O zagrożeniach znajomości online, przeniesionych do realnego świata, słów kilka

Na ten temat powstało wiele ostrzegających społeczeństwo projektów i jeszcze więcej elaboratów, które przez większość traktowane są jak spam, czyli ich najwłaściwszym miejscem, w ich mniemaniu, jest… śmietnik i tam też najczęściej trafiają. Wychodzimy z założenia, że nas to nie dotyczy, ponieważ potrafimy wykryć każdy sieciowy przekręt, nawet emocjonalny.

Prócz oglądania obrazków i zabawy, wykorzystujemy domowy komputer do przeróżnych celów. Niektórzy z zamiłowaniem oddają się internetowym interakcjom z przygodnie poznanymi w różnych zakamarkach sieci znajomościami. Po długim czasie wirtualnej znajomości, często dochodzi do spotkania w „realu”, czyli w życiu codziennym. Może to nieść za sobą sporo zagrożeń, łącznie z najtragiczniejszymi. Tego typu informacje zwykle zamiatane są przez media głęboko po dywan, zwłaszcza lokalne, z wiadomych względów.

Niestety, zwłaszcza ostatnio, ów dywan zaczyna przypominać „kocie łby”, a wskazówka na skali zagrożeń wydaje się nie mieć końca. Sytuacja nie jest nową, ale nasila się, zwłaszcza teraz, od kiedy Europę zalała nie tylko fala imigracji obcej nam kulturowo masy bandytów i gastarbeiterów. Pewne ich zachowania w myśl mult-kulti, przejmowane są przez rzesze młodych ludzi, rdzennych mieszkańców różnych państw w tym Polaków.

Zamachy na bliźnich z użyciem ostrych narzędzi, nie są czymś nowym, ale poprzez stronnicze media prawie zawsze i wyłącznie, łączone ze środowiskami tzw. kiboli. Prawda jak zwykle leży pośrodku.

Jeżeli do spotkania dochodzi w miejscu publicznym jest szansa, że nic złego się nie wydarzy, ale co wtedy, kiedy poznana w Internecie osoba, zostaje przez nas zaproszona do domu lub mieszkania? Nie wiemy, jakimi celami się kieruje, a to dla zapraszającego, zwykle młodego człowieka, może być śmiertelną pułapką, zwłaszcza podczas nieobecności rodziny. Granica wieku nie jest określona, zagrożeni są wszyscy ci, którzy szukają potencjalnych przyjaciół w „wysypisku śmieci „zwanym Internetem.

Wbrew temu, co mówią i piszą inni internauci, warto sobie zakodować zasadę ograniczonego zaufania do kogokolwiek, nie ma dobrych stron podobnych znajomości, zagrożenie jest stałe.

Najbardziej naiwnymi są dzieci, a o tym przekonują nas policyjne statystyki, na szczęście istnieją w sieci „strażnicy”, którzy dysponują takimi umiejętnościami, że potencjalnego przestępcę potrafią namierzyć z prawie stu procentową dokładnością. Bandyci ci trafiają zwykle tam, gdzie ich miejsce, do więzień.

Nie dbamy o swoją prywatność, to stwierdzenie dotyczy każdej grupy wiekowej. Kapitalnym miejscem dla przestępców do ustalenia wszelkich danych o potencjalnej ofierze, są portale społecznościowe, gdzie publikujemy takie treści i materiały, że zjawisko to przypomina publiczne wręczenie kluczy do każdego aspektu naszej prywatności.

Informacje pisane, wspomnienia, plany, fotografie, filmy, udostępnianie danych o rodzinie, to powszechna praktyka. Nie ma specjalnych różnic, biorąc pod uwagę płeć, mamy do czynienia ze zjawiskiem powszechnym. Pamiętajmy o tym, na podstawie pewnych informacji, pozornie błahych, można stworzyć nie tylko portret psychologiczny ofiary, ale nawet wedrzeć się w jej prywatne życie i to dosłownie!

Niektórzy z nas, bez umiaru, opowiadają każdego dnia co robią, będą robić, dokąd wyjadą, kiedy wrócą w których miejscach będą. To nic innego, jak zaproszenie przestępcy do działania. Po co to wszystko?

Kwestia mody? Oczywiście. Kwestia pozornego wrażenia co do bezpieczeństwa swojego i swojej rodziny?  Naiwne.

Z portali społecznościowych korzystają nie tylko przestępcy, ale również służby i pracodawcy. Jedni szukają słów – kluczy, drudzy ustalają profil pracownika, lub być może aplikującego do miejsca pracy.

Zapominamy o tym, że nawet plotkarskie portale dysponują narzędziami, które ograniczą dostęp do wrażliwych treści, wystarczy je tylko włączyć. Nie wykluczy to niebezpieczeństwa całkowicie, ale znacznie je ograniczy. Problem w tym, że kolejnym narodowym sportem jest zyskanie sobie tysięcy znajomości. Nawet nie wysilamy się, by ich „prześwietlić”, odruchowo akceptujemy każdą nową znajomość, a to gigantyczny błąd.

Jakakolwiek treść umieszczona w światowej sieci, pozostaje tam na zawsze! Miejmy świadomość, że poprzez sprytne algorytmy, ta sama treść dociera już nie do tysięcy, a setek i milionów użytkowników!

Warto tak się narażać? Dlatego zachęcamy do ostrożności, w dzisiejszych czasach nawet wpuszczenie do domu zwyczajnego doręczyciela, bywa niebezpieczne, a jedynym środkiem obrony pozostaje… telefon, który także łatwo stracić.

Warto pomyśleć!


(red.)