„Nihil Novi sub sole”, czyli… polowań na obywateli przez tucholskich policjantów ciąg dalszy? (felieton autorski)

Tucholska „drogówka” nie ma ostatnio dobrych notowań w TOKiS-ie i są tego konkretne powody, a szkoda, ponieważ z największą przyjemnością chcielibyśmy wreszcie napisać o ciężkiej pracy policjantów coś pozytywnego. O ile inne wydziały działają dobrze, a nawet bardzo dobrze, tak „drogówka” wydaje się być państwem w państwie. Tak dłużej być nie może.

Czy znacie Państwo znaczenie słowa – minister? Tak, zgadza się, jest tylko jedno – sługa. Kim jest sługa? Tego chyba wyjaśniać nie potrzeba. Skąd taka odskocznia? Zapewniam, że ma to sens zwłaszcza wtedy, gdy przez chwile zastanowimy się nad tym, do czego powołana jest Policja, jakie ma spełniać zadania i jak brzmi przysięga, którą składają adepci szkół policyjnych, wstępujących do czynnej służby.

 Przypomnijmy:

 Ja obywatel Rzeczpospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia. Wykonując powierzone mi zadania, ślubuję pilnie przestrzegać prawa, dochować wierności konstytucyjnym organom, przestrzegać dyscypliny służbowej oraz wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych. Ślubuję strzec tajemnicy państwowej i służbowej, a także honoru, godności i dobrego imienia służby oraz przestrzegać zasad etyki zawodowej.

 

Prawda, że brzmi przepięknie? Zwróćmy uwagę na jeden z wersów: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia.

Cóż to oznacza? Policjant podobnie jak minister dowolnego resortu ma… służyć nam, jednak nie donosząc, co rano tacy z filiżanką świeżo zaparzonej kawy do łózka obywatela, bo to głupie i obraźliwe, a pomagać mu w sytuacjach zwyczajnych i skrajnych. Policja nie może działać na niekorzyść społeczeństwa (Narodu). Jeżeli funkcjonariusz sprzeniewierzy się tej regule powinien zostać przykładnie ukarany, łącznie z karą pozbawienia wolności. W tej materii nie ma równych i równiejszych, bycie funkcjonariuszem i noszenie munduru, to zaszczyt, a nie narzędzie do…

Właśnie, zajmijmy się owym „do”.

Zapewne Czytelnik zapamiętał cykle artykułów, które pojawiły się na internetowych łamach TOKiS-a. Były one poświęcone sytuacji absurdalnej, którą my określiliśmy dosadnie – „polowaniem na ludzi”, ściślej przechodniów – mieszkańców ulicy Aleja LOP w Tucholi. Miejscem spornym jest właśnie ta ulica, która wraz z ciągami pieszymi jest pospolitym bublem z czasów Gierka.

Chodniki wzdłuż tej ulicy wykonano w taki sposób, że istnieje kilka odnóg, które kierują, wręcz zapraszają pieszego do… popełniania wykroczeń. Dlaczego? Bo jakiś idiota wykonał przejścia dla pieszych w absurdalnych miejscach, które oddalone są od obiektów użyteczności publicznej (w tym apteki) o dwa parseki, biorąc pod uwagę adekwatne do sytuacji inne idiotyczne porównanie, tym razem zamierzone przez autora.

Problem polega na tym, że ów „idiotyzm” wykorzystuje tucholska policja, która być może wykonując jakieś normy mandatowe, „dobiera” sobie właśnie w tym miejscu brakujące „punkty”. To wredne, odrażające i pospolicie paskudne. Jakiś czas temu ofiarami funkcjonariuszy były babcie – wiekowe, dystyngowane damy, dzisiaj zapewne karani będą wszyscy „jak leci”.

Rzeczona ulica jest naprawdę charakterystyczna, zrobiliśmy o niej filmy, wykonaliśmy całą galerię zdjęć, gdzie zwyczajowe przejścia są na porządku dziennym, ba mało tego, często przejeżdżające patrole policyjne nie dostrzegają podobnych sytuacji, ale co jakiś czas pojawia się: „para dyżurna”, która „działa”, budząc wściekłość ludzi, którzy wiedzą o tym, że za sprawą TOKiS-a sprawa trafiła wpierw na biurko pana Burmistrza, a chwilę później pod obrady 29 sesji Rady Miasta, na którą zaproszono komendanta tucholskiej policji.

I co? I nic, jednak pozostał ślad – dowód w postaci nagrania filmowego, którego nasza redakcja dokonała tamtego dnia, kiedy w kwestii problemów z ulicą Aleja LOP wypowiadali się włodarze miasta, jak i sam pan Komendant, który do czegoś się zobowiązał i który zdaje się zapomniał, co do Niego należy. Oczywiście, można wykręcić się nawałem pracy i tym, że w tamtym czasie pan komendant nie miał swojego zastępcy,. Dzisiaj już ma i to nie byle jakiego, bo z Nakła, które słynie z solidności.

W kwestii mandatów wlepianych miejscowym, nic się nie zmienia, chociaż jak wynika z nagrania, sprawa jest wyjątkowo prosta. To tylko kwestia odpowiedniej notatki i kilku znaków drogowych, ściślej tablic o jasnym przekazie.

Obejrzyjmy nagranie…

W piątek 05 – 07 – 2013 o godzinie dokładnie 07:25, tuż obok sklepu spożywczego przy ulicy Aleja LOP, patrol policyjny, który stanowiły dwie funkcjonariuszki policji, zatrzymały przechodnia – młodą kobietę, która popełniła według policjantek wykroczenie. Pech polega na tym, że całe zajście obserwowane było przez reportera TOKiS-a, który jak zawsze zareagował. W tę rolę wcielił się autor tych słów.

Służbowy radiowóz z włączonymi „kogutami” wyglądał imponująco, dokładnie tak, jakby nawiedzili nas następcy porucznika Kojaka z pamiętnej filmowej serii. Z wielką pompą sprawę załatwiono, choć nie wiem, czy skończyło się na pouczeniu, czy mandacie, funkcjonariuszki słusznie odmówiły udzielenia tej informacji, jednak forma, styl i zachowanie w stosunku do rozmówcy (mnie) pozostawiało wiele do życzenia.

Być może to pokłosie mojej interwencji zimą, kiedy jedną z funkcjonariuszek zapytałem o to, czy w czasie postoju nie powinna wyłączyć silnika w radiowozie? To również wykroczenie, które podlega pod taryfikator, zwłaszcza, ze za to paliwo płacę ja – podatnik.

Rozumiem, można nas nie kochać, można się obruszać, ale funkcjonariusz tego typu uczucia pozostawiać ma w… domu. W pracy ma być uprzejmy i służyć informacją, bo za nią mu płacę ja – podatnik i pośrednio pracodawca.

Obie panie w mundurach zrobiły sobie polowanie z premedytacją na „kobiecinę”, która z „prędkością dźwięku” starała się dotrzeć do pracy za wszelką cenę. Co ciekawe, tuż obok, dokładnie przy wspomnianym już wcześniej sklepie spożywczym znajdowała się stała ekipa smakoszy trunku, o dźwięcznej nazwie „Mamrot”, którzy znajdowali się w stanie wskazującym. Tak, dokładnie, to ta sama, znana policjantom tucholskim ekipa, która tak pięknie naśladuje scenę ze znanego serialu, gdzie główną rolę gra pewna ławeczka. Opisaliśmy to wiekopomne zdarzenie w tekście „Ławeczka al’a Wilkowyje.

O tej sprawie w nagraniu, które przedstawiliśmy opowiada również pani radna Madej, która, na co dzień wraz ze swoimi wyborcami, musi znosić „nieziemskie ryki” poturbowanych tanim winem i ich język, którego nie rozumie w dodatku o każdej porze dnia i często nocy.

Co robią policjantki? Ślepną, głuchną, łatwiej jest „przywalić” praworządnemu przechodniowi – „jeleniowi”,  który nie będzie sprawiał problemów.

Na tym polega praca policjanta? Jeżeli tak, to dzisiaj jeszcze zlikwiduję nasze pismo i poproszę o etat w tucholskiej policji. Zapewniam,    będę przydatny!

Drodzy, nam służący Policjanci, nie jest sztuką trafiać do tarczy ze służbowej broni i to na pokaz,  bo to umie każdy z nas, szkolonych w jednostkach takich, czy siakich. Być może robimy to nawet lepiej, niż Wy. Sztuką jest pokazanie klasy i spowodowanie tego, aby ludziom żyło się łatwiej, a idiotyczne przepisy nie mąciły ludziom w głowach w konfrontacji z ergonomią, którą ktoś, kiedyś spaprał. Jeżeli to zrozumiecie, to w Tucholi nastanie raj, a TOKiS prócz głupawych mankamentów w Waszej służbie, zobaczy wreszcie to, co najcenniejsze: dobrze wykonywane obowiązki, zadowolenie społeczeństwa z Waszej pracy i poświęcenie w sytuacjach, gdzie należy użyć środków bezpośredniego przymusu w obronie poszkodowanych, samemu narażając to, co najcenniejsze – własne życie.

I oby nigdy do tego nie doszło!

Mariusz R.Fryckowski