Listy od czytelników: Weekendowy koncert na dzwony i… kosiarki ( +18)

Rzeczywiście, nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że pewne oczywiste dźwięki dobiegające z zewnątrz mogą stanowić aż taki problem. Kiedy jednak wnikliwiej przyjrzeć się tej sprawie, można dojść do wniosku,że istnieje w tej materii, pewna prawidłowość, dobitnie wskazali nam ją czytelnicy, których tym razem cytować nie możemy ze względu na wiek niektórych odbiorców.

Czas jakiś temu, lotem błyskawicy Tucholę i część tej galaktyki obiegła wiadomość, że w jednej z parafii doszło do zdarzeń wyjątkowych. Ucierpiała świątynia, którą lubimy i w sposób szczególny cenimy tamtejszych duszpasterzy. Policja szybko uporała się ze sprawcą, jednak kluczowe pytanie „dlaczego to zrobił?” pozostało bez odpowiedzi. I oczywiście pojawiły się różne interpretacje, ponieważ nie od dzisiaj Tuchola plotką stoi. Jedna z teorii dotyczyła niewybrednych komentarzy i motywu związanego z „lokalnym, parafialnym budzikiem” w postaci dzwonów. Plotka o tyle głupia, że sprawca pochodził z rejonu gm.Kęsowo, a na taką odległość dźwięk kościelnych dzwonów i to nawet przy dobrej propagacji, nie doleci, nawet wtedy, gdy jest „pod górkę”.

Komu u licha przeszkadzają dzwony? Tak właściwie powinniśmy się cieszyć, że zamiast tradycyjnego kościoła, nie mamy meczetu i drącego się  wniebogłosy i to kilka razy dziennie, imama. Okazuje się, że problem jednak istnieje, ale wyłącznie w weekendy. Dzień powszedni charakteryzuje się tym, że wstajemy stosunkowo wcześnie i nie mamy czasu wsłuchiwać się w dźwięki z zewnątrz, co innego w soboty i w niedziele,kiedy zwyczajnie można dłużej pospać.

Nasi czytelnicy, mieszkający zapewne w okolicach wspomnianego kościoła zastanawiają się, czy ów „dzwonnik” nie mógłby skrócić pracy dzwonnicy z pięciu do jednej minuty, przynajmniej rano?

Ciekawa propozycja i chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę uprzejmość można było zrobić, bez większych strat w ludziach (wiernych i niewiernych).

Drugi nietypowy dźwięk podobno dobiega z tucholskich osiedli, ściślej, blokowisk. Ten jest powtarzalny, ale wyłącznie w soboty, bo właśnie wtedy do akcji wchodzą kosiarki do trawy i to w dodatku piekielnie hałaśliwe, jak to rano.

Akcja zaczyna się „o świcie” i trwa nieprzerwanie, aż do skutku, czyli aż zielsko zostanie ścięte. Z tego, co czytamy wynika, że przynajmniej kilka osób ma ochotę zrobić z „kosiarzami” dokładnie to samo, co tamci z trawą. Może się okazać,że praca ta będzie z gatunku wysokiego ryzyka, lub zakończy się jedną z bardziej znanych scen z filmu pt. „Dzień świra”.

Warto ją przypomnieć…

Dlaczego firmy zajmujące się utrzymaniem zieleni na tucholskich osiedlach, właśnie sobotę wybierają na dzień swoich „dokonań”? To pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi, ponieważ zwyczajnie nie mamy czasu, aby i podobnymi sprawami się zająć. Rozwiązanie problemu jest tak proste i nie wymagające specjalnych interwencji wystarczy:

a. dzwonić krócej w sobotę i niedzielę rano,

b. strzyc trawniki i okoliczne krzewy w inne od soboty dni,

c. „spacyfikować słownie” powodujących hałas.

No i mamy kwestie, które rozwiązać powinny osiedlowe spółdzielnie mieszkaniowe,względnie administratorzy nieruchomości. A co do kościoła…, cóż, „niech się dzieje wola nieba, z tą się zawsze zgadzać trzeba”. Przeprogramowanie pilota lub „dzwonnika z Notre-Dame de Paris, nie powinno nastręczać większych problemów, prawda, Księże Proboszczu?

I tak trzymać:)


mrf.