Maślany przekręt wszech czasów

Klienci tucholskich dyskontów ze zdziwienia przecierają oczy, ceny masła poszybowały tak wysoko, że alternatywą  stał się ponownie „wynalazek Hitlera” – margaryna. W preparowaniu tej ostatniej, nie mamy sobie równych.

Nasz przemysł tłuszczowy prócz tego, że za wszelką cenę stara się zakamuflować ten fakt, doszedł do perfekcji w zlecaniu doń opakowań. Firmy designerskie tworzą takie „kwiatki”, że ogłupiały klient nie wie, czy ma do czynienia jeszcze z margaryną, czy z masłem, wskaźnikiem pozostaje jak zawsze cena produktu. Zostawmy jednak tę kwestię za sobą, bo to rozważania na inną okazję, a zajmijmy się tym, co najważniejsze, masłem.

Szalone podwyżki cen masła próbują usprawiedliwiać wszyscy, począwszy od producentów na politykach skończywszy i tutaj jawi nam się spory problem, gdzie w efekcie konsument może czuć się zwyczajnie oszukanym.

Przypomnijmy, ceny najtańszego masła np. w Tucholi kształtują się na poziomie 5.90 zł w „Groszku”, czy „Dino”, wszędzie indziej niebezpiecznie zbliżają się do 8 złotych, a w skrajnych przypadkach, sięgają nawet 10 złotych i więcej!

Złą wiadomością jest tak, że wbrew prognozom, ceny jeszcze bardziej wzrosną, „krajowe sikorki” ćwierkają, że przed świętami, kolejnym szokiem może być przekroczenie magicznej kwoty aż 12-stu złotych za kostkę!

Starsi czytelnicy doskonale pamiętają, że za czasów „komuny”, wzrost ceny masła o 50 groszy powodował, że ludzie wychodzili na ulicę, a fala protestów zalewała kraj. Teraz, nikogo to nie rusza, każdy pomstuje, ale w swoich czterech ścianach, bo to i wygodne i poprawne politycznie, wszak obecnie rządzą nami „geniusze ekonomii i nauk wszelakich” w… walonkach i waciakach.

Kosmiczny wzrost cen masła w Polsce jest tłumaczony na wiele sposobów, każdy jest głupi i niedorzeczny. Poznajmy niektóre motywacje, bo to bardzo ciekawe zjawisko mafijno – socjologiczne:

 

– Przyczyną wzrostu cen masła jest nadprodukcja mleka w proszku i wzrost popytu na ten tłuszcz m.in. w USA i Chinach.

– Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zauważa jednak, że na podwyżkach zyskują rolnicy i przetwórcy mleka.

– Przy produkcji masła wykorzystuje się właśnie przede wszystkim tłuszcz, a pozostałą cześć mleka trzeba jakoś zagospodarować. Mleczarnie z pozostałości po maśle produkują najczęściej mleko w proszku, ale jego nadmiar na rynku sprawia, że cała produkcja staje się mniej opłacalna, co zniechęca producentów.

– Na rynku utrzymuje się silny popyt na masło, zarówno w UE, jak i w USA, gdzie zauważalny jest trend w kierunku spożycia produktów naturalnych, pełnotłuszczowych, a masło cieszy się bardzo dobrą opinią.

– Paradoksalnie ceny masła podobno spadają W ostatnim kwartale 2016 r. w porównaniu z 2015 r. produkcja mleka na rynku UE spadła o 3,7 proc. Podaż masła w I kwartale 2017 r. w porównaniu z 2016 r. była o 5,3 proc. niższa.

 – Spadek skupu mleka był wynikiem utrzymujących się od połowy 2014 r. niskich cen skupu mleka, niższej dostępności paszy oraz programu dobrowolnej redukcji produkcji mleka uruchomionego przez KE.

Dosyć tych bredni, wystarczy, sytuacja w rzeczywistości polega na tym, że sprawą masła zajęła się mafia z Brukseli i teraz ona rozdaje „maślane karty”, oczywiście za błogosławieństwem rządów krajów członkowskich unii.

Skoro tak, to mamy do czynienia z eksportem polskiego masła do różnych krajów, a nawet USA, gdzie opaśli tubylcy zrozumieli, że margaryna to zwyczajne świństwo w dodatku zakamuflowane w różnych artykułach żywnościowych, a masło jest OK., podobno wróciła na nie moda.

Co ciekawe, symbolem upadku polityków, zwłaszcza polskich, stały się słynne ośmiorniczki – głowonogi, które w rodzimym wydaniu przypominają starą gumę do żucia. Dla rozluźnienia nastrojów, słuszna porcja „pełzającego po talerzu  jedzenia” kosztuje w przeciętnej knajpie mniej, niż kostka masła, po obecnej cenie.

Musimy też mieć świadomość, że mroczny przedmiot pożądania – masło, nie jest wyłącznie efektem ubicia do nieprzytomności starej, poczciwej śmietany, o nie, jest w nim sporo dodatków, a te jak wiadomo przekładają się na to, że po świeżym chlebku od p.Latzkiego, można je rozprowadzić wyłącznie z pomocą ciepłego noża. W niektórych przypadkach poszedłbym nawet kawałek dalej, wystarczy do niego włożyć bawełniany knot i świecę mamy jak ta lala. To nie masło, to jakiś stearynian, albo inna chemiczna pochodna wosku.

Nie pozostaje nic innego, jak wybrać się do tucholskiego muzeum, po nauki i skorzystać z propozycji naszych pań gospodyń w kwestii zrobienia sobie masła w domowym zaciszu. Śmietany podrobić się nie da, a nawet z marketowej wychodzi dobre masło, warunek, w trakcie jego tworzenia warto do niej wsypać szczyptę soli, a po ubiciu dokładnie wypłukać zimną wodą maślankę, tę prawdziwą, schłodzoną, do ziemniaczków z omastą i sadzonego jaja. Cena kostki domowego masła to ok 5 złotych, z 250 ml śmietany otrzymujemy ok 180 gramów tego, co lubimy.

Smacznego!


Mariusz R.Fyckowski