Partyjna kolęda

I zapewniam o tym,że nie mają niczego wspólnego z Kościołem, jako instytucją, choć jak na obłudników przystało, większość z nich głosi Słowo Boże, demokrację i oddanie krajowi na każdym kroku, ale na swój specyficzny sposób, stosując psychomanipulację i zwyczajne łajdactwo.

Mamy przedwyborczą wojnę, gdzie trwa wyścig do przejęcia władzy w samorządach, przez partyjne odpadki. Owo obraźliwe stwierdzenie ma dokładnie takim być, ale nie dotyczy do tych osób, które w dobrej wierze stwierdziły, że ich przynależność przyniesie wyłącznie dobre skutki. Jest ich garstka.

Demokracja, jakże to wyświechtane słowo,którego wyjaśnienie również można przytoczyć w żołnierskich słowach,choć nie mojego autorstwa – to rządy głupców nad mądrymi, z tym, że tych pierwszych, zawsze jest większość i zrobią wszystko, aby zdusić resztę.

No i mam to,co mamy.

Biorąc w dłonie cedzak historii trzeba oddzielić to,co cenne od resztek, cóż to oznacza? Wiemy już, że każda partia to zło,ale przez dziesiątki lat wmówiono nam, że nie ma nic bardziej reprezentatywnego dla reszty społeczeństwa,niż właśnie ona, co jest absolutną bzdurą. Potwierdzeniem tego był ostatni bastion – samorządy, gdzie większość stanowią zwyczajni obywatele, często oddani swojej społeczności bez reszty. Teraz ma się to zmienić. Nikt nie pyta czy życzymy tego sobie, ale aby zachować pozory, organizowane są wybory. My jednak wiemy, że ciągle jeszcze obowiązuje stare stalinowskie porzekadło, że nie jest ważne kto z kandydatów wygrał, tylko kto liczy głosy, a nad tym nikt z nas nie panuje.

Przywołajmy cud na urną,kiedy do zwycięstwa kroczył słynny PSL, partyjka przystawka, która zawsze wyginała się w stronę zwycięzcy. Kto wtedy liczył głosy? Oczywiście komisja wyborcza,ale poprzez rosyjskie serwery. Dowódów na przekręt nie było,demokracja zadziałała i to jak!

Platforma Obywatelska zrujnowała nam portfele,Prawo i Sprawiedliwość również, ale ta partia powędrowała dalej i rujnuje nam psychikę indoktrynacją poprzez swoje media. Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, możemy użyć porównania, jest gorzej, niż za czasów komuny. Obecna propaganda jest tak jasna i prymitywna,że wdzięczni odbiorcy, którzy jej bez reszty ufają, zasługują na podobny epitet.

Co najgorsze, media komercyjne służące obcym interesom zachowują się dokładnie w taki sam sposób, choć bardziej wysublimowany. Ich cel jest prosty, przyciągnąć „tych mądrych”. To działania na emocjach, identyczne z człowiekiem jaskiniowym w myśl zasady życie za życie. Kto sprzeniewierzy się jednym, czy drugim,zostanie napiętnowany.

W środku tego kotła siedzi gros społeczeństwa, które nie czyta, jeżeli ogląda ruchome obrazki, to bez zrozumienia, nie wie co to przenośnia, opis, żart, drwina, nie potrafi przewidywać,wyciągać wniosków, prawie wyłącznie reaguje, jednak zawsze w ten sam sposób – strachem. Czego boi się przeciętny obywatel? Jego obawy prawie zawsze dotyczą spraw egzystencjalnych, zwłaszcza u nas. Obawa przed narażeniem się aparatczykowi,czego efektem będzie być może utrata pracy. Jeżeli utrata pracy,to zagrożenie dla własnej rodziny i brnie człowiek przez całe życie w strachu. Przyparty do muru zaprze się wszystkiego, ale zawsze w obronie własnej rodziny i to ma go usprawiedliwić?

Kiedy już do reszty straci twarz,krzepnie i szuka synekur, te może osiągnąć tylko w jeden sposób, musi do kogoś przynależeć. Nie ma pomysłu na życie, pcha się do polityki, na każdym szczeblu.

Trudno takich ludzi szanować, za to ważne jest, aby docenić kogoś,kto ma czyste intencje. Jak stwierdzić, czy jest osobą wartościową i rzeczywiście w chwili krytycznej, stanie po naszej stronie i nas obroni ? Nasz wybór musi być przemyślany, nie ma rady, trzeba przerwać bierność i spotkać się z kimś takim. To tylko nasz wybór i tylko nasza wola. Jeżeli z tego przywileju nie skorzystamy z lenistwa lub z marazmu (a bo i tak niczego nie zmienię), sami się pogrążymy.

Podkreślmy, to my piersi powinniśmy wyciągnąć rękę do kandydata. Formą nabrania odwagi są spotkania przedwyborcze lub bardziej popularnie zwane  – wiecami wyborczymi. To oczywistość, jednak nie dla wszystkich,ponieważ partyjni kandydaci , zwłaszcza w małych ośrodkach, zaczynają kolędowanie od domu do domu, to najgorsza z możliwych metod działania z moralnego punktu widzenia. Niestety, częstym argumentem w indoktrynacji ofiary / wyborcy, jest oczernianie swojego przeciwnika i to dzieje się na naszych oczach.

W większych ośrodkach jest inaczej, zdrowiej, narzędziem zachęty wobec niezdecydowanego wyborcy są debaty publiczne. Właśnie w czasie ich trwania, wyborca dowiaduje się tego, co być może go czeka, jeżeli zdecyduje się oddać głos na jednego z kandydatów. Jednak te dwie grupy coś łączy, nie wolno nam ulegać wpływom kandydatów, choćby obiecali góry złota i dóbr wszelakich,wiemy że nie dotrzymają umowy. Myślą schematycznie,wpierw przejęcie stanowiska,potem wpływów, a później…, jakoś to będzie. Dlatego tak ważnym jest odnotowanie obietnic wyborczych i potem rozliczenie kandydata z ich realizacji. Jeżeli w naszych wyborach opierać się będziemy na cudzych opiniach, zawsze ucierpimy. Lepiej wybrać głupio,ale zawsze samodzielnie!

Podczas prezencji kandydatów do lokalnych samorządów z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, której to partii zaufały miliony, tylko nasza redakcja udowodniła w większości przypadków to, z jak niekompetentnymi ludźmi mamy do czynienia. Dlaczego tylko my? Chodzi o pieniądze.Obecnie redakcje mają żniwa, każda reklama jest na miarę złota i przetrwania tytułu. Nie dusi się kury znoszącej złote jaja, tą kurą są polityczni klienci.

Dla przykładu, przeciętny tytuł w medium tradycyjnym i elektronicznym ma zbliżony cennik dla spotów wyborczych. Padają kwoty od 3 do 5 tysięcy złotych i więcej. Jeżeli kandydat operuje większymi kwotami, kręci spot reklamowy, a to wydatek od 5 do 10tysięcy i więcej! Dlatego wszystkim mediom opłaca się być delikatnym i oszczędnym w słowach przynajmniej w tym gorącym okresie!

Tylko media całkowicie niezależne mogą sobie pozwolić na coś więcej i warto to uszanować, bo albo gramy w otwarte karty,albo kłamiemy,ale wtedy konsekwentnie, wspólnie,  mając na celowniku konkretne profity, które rozdane zostaną po wyborach, za”zasługi”.

Nie dość obrzydliwe? Niestety, tak się dzieje!

Ludzie,którzy nie powinni nawet przekroczyć progu urzędu, stają się ich zarządcami w wyniku decyzji ludzi, którzy kompletnie nie orientują się w sytuacji i oddają swój głos wyłącznie na twarz, a bo on taki uśmiechnięty i miły.

W polityce nie ma przyjaciół, nie ma relacji obywatel – wybraniec,liczą się pieniądze, wpływy, a na końcu nieograniczona władza, natomiast u ludzi spoza układu, na pierwszym miejscu będzie mieszkaniec,osoba,którą samorządowiec spotyka każdego dnia, idąc do pracy. On musi spojrzeć w oczy wyborcy, jeżeli zawiódł jego zaufanie staje się banitą,bo właśnie  stracił największy skarb,którego nie można kupić za paciorki,to honor ,pojęcie ,zwłaszcza obecnie – deficytowe.

Pozostaje też kwestia niektórym całkowicie obca -wstyd,aby nie było większego,lepiej się wycofać, z pewnością będzie ten gest doceniony, a później oplotkowany.


(red.)