Menu w „PATIO” jest „niebezpieczne”! Uwaga! Uzależnia!

Chciałoby się krzyknąć „stare Patio” umarło, nich żyje „nowe Patio”! Oczywiście, absolutnie niczego złego nie życzymy poprzednim właścicielom, ale nowa załoga znanej tucholskiej restauracji, chyba jest tą, na właściwym miejscu.

Wnętrze niewiele się zmieniło, zachowano poprzedni styl i szyk, ale to tylko fasada, bo jak wie to każdy, atmosferę („klimat”) lokalu tworzy zgrany zespół, dopiero na drugim miejscu jest… karta dań.

Nie ma w tej sentencji nawet odrobiny przesady. Tak jest i koniec!

Trwa zima, więc nie możemy się spodziewać się tego, że przed dawną „Kuźnią” spotkamy jakieś, ozdobne”wodotryski”, które będą przyciągać (lub „odpychać”) oko klienta. Zrobi się cieplej , będzie z pewnością sympatyczniej, natura zrobi resztę, wystarczy dać jej szansę.

Jest parking, miłe otoczenie, nic tylko wyjść z samochodu i powędrować do budynku. Po wejściu, przez sekundę, można się poczuć jak James Bond lub w przypadku pań, jak Marilyn Monroe, dlaczego? Trzeba przyjść i sprawdzić, z pewnością ta oczywistość, wprowadzi każdego w dobry nastrój tuż przy samym wejściu.

Załoga „Patio” ma poczucie humoru – świetnie! Jest mnóstwo miejsca, może zbyt wiele, przydałaby się odrobina intymności, może gustowne parawany? Warto o tym pomyśleć. Jest świetnie. Urocze kelnerki pojawiają się, jak dobre duszki, uśmiechnięte, miłe, a co najważniejsze… kontaktowe, to sytuacja unikalna w skali naszego miasteczka.

Jest ciepło, miło i przyjemnie. Wybór dań? Godny, dla każdego coś wspaniałego. Znikąd pojawia się wielki talerz ze starannie przygotowanymi przekąskami. „Róg obfitości”, wkrótce zastępuje absolutnie doskonała zupa – krem z pieczonego buraka, całość przyozdobiona kleksem śmietany i liściem pietruszki. Poezja i szał dla kubków smakowych w jednym, tylko „faceci” potrafią to docenić. Porcja potężna, miseczka zdaje się nie mieć dna. I w zasadzie można by w tym momencie umrzeć z przejedzenia, gdyby nie potężny półmisek, z kapitalnie uduszoną polędwiczką, pokrojoną w grube plastry.  Delikatne mięso pokrywa aromatyczny, doskonale zredukowany sos. Centralną część naczynia pokrywa sałatka. Skład? Nie zdradzajmy tej tajemnicy, ale jest doskonale zbalansowana dodatkami, no i oczywiście świetnie upieczone kawałki ziemniaków, o cudownie nieregularnym kształcie. Żadnych ordynarnych fryt z plastikowego wora, rodem z „Biedrony”, czy innego kombinatu dla przyszłych, przedwczesnych nieboszczyków.

„Dobre duszki” pojawiają się znikąd, zawsze we właściwej chwili.

Uff, długa chwila przerwy. Ale cóż to? Ponownie pojawia się „dobry duszek” i z uśmiechem zachęca do skosztowania największej zdobyczy cywilizacji – kawy. Pozostaje wybór. „Patio” dysponuje świetną maszyną do jej parzenia. Można poszaleć, jednak…, najlepszą, najbardziej aromatyczną, o konsystencji, której nie można opisać słowami jest espresso, podane w idealnej filiżance, która mieści dokładnie trzy łyki. Jej moc i aromat może złagodzić odrobina wody, „dobry duszek” wie o tym, szklaneczka pojawia się tuż obok. Czy prawdziwy kawosz zepsuje sobie smak doskonałej kawy „jakąś wodą”? Nic podobnego, ale miło, że załoga „Patio” wie, o co chodzi.

Desery? Powinny na stałe zostać wymazane z każdego menu! Jednak…, wrodzone łakomstwo, zwycięża, zwłaszcza w konfrontacji z gigantycznym pucharem wypełnionym…, nie, tego też nie zdradzimy, chyba tylko tyle, że wszystko oparte jest na wiśniach. Ten owoc uwielbiają prawie wszyscy, którzy minęli już wiek „cielęcy”. Jest wyrazisty, cierpko – słodki, zmieszany z aksamitem miąższu.  Co prócz tego umieszczono w pucharze? Sprawdź to sam Drogi Czytelniku, powołując się na autora.

Stan po spożyciu? Bliski śmierci, jednak w tej najbardziej miłej postaci –  z przejedzenia. Dania są obfite, proste i zwyczajnie… smaczne. Gdyby Magda Gessler, znana restauratorka, która nie nosi czepka w czasie gotowania, chciałaby w jakikolwiek sposób je zakwestionować, musiałaby liczyć się z rękoczynami ze strony piszącego.

Diabeł tkwi w szczegółach, a te czynią swoisty klimat…

I trudno się dziwić, że wszystko co dobre kiedyś się kończy,  z wielkim trudem wstajemy od stołu i z żalem wychodzimy . Uczta trwała długo, zbyt długo, jednak nie ma co rozdzierać szat, zwłaszcza teraz, kiedy na zewnątrz ziąb. Knajpka jest urocza, a praca? Nie zając, ciału też coś się należy. Do drzwi odprowadzają nas uśmiechy „dobrych duszków”, doskonale wiedzą, że wkrótce wrócimy, no, może w nieco mniej licznym składzie.

Dzięki dziewczyny, warto było zajrzeć do „Patio”, choć dawnej „Basztowej”, ciągle żal…

Polecamy kuchnię „Patio”, od tych dań można, a nawet trzeba się uzależnić!

Adres?
Plac Zamkowy 1A
Tuchola, przy UMiG.
 ____________________

Mariusz R.Fryckowski

Fot. MG – kadr z najgorszego programu

kulinarnego z Jej udziałem. Brrrr….