Niepokorny radny miejski wstrząsnął „SALONEM”

Z czego znany jest Radny Miejski, Pan Andrzej Jarosławski? Nietuzinkowa postać w dziejach tucholskiego samorządu, ma własne zdanie na wiele tematów i nigdy nie poddaje się presji innych radnych.

Trudno go odwieźć od raz przyjętego kursu, przyciśnięty do ściany potrafi tęgo wywijać kijem bejsbolowym demokracji, często trafiając mniej, lub bardziej winnych zamieszania. Często, zwłaszcza ostatnio, celuje bardziej uważnie i trafia w punkt, często czuły. Można mu zarzucić wiele, stali czytelnicy i widzowie pamiętają, jak brutalnie obszedł się z lokalną oświatą, nie pozostawiając na niej suchej nitki, ale nie zdarzyło się, aby pozostał biernym na głos zwyczajnego obywatela z ulicy, nawet wtedy, gdy ten pełen obaw nie potrafi lub nie chce się bronić, z różnych powodów.

To typowe, z lokalnym „SALONEM”, od czasów komuny, nikt nie zadziera i mają to zakodowane w genach lub we krwi, kolejne pokolenia, a to wielki błąd! Tak jest i już, dzisiaj czas najwyższy przestać się bać! To, co dzieje się jednak w kuluarach, czyli w kolejce po tanie ryby, czy po podroby, nie pozostawia złudzeń – ludzie gadają,żalą się i będą to robili zawsze.

Po tym przydługim wstępie powracamy do bulwersującej sprawy, którą podczas jednej z minionych sesji Rady Miasta  Tucholi pan radny wywlókł na światło dzienne tak skutecznie, że nie udało się jej zamieść pod dywan. Pomimo tego, że wszyscy jak ognia unikają pojęcia TOKiS – PRESS, przypomnijmy, że to właśnie my, jedyne elektroniczne medium lokalne, które nie obawia się mówić „jak jest” przybliżyliśmy sprawę. Zanim inni zdecydowali się o tym napisać, pokazaliśmy film z tego wydarzenia, skleciliśmy szereg tekstów, które z pewnością były dla wielu niewygodne lub wręcz szokujące. Wszak tucholskich świętości ( świętych krów władzy) nikt nie niepokoił od wieków,aż tu nagle… pojawiła się medialna dojarka, której zaprzeczyć nie sposób, bo to nagrała, opracowała i opublikowała…

Czarno na białym, do tej chwili wszystko chyba jest jasne i nie podlega dyskusji. Wiemy co się wydarzyło, wiemy jaka była akcja, jaka reakcja, jakie padły słowa, gdzie i kiedy.

Sprostowaniu podlegać może wypowiedź Pana Radnego, który poplątał dwa pojęcia, ale miał do tego prawo, nie jest specjalistą do spraw ratownictwa, nie jest medykiem, a przeciętnym obywatelem, do tego ciężko zbulwersowanym. Błąd w wypowiedzi polega na tym, że Izbę Przyjęć pomylił Pan Radny z „Pogotowiem Ratunkowym”. Zostawmy to jednak, bo i tak klamka do tej części szpitala, jest tylko od wewnątrz, pacjent sterczy (zdaje się były tylko cztery miejsca siedzące) na korytarzu i czeka na swoją kolej.

Przypomnijmy też fakt, że kilka tygodni temu TOKiS – PRESS, przez prawie trzy dni, był stałym gościem tucholskiego szpitala i odniósł bardzo dobre wrażenie zarówno o pracy placówki, ściślej, poszczególnych oddziałów, wliczając w to wspomnianą Izbę Przyjęć. Tuchola ma dobry szpital i oddanych pacjentom pracowników, kto twierdzi inaczej, ten zwyczajnie kłamie.

Inną sprawą jest działanie administracji, która boryka się już nie tylko z brakami kadrowymi, ale i z własnymi słabościami w politycznej otoczce. Polityka do szpitala nie pasuje i może dlatego, padło z naszej strony tak wiele krytycznych uwag i żądań do zmiany na stanowisku  prezesa włącznie. Oczywiście to głos wołającego na puszczy, ale tych społecznych przybywa i to w tempie Pendolino (być może, że w tej sprawie doczekamy komisji śledczej) na polskich, żelaznych szlakach – czyli to proces długotrwały. To nic, cierpliwość w tym przypadku jest zaletą, a ewentualna zemsta „dotkniętych” krytyką, będzie opóźniona w czasie i ci dodatkowo będą musieli bardzo uważać, aby nie popełniać kolejnych błędów, podobnych jak ten…

Owoż, pięknego dnia, miesiąc temu w tucholskim magistracie, odbyła się kolejna sesja Rady Miejskiej,która na długo pozostanie w pamięci radnych.

Pan Przewodniczący Wielkiej Rady odczytał pewien list, który stanowi swoiste ultimatum wobec niepokornego radnego, Pana Jerosławskiego. I teraz bardzo ważnym okazuje się nasze nagranie, które warto prześledzić nie jeden raz, a kilka, aby wysnuć z wypowiedzi obu Panów słowa – klucze i wtedy wspomniany dokument zaczyna wypadać dość blado w konfrontacji z dowodem utrwalonym kamerami.

Poznajmy treść, o dokument długo się staraliśmy, pomimo obietnic nigdy do nas nie dotarł, na szczęście niektórzy, niedoceniani przez mieszkańców samorządowcy, bardzo poważnie traktują swoje obowiązki i spełnili naszą prośbę. Ponieważ żadne lokalne medium nie odważyło się opublikować dokumentu do którego dostęp ma przecież każdy obywatel, kolejny już raz robimy to my – niezależni, ale nie tylko z nazwy.

Jak to zwykło się mawiać? Najlepszą formą obrony jest atak, ale ten wygląda równie blado, co wymachiwanie cepem, przed strachem na wróble.

Radny zareagował, co jest jego obowiązkiem wobec wyborców, a teraz ma wszystko odszczekać w dwóch gazetach i „mediach elektronicznych” z tym, że jedynym lokalnym medium elektronicznym, które jako pierwsze i jedyne  opublikowało całość „afery”, byliśmy wyłącznie my, reszta pojawiła się na scenie „bardzo trochę później”. Widać wyraźnie, że kwestia nazewnictwa sprawia niektórym osobom z lokalnego ‚SALONU”, spore kłopoty. I to jest dziwne od czasów,kiedy w powszechnym użyciu znalazł się „sprawdzony środek” dolomit magnesium. Nie sprawdzaliśmy, ale podobno działa.

Skoro odświeżyliśmy już kilka pamięci, możemy kontynuować. Ulica, jak wspominaliśmy, to bardzo dobre miejsce, aby przeprowadzać rozmowy,  udało się porozmawiać z panem Radnym Jerosławskim, który nie może się nadziwić sytuacji. Ogólnie rzecz ujmując – przeprosiny w dwóch gazetach o zasięgu lokalnym, a nawet regionalnym ( jedna z nich finansowana przez Niemców) i „mediach elektronicznych”, to oczywiście  wyłącznie o TOKiS – PRESS.

Rzeczywiście, Pan radny ma prawo uważać się za duszonego kontrratakiem, zastraszonego, zdziwionego i poddanego presji w tym również medialnej. Problem w tym,że przed sądem spór wygra, o ile obecne zmiany w sądownictwie nie sięgną „apogeum politycznej wrażliwości”, wystarczy porównać treść nagrania z listem – ultimatum.

Jest oczywiście i druga strona medalu, bo jeżeli przegra, zostanie dożywotnio zdyskwalifikowany, jako samorządowiec i kandydat do godności burmistrza, o fotel którego…, będzie się zapewne starał.

Jeżeli przegra druga strona sporu, będzie inaczej, stąd apel o odpolitycznienie lokalnych struktur samorządowych i szpitalnych. Co ma piernik do wiatraka? I tutaj przydaje się jedno z popularnych mediów społecznościowych, a jego lektura w niektórych przypadkach, przypomina publiczne samobójstwo zainteresowanych, choć chętnych do dalszego udziału w życiu społecznym.

Obserwując od lat działania Pana Radnego Jerosławskiego przeprosin nie będzie, tym samym dojdzie prawdopodobnie do rozprawy w sądzie, a to dopiero będzie kino sensacji, chyba, że Wysoki Sąd usunie nie tylko nas ale i inne media z sali rozpraw. Jesteśmy przyzwyczajeni, po „przebojach” w Tucholskim Starostwie, kiedy to  Wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa, wcielił się w rolę gospodarza – starosty i wyprosił stronę społeczną  – lokalne media, z sali, kiedy debatowano w niej  o lokalnych problemach, w tym o drogach, a wszystko w obecności i za przyzwoleniem Pana Marszałka Województwa ( zbieżność sympatii politycznych jest tutaj tylko subtelnym dodatkiem, jak kwiatek w butonierce starego, spranego garnituru). Rozpocznie się gra o wszystko,obie strony mają wiele do stracenia, może nawet zbyt wiele, bo osądzimy ich my i to wkrótce!

Nie ujawniamy całej wypowiedzi Pana Radnego nie bez powodu, zakładamy, że te wątki będą decydujące w osądzeniu winy, a być może później sprawstwa. Osobiście, optowałbym za ważnym słowem strony pozywającej, a to pada w naszym nagraniu – PRZEPRASZAM, i od nas… NIC  ZŁEGO NA SZCZĘŚCIE SIĘ NIE STAŁO, pacjent z rzekomym udarem ( kto to stwierdził?) przeżył i podobno ma się dobrze, a to powód do radości dla wszystkich stron.

Jeżeli jednak okazałoby się,że wydarzyło się coś,co niejako z automatu uruchomiło maszynerię destrukcji osobowej w obu przypadkach, ale ze strony trzeciej, wtedy rozpęta się prawdziwe piekło, gdzie na końcu na zgodę będą sobie podawali ręce: strona pozywająca i pozwana, a to będzie już melodramat, z wykorzystaniem nagrań ze szpitalnego monitoringu w tle, który tam jest i podobno działa, o czym chyba wszyscy zapomnieli. Innym problemem może być ten, że utrwalone kadry  „wyparowały”, ale to byłoby już nie samobójstwo, a publiczne HARAKIRI.

JEDNAK tej TEMATYKI  autor nie lubi i bardzo niechętnie pisze o nim recenzje, ale to już inna opowieść,przeznaczona dla nieco większej i wtajemniczonej grupy Czytelników i Widzów, kochających kino, a nienawidzących lokalnych piekiełek w dumnym mieście, które lokalne władze sprowadziły do miana prowincji, a tego żaden mieszkaniec Naszego Miasta… Wam nie wybaczy.


mrf.

Foto: pisabay glosgminny.pl