(NIE)MORALNA PROPOZYCJA ZDW

Ta informacja jakimś cudem przeszła kompletnie bez echa, a jest ważna i bezczelna, nie tylko wobec władz miasta, ale również wobec nas – podatników.

Ponownie musimy powrócić pamięcią do przedostatniej sesji Wielkiej Rady naszego Miasta. Pamiętamy ważny głos Burmistrza Tucholi, który został zmuszony do tłumaczenia się za winy innych, sprawa oczywiście dotyczy nieszczęsnego remontu DW 240, która dosłownie dobija mieszkańców naszego miasteczka. Wiemy już, że za to zadanie nie odpowiada miasto, a marszałek województwa, wraz z podległymi sobie urzędnikami. Najważniejszą rolę w tej sprawie odgrywa oczywiście Zarząd Dróg Wojewódzkich, czyli takie lokalne państwo w państwie, które już dawno powinno zostać rozpędzone i zastąpione osobami wrażliwymi na problemy komunikacyjne tak małych społeczności, jak nasze.

Teraz do koszyczka dołożono już nie tylko kolejnego robaczywego grzybka w postaci zawalenia terminów, a prawdziwego muchomora, zapewne… sromotnika bezwstydnego, którego wyhodowano pod kloszem w Bydgoszczy.

W swojej niewątpliwej finansowej zapobiegliwości, ów urząd, piórem swojego niezatapialnego szefa, wpadł na iście szatański pomysł, dotyczący remontu zrujnowanego odcinka DW 240, czyli ulicy Głównej w Tucholi, gdzie w dobrym tonie jest pękanie budynków od wstrząsów przejeżdżających ciężarówek, można tam także „zarobić” odrywającym się bieżnikiem opony, lub wręcz przy pomocy odrywających się kół, można nie tylko stracić rynnę swojego budynku, a nawet… życie.

Otóż zadanie, które ma obowiązek wykonać wspomniana firma, wcale się do tego nie pali, chyba że…i właśnie tutaj rozpoczyna się tytułowa (nie) moralna propozycja. Podczas sesji, pan Burmistrz przedstawił sprawę niezwykle obrazowo,co wstrząsnęło magistratem, ale nie zrobiło większego wrażenia na mieszkańcach, którzy kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego,że za wszystko zapłacą! Propozycja jest nie do odrzucenia i w specjalnym piśmie od dyrektora ZDW do naszego Burmistrza napisano wyraźnie, że mamy w kosztach remontu tej ulicy… partycypować.

Co to oznacza? Wyobraźmy sobie,że pan Janek, który mieszka przy ulicy Kochanowskiego, wybudował sobie drogę. Kto bogatemu zabroni? Jednak po 40 latach droga zaczęła się rozpadać, bo korzystali z niej wszyscy. Pan Janek ma pieniądze, żeby ją wyremontować, bo przez lata pobierał podatek od poruszania się nią,  ale okazuje się być strasznym sknerą i zażądał, aby w kosztach naprawy, partycypował ksiądz proboszcz z pobliskiej parafii.

Innymi słowy, jeżeli ulica Gówna w Tucholi jest integralną częścią DW 240, to koszty remontu ponosi marszałek i nikt tutaj nikomu łaski nie robi. Jak można podejmować próby wyciągnięcia pieniędzy od lokalnego samorządu, który dodatkowo realizuje już nie swoje zadanie – budowę ścieżki pieszo – rowerowej z Tucholi do Bladowa? Trzeba mieć tupet!

Co zrobi Burmistrz Tucholi wiedząc, że jeżeli wyda zgodę, to część kosztów remontu pokryją podatnicy, a ci jak się połapią, zarzucą mu niegospodarność i w dniu wyborów wyślą go na Marsa? Jakie ma wyjście w tej sytuacji, jeżeli wspomniane pismo można również odczytać jako swoiste ultimatum pt. „nie dasz części kasy, to nie ruszymy tej ruiny”.

Burmistrz postawiony pod ścianą, będzie kierował się dobrem mieszkańców Głównej i zapewne na taki układ się zgodzi, ale miejmy nadzieję, że nie bezwarunkowo.

Kolokwialnie mówiąc,ok. dołożymy, ale wy zrobicie nam to, czy tamto i to ze swojej puli środków.

Jest w tej sprawie coś jeszcze, sprawa remontu 240-stki, to jeden wielki skandal, ta droga powinna zostać wyremontowana aż do granic powiatu chojnickiego z uwzględnieniem i to natychmiastowym fragmentów, gdzie dochodzi do śmiertelnych wypadków. Za każdy dzień opóźnienia, powinny zostać naliczone słone kary umowne.  Marszałek wodzi nas za nosy od lat,obiecuje różne rzeczy, po czym zapada cisza. Dziwnym jest,że jeszcze nikt z rodzin poszkodowanych nie pozwał włodarza, a tym bardziej jego podwładnych. Wiemy też, że jeżeli po wyborach partyjna miotła wyniesie nowego „władcę województwa”, niewiele się dla nas zmieni, chyba że POWIAT TUCHOLSKI, reprezentowany przez  lokalne starostwo, przestanie wreszcie chować głowę w pasek jak struś i zacznie walczyć o nasze sprawy. By tak się stało, należy dokonać zmian, oczywiście całościowych,

Chcemy zmian? Namówmy do kandydowania ludzi nowych, nie związanych z SALONEM. To warunek tego, byśmy wyszli z głębokiego marazmu, rozliczyli winnych zadłużenia powiatu i zaczęli się wreszcie rozwijać.


(mrf.)