan poseł nie ma łatwego życia i skupia się bardziej przy Starym Fordonie (Bydgoszcz), który jest dla Niego ważny z wielu względów oraz przy duktach żelaznych lub wyasfaltowanych. To taka luźna obserwacja,nie do końca uczciwa, ponieważ pan poseł prawdopodobnie pracuje na wielu frontach i w tym, co robi, jest zupełnie niezły.

Jedno w tym wszystkim jest pewne, Tuchola stała się dla niego ważna, ale wybiórczo, teraz jest właśnie ten czas. Wyborcy mają prawo głosu, tym samym decydowania o swojej przyszłości. Część z nich jest żywo zainteresowana nadchodzącymi zmianami. Inni mają do sytuacji podejście ambiwalentne, jeszcze inni już podjęli decyzję,że w czasie wyborów zrobią coś twórczego: pojadą na działkę i dla zasady odpalą wpierw kapsle z butelek z zawartością  i zakąszą kiełbasą np. z Biedronki, bo tania. Na tych ostatnich zdaje się nasi kandydaci liczą najbardziej, że nie przyjdą. Niestety, nie wiemy jaka będzie frekwencja, ale wiemy ,że już zaczął się obciach.

Pierwszym jego symptomem było powitanie przedstawiciela legalnie działającego medium (naszego), któremu w niedwuznaczny sposób przedstawiciel starostwa, kandydat do reelekcji, a być może do czegoś więcej, zasugerował  sympatie personalne. Sytuacja o tyle śmieszna, że każdy nasz czytelnik wie o tym, że w sprawach obywateli, TOKiS jeńców nie bierze. W sposób szczególny twierdzenie to dotyczy włośnie starostwa, które już dawno powinno podać się do dymisji, zostać wytarzane w smole i pierzu i wypuszczone nago na naszą „napoleonkę” w czasie popołudniowego szczytu.

Spotkanie rozpoczął pan Poseł i przez jakieś 35 sekund było poprawnie. Przedstawiono nam kandydata do fotela Burmistrza. Wyjątkowo interesująca postać, młody, mówiący poprawną polszczyzną. Mówi dużo, składnie ale bardzo ogólnikowo. W tym spotkaniu stanowi po panu pośle numer dwa, każe wahnięcia sytuacji wypełnia treścią, która jest spontaniczna, a przynajmniej takie sprawia wrażenie.

Zadaliśmy kandydatowi pytania o kompetencje i tutaj raczej specjalnego olśnienia nikt nie doznał,są przeciętne, uzupełnione pracą społeczną i dobrymi chęciami. To sporo, znacznie więcej na tle „świeżaków”, którzy stawiają swoje pierwsze nieudolne kroki w życiu samorządowym. Mamy też wytrawnego samorządowca,który prócz tego, że na co dzień pełni funkcję sołtysa, udziela się też w Radzie Miasta, jako radny. Słynie z tego, że uwielbia wymachiwać hipotetycznym kijem bejsbolowym, kiedyś celując w centrum, dzisiaj zdecydowanie w lewo, co ciekawe, często trafia w punkt,ale najczęściej w próżnię. Jego sława wzięła się stąd, że prawie zawsze stoi w opozycji do ustaleń Wielkiej Rady i personalnie do osoby obecnie nam panującego Burmistrza, który jakoś pokornie przyjmuje te ciosy przy gestach politowania innych radnych. Rzeczywiście trzeba mieć skórę hipopotama i robić swoje i to dobrze.

Wspomniany jest prawdopodobnie przyszłym zastępcą nowego Burmistrza o ile społeczeństwo tak zdecyduje. Oczywiście nie omieszkaliśmy przypomnieć najnowszej wpadki kandydata, który wpadł na niesamowity pomysł. Z tego powodu podczas ostatniej sesji RM doszło nawet do wykrzyczanego monologu pod adresem szefa TOKiS-a, który ów pomysł storpedował w zarodku. Okazuje się, że pan radny ma chyba jakieś koneksje w korpusie dyplomatycznym, skro konsekwentnie chce za nasze pieniądze kupić w Senegalu rowery dla wybranców. Szczegółów dowiemy się z filmu. To akurat zabawniejsza część konferencji kandydatów z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

Z przyjemnością pogratulowaliśmy sukcesów panu wójtowi Śliwic,który wraz ze swoimi mieszkańcami i ich przedstawicielami – rajcami doprowadził gminę to takiego stanu, że nie można o niej mówić inaczej, jak tylko w samych superlatywach. Nie będąc w partii uczynił wiele, jak się okazuje…, sympatie budują i to jak! Włodarz śmiało spogląda w przyszłość i już snuje plany, co jeszcze będzie można zmodernizować, wybudować doprowadzić do stanu świetności. Tylko chwalić, reszta w rękach wyborców.

Niestety, czar prysnął, jak mydlana bańka w momencie wypowiedzi kandydata do godności wójta gminy Lubiewo. I na tym zakończmy tę krótką charakterystykę przez szacunek dla ziemi, którą reprezentuje i szacunek dla osoby kandydującego. Resztę ponownie wyjaśni film i sam kandydat po tym, jak go publicznie wyspowiadaliśmy. Co najgorsze, rozgrzeszenia nie będzie, ale przy odrobinie nauki i uporu, coś może się zmienić, za jakieś pięć, dziesięć lat.

Jak każdego roku wyborczego, pojawił się też przedstawiciel głosu ludu, ściślej ze stowarzyszenia S.O.S dla Tucholi. Przynajmniej my byliśmy zdziwieni tym,że ta organizacja jeszcze istnieje,ponieważ chyba tylko nasze medium od czasu, do czasu huczało w sprawie obwodnicy – widmo, o której tucholanie opowiadają już sobie legendy.

I tak, jak wielce czcigodny pan marszałek jakoś nie do końca pokochał Tucholę po słynnym wystąpieniu przed laty w tucholskiej książnicy, kiedy to członkowie SOS-u dali mu tęgiego łupnia, aż gościowi spadły lakierki. Mamy gdzieś w naszym archiwum telewizyjnym całe to zdarzenie udokumentowane od a, do z. Mediacji uczą studia, amatorszczyzna i krzyk są złymi doradcami, tak było jest i będzie na WIEKI, WIEKÓW AMEN.

I nadszedł czas na pytania w stronę przedstawiciela starostwa,który w zasadzie jest idealnym kandydatem do godności starosty. Czar jednak prysnął, jak mydlana bańka po kilku pytaniach, od naszej redakcji. Szkoda, że oczywiste sprawy w dalszym ciągu są zamiatane pod dywan, a pewne osoby są chronione, jak za starych czasów, które właśnie ujawniamy. Kolejne pokolenie, a zmian nie ma i nie będzie. I tylko szturmówek brak, ale pewnie w takim tempie w wyniku „resocjalizacji” obywateli za 500+, doczekamy i pochodów dziękczynnych, za które zapłacą nasze wnuki, a zapewne i wnuki naszych wnuków, o ile prędzej nie oddamy swojego życia naszym nowym przyjaciołom, którzy już rozpoczęli walkę o mienie bezspadkowe, za zgodą naszego przyjaciela zza Wielkiej Wody, który przyklepał swoim podpisem słynne 447 Just, przy aplauzie naszego wspaniałego prezydenta, którego Szanowny Pan Prezes wystrugał był z banana i tak już zostało.

A jeżeli już  jesteśmy przy tym temacie, warto wspomnieć o tym, że nasi parlamentarzyści w osobie Pani Poseł Kozanckiej mają naprawdę poważne problemy z pamięcią. Owa zatraciła się w momencie, kiedy na nasze pytanie dotyczące polskiej klęski w sprawie 447 Just, poprosiliśmy Ją o wypowiedź na piśmie, ponieważ tamtego dnia zabrakło Pani poseł elementarnej wiedzy w sprawie.  Co to oznacza dla Polaków? Nic wielkiego jakieś 300 miliardów dolarów do zapłaty przedstawicielom przemysłu Holocaustu.

I tak czekamy na odpowiedź od wielu miesięcy, a ta nie nadchodzi, chociaż każdego dnia molestujemy listonosza. Skoro jest, jak jest, to może któryś z kandydatów opowie nam o hierarchii działania,kiedy do nowego włodarza przyjdzie obywatel z propozycją lub żądaniem. jak ten postąpi,podejmie decyzję, czy wpierw ja skonsultuje ze swoim partyjnym kolegą? Przesada? A jak się zdarzyło w tucholski Urzędzie Skarbowym> A co zaszło z byłym dyrektorem LP? Nie wiemy? Czytajmy TOKiS-a, tam jest wszystko.

Każda partia to zło, każdy polityk nie ma do końca czystych rąk. A teraz do kandydatów, czy warto za te parę gorszy i odrobinę chwilowej władzy, ubabrać sobie ręce, w dodatku nie mając kwalifikacji i co najważniejsze… wiedzy?

Pozostał Cekcyn, który na pisowskiej mapie jest białą plamą i gmina Kęsowo,której kandydat nie ma czasu na jakieś kampanie, tylko nieprzerwanie od lat „zasuwa”, jak „mały samochodzik”, ale jakie są tego efekty, pomimo tego, że jest regularnie biczowany przez niektóre media!

Ta kampania wyborcza będzie wyjątkowa, bo walka będzie na śmierć i życie, a my spokojnie będziemy śledzili kolejne bitwy, chrupiąc prażoną kukurydzę w oczekiwaniu,kto pierwszy się wykrwawi, a potem oddamy głos, jedyny, cenny i nasz, na kogoś… hecnego?

Co wydarzyło później, obejrzymy już teraz.

 


Mariusz R.Fryckowski

Dodaj komentarz