Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników Spółki „Szpital Tucholski”

Kto jest właścicielem tucholskiego szpitala? Dobre pytanie, na które w pewnej części łatwo znaleźć odpowiedź. Oczywiście, można wejść do witryny szpitala i skopiować odpowiedni fragment ważnej dla nas informacji, ale cóż to? Szpital sobie tego nie życzy, umieszczając powyższą klauzulę: Powielanie, kopiowanie , cytowanie treści i inne wykorzystanie jest prawnie zabronione! Zezwala się na podawanie linku do naszej strony bez kopiowania treści.

Według naszej wiedzy właścicielami szpitala jesteśmy my – pacjenci zebrani w sześciu gminach oraz… osoby fizyczne, których nazwisk nie odnajdziemy. Kochamy tę lokalną przejrzystość.Oczywiście możemy je szybko odnaleźć zadając pytania właściwym osobom, tylko po co, skoro i tak nie mają większości, bo ich na to nie stać i to jest słuszne, gdyby było inaczej, moglibyśmy snuć kolejną teorię spiskową, dziejów Tucholi.

Z wymienionej klauzuli wynika, że nie jesteśmy właścicielami szpitala i nie mamy prawa traktować jej, jak jednostki uspołecznionej? Ciekawa analiza, prawda? Zapewne część samorządowców przyzna nam rację, a zbulwersuje się administracja szpitala i owe”osoby fizyczne”.

Jaki jest ten nasz szpital? W skali mniejszych miejscowości w kraju jednym z wyróżniających się. Nie jest to przypadek, a efekt dobrego zarządzania,które zdaje się skończyło w dniu ostatniego, Bożego Narodzenia.Właśnie wtedy ujawniono problemy kadrowe. Brakuje lekarzy, brakuje pielęgniarek. Z naszych informacji wynika, że personel…, raczej milionów się nie dorobi. Co zatrważa dodatkowo, pewne czynności szpitala są płatne, pojawił się nawet cennik. Widać wyraźnie, że nasze składki zdrowotne, które w formie haraczu pobiera znienawidzony ZUS, są tylko zasłoną dymną.

Jak brzmiał ten wyjątkowy fragment „Wesela” Wyspiańskiego?

CZEPIEC. Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ. A, mój miły gospodarzu,. mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC. Pan polityk!

DZIENNIKARZ. Otóż właśnie polityków. mam dość …

My też mamy już dosyć polityki w tucholskim szpitalu. Ciągłe utyskiwania na obecnie miłomściwie panujące nam „władze centralne”, nie rokują dobrze przyszłości szpitala. To zgrana płyta w dodatku głęboko zarysowana. Tucholski szpital „oczko w głowie” wielu osób, właśnie zapadło na jaskrę i potrzeba natychmiastowej operacji, bo inaczej dojdzie do tragedii – oślepnie –  mogą zostać zamknięte niektóre oddziały, a wojewoda może podjąć decyzję o przeniesieniu części chorych do innych placówek!

Powiało grozą? Miało. Zła sytuacja wymusza pewne reakcje, jedna z nich nastąpi już w najbliższą środę, kiedy dojdzie do Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników Spółki „Szpital Tucholski”.

Już wiemy, kto weźmie w nim udział: tutaj

Oczywiście, nie zostaliśmy powiadomieni, gdzie dojdzie do spotkania, o której godzinie, nawet nie próbujemy wprosić się na nie, bo podobnie, jak w sprawie remontu DW 240, Pan Prezes z pewnością by nas wyprosił, jak inne, ciężko przestraszone media. Tak, czy inaczej, będziemy zdani na relację osób trzecich, która może być daleka od obiektywizmu. Oczywiście, może stać się cud, ale my w nie wierzymy.

Co będzie głównym tematem? Tego też nie wiemy, ale podchodząc do sprawy zdroworozsądkowo, z pewnością nie będzie mowy o tym, aby zmienić kierownictwo szpitala, do podejmowania podobnych decyzji,  odważnych raczej  nie będzie, nie ten powiat, nie to miasto.

Za to z pewnością głównym tematem będzie pozyskanie nowego personelu i zapewne kolejnego sprzętu, na który nikt nie ma pieniędzy. Z pewnością, ważnym tematem będzie inwestycja, którą spółka zrealizuje na parceli,którą bezpłatnie otrzymała od Pana Burmistrza.  Nie spodziewajmy się też przełomu w tym, że płatne badania staną się ponownie bezpłatnymi.

Być może, że zebrani wreszcie wyjaśnią sobie dobitnie, przyczyny tak odległych terminów, na dokonywanie zabiegów. Pobożne życzenia? W takim razie, skoro są wątpliwości, wynajęliśmy do służby w samorządach niewłaściwe osoby. Jak to mawiał marszałek Piłsudski? Slogan po latach powielił „bosy Antek” – Cejrowski. Przypomnijmy sobie tę narrację:

W takim razie, czemu ma służyć owo spotkanie akcjonariuszy? W naszej ocenie, służyć będzie wyłącznie poprawie samopoczucia wszystkich zainteresowanych. Co w takiej sytuacji możemy zrobić my? Zaczekajmy na oficjalną informację ze strony Pana Starosty, a kiedy nam się nie spodoba, za kilka miesięcy dokonamy zmian, tym razem możemy użyć broni atomowej – grubej kreski.

Ten bat działa doskonale, a spółkę należy czym prędzej przywołać do porządku, albo rozwiązać,  nie ma ludzi niezastąpionych, nawet wśród tych najbardziej zasłużonych. Dajmy im szansę, co z nią zrobią, to ich sprawa.

My dokonamy oceny przed gabinetem lekarza i w… szpitalu.


Mariusz R.Fryckowski

Fot. .tygodnikzamojski.pl